Społeczeństwo

Od Mohammeda do Andersa Breivika: milczenie Duńczyków

Artykuł opublikowany 18 kwietnia 2012
Artykuł opublikowany 18 kwietnia 2012
Dania jest straumatyzowana. Duńczycy, znużeni swoim negatywnym wizerunkiem powstałym w 2005 roku, kiedy to uwagę świata na ten mały skandynawski kraj zwróciła afera z karykaturami Mohammeda w roli głównej, milczą. „Żegnaj” dla prawa do własnego zdania? Dopiero zaplanowana na 2012 rok inscenizacja manifestu Andersa Breivika roznieca na nowo międzykulturową debatę.

Idea pomysłu została zrealizowana po raz pierwszy, gdy jako reakcję na moje pytanie do mojej skrzynki mailowej dostałam poniższą wypowiedź: „Droga Koleżanko, dziękujemy bardzo za maila. Prosimy o wybaczenie, ale komentarze dotyczące sprawy Mohammeda zostały całkowicie zamknięte. Z pozdrowieniami, Tage Clausen - szef informacji Jyllands-Posten”.

Tyrania milczenia

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby pamiętnego skandalu z karykaturami Mohammeda z 2005 roku, który spowodował bezprecedensową międzynarodową dyskusję na temat muzułmańskiej mniejszości w Europie, stawiając tym samym Danię w centrum uwagi całego świata. Jednakże 7 lat później nikt już tego tematu więcej nie porusza – groziłoby to niekończącym wydobywaniem afery na światło dziennie. Flemming Rose, przewodniczący działu kultury w JP, ten sam, który w 2005 roku nadzorował publikacje 12 karykatur, napisał książkę pt. „Tyrania milczenia” (2010). Pozycja ta miała za zadanie zamknąć ten temat. Koniec! No comment!

Już od lat w budynku jest bezpiecznie niczym w szwajcarskim banku – jest bowiem pod obserwacją 24 godziny na dobę

Za mną zasuwają się szklane drzwi. Jednakże aby moc przejść na drugą stronę, muszę już wprowadzić kod – dopiero wtedy kolejne drzwi otwierają mi się przed nosem. Tarek Omar macha do mnie zza szyby bezpieczeństwa. Dziennik „Politiken”, dla którego pracuje redaktor Omar, znajduje się w tym samym budynku na placu Rådhuspladsen w Kopenhadze co redakcja gazety „Jyllands-Posten”. Już od lat w budynku jest bezpiecznie niczym w szwajcarskim banku – jest bowiem pod obserwacją 24 godzinyna dobę. Czy te karykatury były naprawdę tego warte, aby teraz tak funkcjonować? „Moje dziecko ma roczek. Gdy przyniosłem córkę niedawno do redakcji, potrzebowała osobnej odznaki identyfikacyjnej”. Mimo to 34-latek nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego w JP nikt nie chce pisać o wolności prasy. „Przecież to nasz zawód!”

Linia oddzielająca prawo do własnego zdania od obrazy uczuć religijnych stała się w Europie bardzo cienka; przykładem na to jest nie tylko niedawny atak na francuski magazyn satyryczny Charlie Hebdo, ale także przybierająca na sile tendencja do cenzurowania wszystkiego, co dotyczy krytyki Islamu. W badaniu przeprowadzanym przez Kaas & Mulvad w 2010 roku przepytano 654 członków organizacji kulturalnych w Danii, przy czym połowę z nich anonimowo. Prawie 50 % uczestników ankiety stwierdziło, że wolność słowa w Danii jest zagrożona. Czy w tym kraju wyśmiewanie Islamu objęte jest takim samym zakazem, jak naigrywanie się z innych religii? „Wydaje mi się, że teraz, redaktorzy zanim zdecydują się kogoś sprowokować, najpierw pomyślą” - mówi jedna z praktykantek w redakcji. Ona także pragnie pozostać anonimowa.

MuhameDaneren vs. Dansk Folkeparti

Na zdjęciu: okładka jego książki pt. "Muhame Daneren"Tarek Omar pochodzi z Libanu. Nie lubi być definiowany przez swoją przynależność etniczną. „Postrzegam siebie jako Duńczyka, Araba, ale przede wszystkim jako ojca” - mówi bezbłędnym angielskim były korespondent z Brukseli. W 2011 napisał i opublikował książkę pt. „Muhame Daneren”. Postaci wykreowane przez Omara – tzw. „nowi Duńczycy” – gubią się w swoich tożsamościach. Nacisk nigdy nie był jednak obecny, twierdzi sam autor. Nawet jeden z bohaterów książki, uzależniony od porno Imam, zostaje zaakceptowany przez swoje kręgi religijne. Tylko dlatego, ze on sam jest Muzułmaninem? „Nie, oni po prostu rozpoznali piękno. Nie zawsze chodzi o palenie flag. To zależy od nastawienia. Kiedy jest ona czystą prowokacją, nie przedstawia wtedy żadnej wartości”.

To, czym dla Omara jest prowokacją, dla Helle Merete Brix jest po prostu wolnością słowa. Multikulturalne historie oparte na sukcesach życiowych byłyby zbyt proste do opowiedzenia, twierdzi dziennikarka. Ostrzega też, że w Danii ma „czyste konto”. Mimo to często słyszy uwagi na temat swojej domniemanej islamofobii. Czy słusznie? W mieszkaniu Brix obok słynnych karykatur autorstwa Kurta Westergaard wiszą buddyjskie obrazy. Brix jest bowiem buddystką. Jednakże wierzy ona w „europejską dominującą kulturę” bazującą za wartościach chrześcijańskich, surową kontrolę granic i niekompatybilność Islamu i demokracji. Autorka książki pt. „Mod Mørket: Det Muslimske Broderskab i Europa” („Przeciwko ciemności: muzułmańskie bractwo w Europie”) pracowała przez wiele lat dla duńskiej Free Press Society. Lecz z powodu różnicy zdań zakończyła współpracę. „To tak jak w małżeństwie, ludzie czasem się rozstają”.

Nazwa pochodzi od połączenia dwóch nazwisk: Mikaela Wulffa i Andresa Morgenthalera. Komiksy te ukazują się w takich krajach jak: Dania, Norwegia, Anglia, Niemcy...

Duńscy populiści prawicowi z partii Dansk Folkeparti, którzy stopniowo wykorzystywali ogólne niepokoje społeczne po wydarzeniach 9/11 jako narzędzie do tworzenia restrykcyjnych praw obowiązujących cudzoziemców, byli potrzebnym głosem przeciwko rosnącemu wpływowi Islamu, uważa Brix. W ciągu ostatnich 10 lat duńscy liberałowie prawicowi w przymierzu z populistami prawicowymi byli skłonni pójść na kompromis na korzyść tych drugich odnośnie imigracji. Żaden inny polityk nie miał odwagi podjąć publicznie tego tematu. Instrumentalizacja wolności słowa miała miejsce także w Danii, i to przez dość długi okres czasu.

Anders Breivik i terror Chrześcijan

W CaféTeatret w Kopenhadze śledzimy razem z najbardziej obecnie kontrowersyjnym reżyserem teatralnym i dramaturgiem, Christianem Lollike, czerwoną linię na podłodze. Przebiega ona przez chaotyczne zaplecza, rzędy krzeseł, schodami w górę i w dół oraz przez piwnicę teatru. Jest to swoisty szlak prowadzący przez tą specyficzną budowlę, który w przyszłości prowadził będzie także widzów. Aktualnie ten enfant terrible duńskiego teatru jest na językach wszystkich. Lollike zamierza zinscenizować manifest terrorysty z OsloAndersa Breivika: „2083 – A European Declaration of Independence”. W 2011 roku Breivik zabił w amoku na norweskiej wyspie Utøya77 ludzi, w tym wiele dzieci. „W Skandynawii wypracowaliśmy sobie szczególny ton w którym wypowiadamy się na temat obcokrajowców, a w szczególności Muzułmanów. Jest to ton często rasistowski, który może prowadzić do ekstremizmów takich jak ten” - mówi reżyser.Według Lollike debata dotycząca islamu rozpoczęta w czasach publikacji karykatur należy już do przeszłości. Nie chce on jednak zamieść okrucieństw rzekomych Chrześcijan pod dywan. Wydarzenia z wyspy Utøya i manifest, który wciąż można znaleźć w Internecie, nie mogą pozostać bez komentarza. Populiści prawicowi próbują bezustannie uciszyć reżysera, stygmatyzując go za brak empatii. Jego projekt nie pasuje do typowego obrazu wroga. Szacunek dla wolności słowa, którego nie odmówiono w przypadku publikacji karykatur w redakcji JP, dla polityków i opinii publicznej okazał się nagle mieć marginalne znaczenie”.

Za plecami autora sztuki widnieją zdjęcia Breivika.

„Zauważyliście, co widnieje na ramieniu Breivika gdy mu się dokładnie przyjrzeć?”, pyta Lollike i pokazuje nam zdjęcie wiszące na jego tablicy pełnej wycinków i artykułów na temat swojej sztuki: „Multicultural traitor hunting permit”. Te wszystkie złośliwe koncepcje dotyczące muzułmanów sprawiają, że robi mu się niedobrze. Lollike jest mocno poruszony tą całą gorączką medialną wokół planowanej inscenizacji. Szczególnie po tym, jak duńska telewizja, mimo wcześniejszej konsultacji, skonfrontowała go z rodzicami ofiar. Przeżył szok. Przecież nie da się tak łatwo zlikwidować ogniska problemu. To może się znowu wydarzyć, broni swojego projektu. „Uważam, że ponosimy pewną odpowiedzialność wobec naszej muzułmańskiej ludności. Gdy al-Quaida przeprowadza ataki na World Trade Center, staje się to częścią religijnej i kulturowej wojny. Ale gdy sprawa dotyczy chorego i szalonego człowieka jak na przykład Anders Breivik, wtedy nie ma to nic wspólnego z naszym społeczeństwem. Takie nastawienie uważam za pełne hipokryzji i postrzegam je jako zagrożenie dla demokracji”.

Artykuł jest częścią naszej serii reportaży z 2012 roku pt. „MULTIKULTI on the ground“.

Serdeczne podziękowania dla zespołu cafebabel.com w Kopenhadze.

Fot.:główna  (cc)FotoRita/flickr; Tarek Omar ©tarekomar.dk; karykatury: ©Wulffmorgenthaler; Christian Lollike ©Nicola Zolin