Społeczeństwo

podniebne żniwa w centrum dublina

Artykuł opublikowany 30 października 2013
Artykuł opublikowany 30 października 2013

Wszyscy wiemy, że aby utrzymać nowy pomysł przy życiu, często trzeba otworzyć umysł na niekonwencjonalne rozwiązania. W Dublinie utopia rozkwita wśród pomidorów, na dachach budynków w centrum miasta. Reportaż o rolnictwie przyszłości, w którym ryby mają twittera 

Gospodarstwo rolne w samym sercu miasta? „Chyba żartujesz" – pyta z niedowierzaniem i silnym irlandzkim akcentem sprzedawca w sklepie niedaleko Urban Farm (Miejska Farma, red.). Gospodarstwo, o którym mowa jest dobrze ukryte, lecz jeśli aby się do niego dostać, wystarczy pokonać zaledwie kilka schodów. Na dachu toczy się intensywne życie. Kilka kurcząt grzebie pazurami w grządkach młodych pomidorów, w niebieskich pojemnikach rosną sałaty, a bujne kiście ziół upiększają roztaczającą się stąd urzekającą panoramę Dublina.

Za Miejską Farmą kryje się projekt, który wielu z pewnością nazwałoby szalonym, lub też utopijnym. Jedno jest pewne: projekt ten jest bardzo obiecujący. Wszystko zaczęło się w Irlandii, w czasach, gdy kraj pustoszył kryzys. Andrew Douglas i Paddy O'Kearney – dwóch młodych dublińczyków, którzy zdecydowali się zostać w swym rodzinnym kraju pomimo bezrobocia, wpadło na pomysł na to, jak zapewnić pracę sobie i swym znajomym, przy okazji realizując pewną wizję rozwoju lokalnego. „Pomysł na to, by stworzyć Miejską Farmę pojawił się w mojej głowie, bo ja sam po prostu chciałem mieć ogród w mieście!" – tłumaczy Andrew. „Szukałem w Dublinie miejsca blisko centrum, w którym mógłbym uprawiać ogród, lecz również eksperymentować z różnymi sposobami produkcji żywności ekologicznej i z innowacjami w tej dziedzinie” – dodaje. W 2012 roku, po długich i trudnych poszukiwaniach, Andrew znajduje swoją oazę, która w praktyce jest dachem starej fabryki dżemu.

Powiew świeżości w mieście pubów i poetów

Teresa Dillon nie odwiedziła jeszcze miejskiego gospodarstwa, co nie przeszkadza jej jednak wyrażać się o 

nim w samych superlatywach: "To jest naprawdę fajny projekt " – mówi pełna entuzjazmu. Jej własny projekt, Urban Knights (Miejscy Rycerze, red.) został zainaugurowany rok temu podczas wystawy Hack the City, którą sama zorganizowała w dublińskiej Science Gallery. Zadaniem uczestników projektu, lub Rycerzy Miejskich, jest wykorzystywanie „negatywnie kojarzących się" obszarów miejskich dla dobra wspólnoty. To podczas jednego ze spotkań Rycerzy Andrew Douglas zaprezentował swój pomysł na miejskie gospodarstwo. Dziś, pod niebem Dublina, w podartych dżinsach, kolorowych trampkach, w swym nieśmiertelnym t-shircie i z ziemią za paznokciami, Andrew wyjaśnia mi pomysł na stworzenie sklepu, w którym sprzedawałby kilka spośród 320 odmian pomidorów, które już dawno zniknęły z półek sklepowych w Europie. Prawdę mówiąc, gdy tak z zapałem roztacza przede mną swe wizję, znacznie bardziej przypomina ekscentrycznego ogrodnika niż rycerza.

W gospodarstwie pod niebem Dublina uprawia się głównie pomidory, sałatę i zioła. Osiem kur – stałych rezydentek dachu – czasem zostawia jajka między grządkami. Nieco dalej znajduje się również miejsce zwane „grzyby i ryby", system kompostowania na dachu, w którym wykorzystuje się – między innymi – fusy kawy, dzięki którym można wytworzyć wartościowy nawóz dla roślin.

„Miejska Farma jest zupełnie świeżym pomysłem zarówno w Dublinie, jak i w całej Irlandii" – mówi Andrew dumą. Jeśli przypominasz trochę Krzyżaka, który nosi za pasem miecz laserowy – albo nowoczesnego Robin Hooda – moje pomysły nie wydadzą ci się niezwykłe. Pojęcie „przedsiębiorstwa społecznego", na zasadzie którego funkcjonuje Miejska Farma, w połączeniu z finansowaniem badań w Internecie, dają bardzo innowacyjny efekt końcowy. Andrew dzieli swój czas między „prawdziwą pracą pozwalającą zarobić pieniądze" i Miejską Farmą. „Dwadzieścia tygodni, podczas których staram się zarobić na życie przeplatam 5 tygodniami na farmie. Gdyby to ode mnie zależało, spędzałbym tu cały czas! " – zapewnia Andrew z entuzjazmem. Oddychać świeżym wiejskim powietrzem w centrum Dublina? Jest to możliwe jedynie na tym 400-metrowym dachu. Jednak uprawa trzech tysięcy roślin, które tu znajdziesz wymaga sporego nakładu pracy, ostrzega Keira, próbując jednocześnie złapać kurczaka. Kilka miesięcy temu, ta 24-latka zrezygnowała z dobrze płatnej pracy, by dołączyć do zespołu jako informatyk i pomagać w gospodarstwie. „Ludzie są bardzo ciekawi, co się tutaj dzieje. Przychodzą zewsząd i przyłączają się do nas jako wolontariusze" – mówi Andrew. Ponieważ wiele osób chce dowiedzieć się na przykład jak ze starej beczki po deszczówce wyczarować doniczki na sałatę, Miejska Farma organizuje warsztaty pozwalające zrozumieć zasady zrównoważonej produkcji żywności, czy też podstawy stolarki. Pomysły na nadawanie nowych funkcji starym rzeczom, Andrew znajduje w internecie. „Farma Kopiuj-Wklej byłaby równie dobrą nazwą dla mojego przedsięwzięcia, co Miejska Farma" – mówi z uśmiechem.

GARDEN 2.0: czat z roślinami, lajki dla sałaty i profile pomidorów na fejsie

Miejska Farma nie byłaby tym, czym teraz jest bez internetu. Uprawa warzyw i nowoczesne technologie mają ze sobą znacznie więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Andrew jest szczególnie dumny ze swej grządki aquaponicznej na poddaszu. Aquaponika jest metoda uprawy, która nie mogłaby istnieć bez jednego gatunku ryby: tilapii. Ta słodkowodna ryba hodowlana (powszechnie spożywana na całym świecie red.) wzbogaca wodę i dostarcza nawozu organicznego drzewom wiśni, pomidorom, sałacie i ziołom rosnącym na dachu farmy. To jednak nie wszystko: wszystkie zbiorniki wodne, w których żyją tilapie, są połączone. Dzięki mikrokamerze internetowej i oprogramowaniu open source, które pozwala wysyłać tweety o rybach do szkół na całym świecie, Andrew realizuje koncepcję „spektakularnego akwarium". „Dzięki temu farma współpracuje z trzema szkołami w Stanach Zjednoczonych. Studenci mogą na bieżąco sprawdzać poziom wody, nasycenie wody tlenem, lub PH ryb".

W gruncie rzeczy, największym zmartwieniem Andrew’a Douglasa jest pogoda. "Staramy się jak najlepiej wykorzystywać irlandzką pogodę. To nie jest proste, bo w tym kraju ciągle pada. Jednak latem tego roku w Dublinie było niezwykle gorąco, co pozwoliło nam trochę bardziej zbliżyć się do naszych utopijnych pragnień. Ostatnio pewna restauracja wykazała zainteresowanie ziemniakami, które uprawiamy na dachu” – mówi Andrew. Nie ma wątpliwości co do tego, że ten młody człowiek będzie udoskonalał swój ogród i szukał coraz to nowych rozwiązań dopóty, dopóki wszyscy w Dublinie będą mieli okazję skosztować produktów Miejskiej Farmy w lokalnych restauracjach.

Artykuł należy do serii comiesięcznych reportaży, dotyczących wielu miast dla EUtopia on the Ground. Po więcej informacji na temat naszego marzenia o "lepszej Europie" od Aten po Warszawę, zapraszamy na stronę. Projekt jest wspierany finansowo przez Komisję europejską w związku z partnerstwem zarządzania z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, przez Fundację Hippocrène i Fundację Charlesa Léopolda Mayera dla Rozwoju Ludzkiego.