Społeczeństwo

Poliamoria - kocham cię. I ciebie. I ciebie też.

Artykuł opublikowany 20 października 2014
Artykuł opublikowany 20 października 2014

Bądźmy szczerzy: czyż nie szukamy wszyscy prawdziwej, wielkiej miłości? Jednak czy miłość musi się ograniczać do jednej osoby? Być może powiedzenie „im więcej, tym lepiej" sprawdza się również w miłości i im więcej partnerów, tym więcej szczęścia w związku? Poliamorianie są właśnie tego zdania. Artykuł o miłości, która niejedną ma twarz.

Szwedka Louisa Leontiades żyje w związku poliamorycznym. Oprócz ojca jej dwóch synów, z którym mieszka, ma jeszcze jednego partnera. Wszyscy się znają i nawzajem akceptują - nawet teściowie. W ten sposób wokół Louisy utkała się cała sieć osób, które kocha. Miłość, seks i czułość - na pierwszy rzut oka taki układ może przypominać wolną miłość i otwarty związek. Niektórzy mogą również pomyśleć, że poliamoria jest dla ludzi, którzy unikają zobowiązań i zmieniają swoich partnerów seksualnych jak rękawiczki. Czyli milość, seks i czułość dla każdego? I tak i nie. Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Poliamoria to nie

otwarty związek. Nie chodzi tylko o seks, lecz również o miłość. Mówimy tu o wyższych uczuciach i prawdziwych związkach. O tym, czy te związki są otwarte, czy nie, każdy decyduje sam. Nasuwa się pytanie: a czym to się różni od zdrady? Różnica jest taka, że wszyscy wiedzą o wielowymiarowości relacji i ją akceptują. Nie znaczy to jednak, że zawsze jest różowo, bo tam, gdzie jest miłość, często pojawia się również zazdrość.  Dla Leontiades zazdrość to jednak uczucie, które zawsze ma swoje źródło w innych negatywnych emocjach. Szczerość wobec samego siebie i innych jest w poliamorii najważniejsza. Tak widzi to również rzecznik prasowy Niemieckiej Sieci Poliamorii, Christopher Gottwald. Sam żyje w związku poliamorycznym i podkreśla, że szczera i otwarta rozmowa o wszystkich uczuciach to podstawa w takiej relacji. Każdy związek to dla niego wyprawa badawcza w głąb nas samych.

Gottwald argumentuje, że życie w poliamorii jest  zgodne z duchem naszych czasów. W epoce, w której wierność stała się nieatrakcyjna, trzeba przede wszystkim kierować się realizmem. Z badań przeprowadzonych przez Ifop (Francuski Instytut Opinii Publicznej, red.) wynika, że ponad 50% ankietowanych mężczyzn z Hiszpanii, Belgii, Francji i Włoch przynajmniej raz w życiu zdradziło swego partnera/swoją partnerkę. Tylko w Niemczech i Anglii liczba ta była nieznacznie niższa. Wniosek z tego może być taki, że poliamorianie są po prostu bardziej szczerzy wobec siebie i  innych.

Debata o poliamorii przybiera w Europie różne formy. W facebookowej grupie greckich poliamorian użytkowniczka Lisa Aphrodite komentuje: Niestety poliamoria to w Grecji zupełna nowość i skupia na sobie bardzo niewiele uwagi. W mediach nie mówi się o niej prawie w ogóle, a jeśli już to w sposób pejoratywny". W innych krajach ten temat jest częściej poruszany i angażuje większą część społeczeństwa. Według  doniesień mediów w Niemczech liczba poliamorian wynosi około 600 osób. Sami poliamorianie szacują, na podstawie liczby członków organizacji i osób przyjeżdzających na spotkania, że jest ich około 10 000. To unaocznia wciąż lekceważące podejście do poliamorii. Taka forma zwiazków jest traktowana tak mało poważnie, że do tej pory w Europie nie przeprowadzono na ich temat żadnych badań. Oficjalnych danych rażąco brakuje.

Jeśli natomiast chodzi o poligamię - nie jest ona dozwolona w żadnym z europejskich krajów, mimo złagodzenia niektórych przepisów, w szczególności wobec muzułmanów (przykładem może być poligamiczne wesele w Holandii).  Według Christophera Gottwalda podobne zakazy to wyraźne ograniczenie wolności samostanowienia. Dokładnie tak, jak powinno się prawnie uznać związki osób tej samej płci, powinno się umożliwić zawieranie związków poliamorycznych. W końcu chodzi nie tylko o wolną miłość i o to, że każdy może kochać każdego, ale również o to, że chociażby prawo spadkowe nie jest dostosowane do poliamorii. W ten sposób w Europie dyskryminuje się poliamorian. Poliamoria i poligamia nie są jednak nowymi zjawiskami. Co prawda sztuczny wyraz  „Poliamoria“ (z greckiego poly: więcej i łaciny amor: miłość) jest w uzyciu dopiero od lat 90., jednak sama koncepcja poliamorii jest znana, jak szacuje  pedagog socjalny z Uniwersytetu w Padeborn, Thomas Schroedter, od czasów antycznych.

Po co cały ten stres?

Dlaczego tak kurczowo trzymamy się utartego modelu związku monogamicznego i małżeństwa z jednym partnerem?  Dla związku dwuosobowego nie ma nawet biologicznego uzasadnienia. Według Schroedtera, koncepcji monogamii broni szczególnie kościół. Na początku monogamia była tworem społecznym służącym uporządkowaniu spraw spadkowych. W patriarchacie to głównie kobieta miała żyć w monogamii, żeby układy pokrewieństwa były jasne.  Z upływem lat monogamia uzyskała status społecznego standardu, zupełnie tak, jak noszenie ubrań.

Poliamoria dla wszystkich?

Jeżeli nie jesteś gotowy na zaakceptowanie złożoności, która jest charakterystyczna dla każdego związku, poliamoria nie jest dla ciebie. Czas, który inni poświęcają na hobby, ja inwestuję w moje związki, mimo, że nigdy nie nazwałbym poliamorii hobby. To o wiele więcej" - mówi Louisa Leontiades. Według Thomasa Schroedtera to tylko kwestia czasu, kiedy poliamoria stanie się luksusowym przywilejem dobrze wykształconej elity. Wykształcony mieszkaniec miasta ma z reguły więcej czasu i energii na rozwój swoich wyższych potrzeb zwiazków niż budowlaniec z prowincji. Czy poliamoria wkrótce stanie się formą związku dobrze sytuowanej inteligencji?

Nie grozi nam rewolucja miłosna. Monogamia jest standardem i prawdopodobnie zostanie nim przez długi czas. Nie oznacza to jednak, że ten stan rzeczy jest szkodliwy. Poliamorianie nie walczą przeciw monogamii, lecz, jak trafnie opisują to Leontiades i Gottwald: „o wolność samodzielnego wyboru". I to jest ważne: tolerancja i akceptacja dla wszystkich rodzajów związków - monogamicznych czy poliamorycznych, otwartych czy ściśle opartych na wierności. Trochę więcej otwartości jeszcze nikomu nie zaszkodziło.