Społeczeństwo

„Polska jest krajem zdecydowanie niedocenianym”

Artykuł opublikowany 22 października 2015
Artykuł opublikowany 22 października 2015

Maya Szymanowska, warszawska korespondentka rozmaitych francuskich mediów, napisała książkę „Les Polonais Audiacieux”, owoc jej licznych powrotów do największego państwa wschodniego bloku. Polsko-francuska dziennikarka urodzona w Warszawie opowiada w swoich licznych historiach o radykalnych zmianach w kraju, w którym zdecydowano się na błyskawiczne wprowadzanie reform. Za dużo? Wywiad z tupetem.

Dlaczego Polacy mieliby być zuchwalcami?

Maya Szymanowska: W porównaniu do atmosfery przewlekłego pesymizmu królującego we Wschodniej Europie w kwestiach, na przykład, gospodarki, Polska ze swoim tempem wzrostu wynoszącym 3,5% jest jak UFO. Ale to, co mnie uderzyło, to przede wszystkim atmosfera panująca w kraju. We Francji, kiedy rzucasz pomysł, trzeba go przygotować, przeanalizować. W Polsce im bardziej szalona jest inicjatywa, tym więcej wywoła entuzjazmu. Chciałam również zareagować na stereotypy dotyczące Polaków: antysemici, katole, itp. W rzeczywistości społeczeństwo polskie jest w ciągłym ruchu. Społeczeństwo obywatelskie jest bardzo dynamiczne. Krótko mówiąc, chciałam pokazać inną Polskę.

Opisujesz zmiany, które obserwujesz podczas swoich powrotów do Warszawy. W jakim stopniu zmieniło się miasto?

Maya Szymanowska: To jak moment, gdy czarno-białe filmy stały się kolorowe. Często wracam do Polski na Święta Bożego Narodzenia, żeby spotkać się z rodziną. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżam, mam wrażenie, że widzę nową pocztówkę, która nabiera koloru. W 1990 r. w Warszawie był tylko jeden bankomat i trzy kawiarnie. Dziś banki masz na każdym rogu ulicy i centrum finansowe z wieżowcami w budowie. Ostatni film Jerzego Skolimowskiego, „11 minut”, bądź co bądź pokazuje Warszawę jako nowy Nowy Jork. Miasto ogromnie się zmieniło.  

Czy koniec komunizmu naprawdę przyspieszył zmiany?

Maya Szymanowska: Jasne. Może trzeba było czekać rok lub dwa, ale wybór Lecha Wałęsy na prezydenta w 1990 r. wyznacza koniec epoki. Najpierw uczestniczyliśmy w fazie dzikiego liberalizmu na amerykańską modłę, gdy mówiło się nawet o „Far East”. Później, między rokiem 1999 a 2004, państwo wiedziało, jak ustabilizować swoją gospodarkę. Wtedy nie było to łatwe. Dużo mówiło się o korupcji, tajnym porozumieniu między państwem a dużymi przedsiębiorstwami. Polska mogła pójść tą samą drogą, co Ukraina i stać się demokracją oligarchiczną.

Zwiastun filmu „11 minut" Jerzego Skolimowskiego

Polska nadal jest bardzo przywiązana do przeszłości. Czy w dalszym ciągu jest to kraj poszukujący swojej tożsamości?

Maya Szymanowska: Myślę, że jest to wielka definicja. Nie wiem, czy jest to jedynie polski problem, w każdym razie tu jest on widoczny. Trzeba przypomnieć, że Polska jest młodym krajem, który istnieje od 1918 r. Na dodatek było to państwo na wpół wolne, gdyż w 1945 r. Rosjanie przybyli tam na nowo. Demokracja istnieje w Polsce od 1989 r. Państwo jest zniecierpliwione, bo wciąż szuka swojej tożsamości. To dobrze tłumaczy wewnętrzne rozdarcie.

Czy ludzie rozmawiają o historii?

Maya Szymanowska: Ludzie bardzo dobrze znają historię. Jest to powracający temat dyskusji, także wśród młodego pokolenia. Na wieczornych spotkaniach wnikliwie omawia się wszystkie aktualne wydarzenia w stosunku do ich przeszłości. Nigdy nie widziałam tego we Francji. W Polsce więcej mówi się np. o żydowskiej historii kraju. Od 15 lat również bez kompleksów organizuje się tam debaty, gdzie reprezentowane są wszystkie punkty widzenia.

Mimo tego obserwuje się zniecierpliwienie, zwłaszcza jeśli chodzi o temat imigracji.

Maya Szymanowska: To prawda, nie należy zapominać o niepokojącym wzroście konserwatyzmu. Jarosław Kaczyński w okropny sposób stwierdził ostatnio, że uchodźcy przywiozą ze sobą choroby. Z drugiej strony, istnieje pewna część populacji, która się boi, która nie skorzystała z europejskiej manny i jest niezwykle zmobilizowana. Są to ludzie chodzący do kościoła, bardzo zdyscyplinowani, którzy stają się w pewnym sensie zbrojnym ramieniem konserwatystów.

A ty na odwrót – upierasz się przy zmobilizowanej młodzieży, otwartej na pytania dotyczące społeczeństwa, gotowej wyjść na ulice, gdy chodzi o ich wolność.

Maya Szymanowska: Młodzi mobilizują się i wychodzą na ulice, ale głównie wtedy, gdy chodzi o sprawy ich dotyczące, jak internet. Było to szczególnie uderzające podczas protestu przeciw porozumieniu ACTA w 2012 roku (Anti-Counterfeiting Trade Agreement, pol. Umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi, red.). Zebrali się masowo w dwudziestostopniowym mrozie, by zakwestionować brak przejrzystości w negocjacjach. 

Czy to poruszenie jest odczuwalne podczas wyborów?

Maya Szymanowska: Nie, ponieważ młodzież nie jest reprezentowana. Ważna rzecz: w Polsce lewica nie istnieje. Nie mogła się zrekonstruować po upadku komunizmu. Istnieje tylko unia lewicy, ale według ostatnich sondaży nawet nie wejdzie ona do parlamentu w wyborach do Sejmu i Senatu w przyszły weekend.

Kto mógłby urzeczywistnić ich żądania?

Maya Szymanowska: Nikt. W rezultacie młodzież głosuje przeważnie na nieznanego faceta. W ostatnich wyborach prezydenckich młodzi ludzie poparli byłego rockmana z lat 90. Zajął trzecie miejsce na scenie politycznej, tylko dlatego, że był inny i nie pochodził z tradycyjnej klasy politycznej.

Coraz częściej mówi się o partii Razem, pokazywanej jako „polskie Podemos”. Czy według ciebie ta partia nie mogłaby symbolizować zmiany?

Maya Szymanowska: Tak, tak, ale małymi krokami. To tak jak ekologiczna partia we Francji – jej członkowie się nie dogadują. Wewnętrzne kłótnie przeszkadzają w rozwoju. Mają trudności z wyznaczeniem lidera.

Polska wstąpiła do Unii Europejskiej w 2004 r. Jak oceniasz wizerunek kraju w Europie po tych ponad 10 latach?

Maya Szymanowska: Polska nie istnieje w Unii Europejskiej. Badania pokazują, że w Niemczech Polacy nie są już traktowani jak złodzieje samochodów, a to już coś. Ale gdzie indziej nigdy nie wspomina się o Polsce. Myślę, że jest to kraj zdecydowanie niedoceniany. Mówi się o nim jedynie przez pryzmat stereotypów. To smutne. Kiedyś relacje z Francją były o wiele mocniejsze. Klasa polityczna mówiła po francusku, wymiany kulturalne były o wiele częstsze. 

Wydaje się, że na scenie europejskiej państwo znaczy jednak więcej. Donald Tusk jest prezydentem Rady Europejskiej, a Polskę przedstawia się czasem jako nowe ekonomiczne eldorado.

Maya Szymanowska: Tak, jeśli chodzi o stosunek do Europy, nie można zaprzeczyć, że Polacy ją uwielbiają. Problem w tym, że potrzeba im ideałów. A Europa jest postrzegana jako podmiot czysto ekonomiczny. W rezultacie ludność niecierpliwi się w poszukiwaniu swojej tożsamości, a państwo narodowe pozostaje ważniejsze niż cokolwiek innego.

Jaką rolę w Unii Europejskiej przewidziano dla Polski?

Maya Szymanowska: Mimo wszystko myślę, że Polska jest w trakcie nowych przemian. Wzbudza wielkie zainteresowanie na poziomie gospodarczym. Spotkałam wielu zagranicznych przedsiębiorców niezwykle zadowolonych z aktywności państwa. Uważają, że Polacy są pracowici, dobrze mówią po angielsku, przeciętnie poziom wykształcenia jest bardzo wysoki w stosunku do płac, które wysokie nie są. Polska stała się atelier Europy. 

.

25 października 2015, w Polsce odbędą się wybory parlamentarne Ten artykuł jest częścią tygodnia polskiego w Cafebabel, serii artykułów poświęconych Polakom i kulturze polskiej na całym świecie.