Społeczeństwo

Praca w nocy przyczyną raka, miłości i przemocy

Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
W sercu UE zachodzi słońce. Tysiące etatowców porzuca swoje biura i zostaje zastąpionych przez oddziały nocnych pracowników. Noc jest kojarzona z rytmem życia bardziej szalonym i zabawnym niż w dzień. Cieszy się sławą bycia najlepszą chwilą, aby poflirtować, wyłączyć się i zrelaksować. Wyjdźmy na ulicę, aby to sprawdzić.

Piątek. 21:00 – koncert w Van Goghu

(zdj.: Eduardo Sánchez Garcés)Szare niebo nad miastem zapowiada, że przez cały wiosenny weekend będzie przelotnie padać. Znajdujemy się w ruchliwym przedsionku młodzieżowego schroniska Vincent Van Gogh. Ledwie można usłyszeć dwa słowa wypowiedziane w tym samym języku. Lokalna grupa rockowa rozpoczyna swoje przedstawienie, aby rozgrzać noc dla turystów, ludzi podróżujących z plecakiem i stypendystów instytucji europejskich, którzy tu mieszkają.

Na recepcji zegary podają czas w różnych krajach. Widzimy również biegającą z zawrotną prędkością w tę i z powrotem Virginię Descamps (26 lat, Belgia). To atrakcyjna dziewczyna o szczerym uśmiechu, która pracuje już tutaj 5 lat jako nocna recepcjonistka, 15 nocy w miesiącu. Virginia mówi w różnych językach, teraz używamy hiszpańskiego. Nie tracąc uśmiechu, opowiada nam, „że bardzo podoba jej się ta praca, tak z powodu ludzi, jakich pozwala jej poznawać, jak i z powodu rozkładu godzin pracy”. Co do mitów krążących wokół nocy, z łobuzerskim uśmiechem przyznaje, „że to oczywiste, że w nocy flirtuje się więcej niż w dzień”. Przyznaje także, że również narkotyki „częściej są widoczne w nocy”, chociaż ona sama ich nie bierze.

23:30 – Szybka pizza

Zaczęło padać i szukamy schronienia w mającej zaraz zamykać pizzerii, która sprzedaje na wagę. Za barem stoi Anna Mazzura (23 lat, Włochy). Na jej twarzy odbija się długi dzień pracy, ale zachowuje się sympatycznie. Od roku jest w Brukseli i pracuje do tak późna „ponieważ z jej francuskim nie mogła liczyć na inną pracę”. Pozwalamy Annie spokojnie zamknąć lokal. Po tym, jak zobaczyłem młodych ludzi z połowy Europy za ladami knajp tego miasta, nie mogę opędzić się od odczucia, że w jakiś sposób Bruksela stała się nowym Londynem dla sporej części europejskiej młodzieży, która szuka nowych doświadczeń zawodowych, chce uczyć się języków, spełnić marzenie lub, po prostu, poszukuje przygody. A wszystko to przy 22% (35% wśród ludzi młodych) bezrobociu w mieście.

00:00 – Nocą i dumnie

Jutro ma miejsce parada równości gejów, tak więc naszym następnym przystankiem tej nocy jest znany club ‘gay friendly’, gdzie z pewnym zmęczeniem noc dobija do dnia: Boys Boudoir. Przy wejściu rzucają nam krótko „jesteście gejami?”.

(zdj.: Eduardo Sánchez Garcés)Z pewną dozą ciekawości i nieufności obsługuje nas Felix, właściciel lokalu, mężczyzna w średnim wieku, Belg hiszpańskiego pochodzenia. Zapoznaje nas z Thierrym Lurkinem (23 lata, Belgia), kelnerem i Libertem Philippem (37 lat, ale wygląda na 10 mniej, Belgia), kierownikiem lokalu. Zaczynamy gawędzić z Libertem, który pozostaje poważny przy jednoczesnych próbach posunięcia się naprzód z księgowością, udzielaniu informacji personelowi pytającego o godziny pracy oraz odpowiedzi na zadawane przeze mnie pytania. Libert od 15 lat zmienia nocne etaty, od nocnych lokali po karetki. Mówi nam, że „w nocy trzeba być bardziej ludzkim dla innych, ale praca jest cięższa”. Dla Felixa, który od czasu do czasu włącza się do rozmowy, „noc to praca pełna miłości, w której musisz dać ludziom to, o czym marzą”. "Chociaż dajemy miłość, nie możemy oczekiwać, że otrzymamy ją z powrotem”, dodaje Felix.

Thierry uczył się piekarstwa i cukiernictwa, i łączy swoją pracę w Boys Budoir z pracą niańki w ciągu dnia. W przyszłości widzi siebie jako cukiernika, ale na chwilę obecną życie, jakie prowadzi, odpowiada mu. Libert zgadza się i dodaje, że „nie ma zamiaru pracować po nocach do 65.”, między innymi „ponieważ noc męczy bardziej przy tym samym wymiarze godzin co dzień i, co więcej, ma się tendencję do chlapnięcia jednego czy dwóch”.

03:30 – Nocne taxi

(zdj.: Eduardo Sanchez Garcés)Z powrotem do domu Rafik Tanzir (29 lat, Maroko) zabiera nas swoim lśniącym Mercedesem, którego kupił w ramach inwestycji wraz z licencją taksówkarza. Rafik planuje pracować jako taksówkarz jakieś 20 lat, i rok już za nim.

Nie lubi pracować w nocy, między innymi z powodu niebezpieczeństw, które to ze sobą niesie: „całkiem niedawno jakaś para zleciła koledze kurs do Mons (miasto niedaleko francuskiej granicy). Zapłacili z góry ustaloną cenę, 150 euro, a kiedy dojechali do celu, trzymając go na muszce, wyprowadzili z taksówki, ukradli mu wszystkie pieniądze i pobili kijami. Od tamtej pory nie wrócił do zawodu taksówkarza". Na pytanie, kiedy zamierza wziąć urlop, odpowiada: „w tym roku miałem już za dużo wolnego, w styczniu, karnawale i Wielkim Tygodniu", kiedy to również jest mniejszy ruch w instytucjach europejskich. Za kurs płacę 11 euro. Żegnam się z Rafikiem i pozwalam miastu żyć swoim rytmem do jutra rana.

20% pracowników UE pracuje w nocy. Wielu z nich to młodzi ludzie, którzy lekceważą ryzyko, jakie niosą ze sobą tego rodzaju etaty. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), nocna praca zwiększa ryzyko zachorowania na raka, ale nie tylko to. Zaburzenia snu, utrata apetytu, niezadowolenie, zubożenie relacji rodzinnych i osobistych, przedwczesne starzenie i zmniejszenie średniej długości życia aż o 7 lat, to inne z efektów ubocznych. Nie mówiąc już o tym, że w tego rodzaju pracy wykładnikowo zwiększa się ryzyko wypadków.

Podziękowania dla Fernando Navarro Sordo za pomoc przy tworzeniu tego artykułu.