Społeczeństwo

Rada dla wtajemniczonych: niemieccy studenci medycyny... jedźcie do Rygi!

Artykuł opublikowany 6 lutego 2012
Artykuł opublikowany 6 lutego 2012
Młodzi Niemcy, czekający bez powodzenia na miejsce na studiach, mogą je bez przeszkód rozpocząć w łotewskiej stolicy i mieć nadzieję, że wrócą do ojczyzny tuż po egzaminach wstępnych. Na Uniwersytecie Stradiņša w Rydze prawie co drugi z 500 zagranicznych studentów pochodzi z Niemiec. Jednakże przyszli lekarze muszą liczyć się z dość wysokimi kosztami takiego studiowania.

Już wczesnym rankiem na podwórzu uniwersytetu Stradiņša można poczuć się jak na Dworcu Centralnym – panuje tu niesamowity zgiełk. Podczas gdy przykładni studenci w kitlach lekarskich spieszą na seminaria, spóźnialscy oddają swoje płaszcze do szatni. To co zwraca szczególną uwagę na wydziale medycyny, to istna wieża Babel – łotewski miesza się ze szwedzkim, część studentów rozmawia po norwesku lub angielsku. Spora grupa, zanim przekroczy progi sali wykładowej, dyskutuje żywo po niemiecku. Jednym z jej członków jest Toni, pochodzący z miasta Halle nad rzeką Soławą. „Ze średnią ocen 1,6 (polski odpowiednik 4,4) nie miałem szans na dostanie się na studia” – opowiada. „Nie chciałem zmarnować czasu i robić niepotrzebnych praktyk, dlatego też zdecydowałem się na Łotwę”.

Po drugim semestrze 85 studentów z Niemiec, Szwecji i Norwegii chce zostać lekarzami. U siebie w kraju, z powodu wymaganej bardzo wysokiej średniej (około 4,7), nie dostali się na wybrany kierunek. Na Uniwersytet w Rydze zostali przyjęci bez zbędnych formalności na angielskojęzyczny wydział medycyny. Większość z nich wraca z powrotem do Niemiec po zdaniu egzaminów wstępnych, czego głównym powodem są wysokie opłaty za studia. Mimo że na wielu niemieckich uniwersytetach również trzeba płacić za studiowanie (aż do 500 euro za semestr), to niektóre kraje związkowe zniosły opłaty. Na Łotwie koszt pierwszego roku studiów na kierunku medycyny wynosi obecnie 7.000 euro i będzie w dalszym ciągu drożał.

Ten kto otrzymuje wsparcie edukacyjne, ma szczęście, ponieważ koszty zostaną częściowo pokryte przez kredyt studencki. Reszta, jak na przykład Johanna z Schleswig Holstein, będzie musiała zdać się na wsparcie rodziców. „Jestem bardzo wdzięczna za możliwość studiowania w Rydze. Jeżeli po egzaminach na czwartym semestrze wciąż nie dostanę miejsca na uczelni w Niemczech, mam zamiar tu zostać”.

Lukratywny biznes dla Łotwy

Liga Aberberga jest profesorem na wydziale medycyny w Rydze. Od czasu odzyskania przez Łotwę niepodległości - przed 21 laty - Aberberga aktywnie uczestniczyła w tworzeniu anglojęzycznego kierunku studiów i udało jej się wykształcić setki lekarzy. Uniwersytet liczy na wysokie zyski: „Niedawno mieliśmy studentów ze Sri Lanki, Pakistanu i Izraela, a teraz nagle pojawili się studenci niemieccy. Początkowo mieliśmy jedynie 3 studentów z Niemiec, w latach następnych ich liczba podwoiła się, a dziś mamy nawet całe grupy składające się tylko i wyłącznie ze studentów narodowości niemieckiej”.Więcej niż 500 przyszłych medyków z zagranicy zostanie wykształconych na uniwersytecie w Rydze, przy czym 206 będzie pochodzić z Niemiec. Dla dziekana Smuidra Zermanosa oznacza to wielki sukces. Już od wielu lat reklamuje na targach edukacyjnych łotewski wydział medycyny. Obecnie dzięki opłatom za studia uniwersytet jest w stanie finansować swoją całą kadrę profesorską. „Wyczuwamy dość silny wyścig szczurów” - relacjonuje pani dziekan. „W samej Europie Wschodniej otwiera się rocznie 20 nowych wydziałów medycyny. Na Łotwie żaden inny uniwersytet nie może się pochwalić tyloma zagranicznymi studentami”. Ponadto dzięki medycynie uczelnia pomaga spełnić wymogi Reformy Bolońskiej – do 2015 roku co dziesiąty student w krajach Unii Europejskiej powinien pochodzić z zagranicy.

Julia Schümann jest jedną z pierwszych niemieckich studentek, której odmówiono miejsca na uniwersytecie w ojczyźnie i która po egzaminach wstępnych została na Łotwie. Uczestniczy w zajęciach w grupach składających się tylko z dwóch osób, które umożliwiają intensywny tryb nauki. „To coś na kształt lekcji prywatnych. Raz jestem zabierana na salę operacyjną, kiedy indziej mogę asystować albo przyglądać się ciężkim przypadkom” - opowiada i zaznacza: „W Niemczech byłoby to niemożliwe”.

Autorka tego atykułu Birgit Johannsmeier jest członkiem sieci korespondentów Europy Wschodniej n-ost.

Fot.: główna (cc)chantel beam photography/flickr; w tekście: (cc)ahd photography/flickr