Społeczeństwo

Relacja ze Stade de France: „Boję się, ale nie chcę się bać"

Artykuł opublikowany 17 listopada 2015
Artykuł opublikowany 17 listopada 2015

[Rozmowa] Najgorszy początek pracy studenckiej, jaki można sobie wyobrazić. Oksana, która niedawno zaczęła pracować jako hostessa, na swoją pierwszą zmianę została wysłana na  Stade de France. Było to 13 listopada, tego samego wieczoru, gdy terroryści zaatakowali w kilku częściach Paryża jednocześnie, pozbawiając życia ponad sto osób. 

cafébabel: Oksana, dlaczego w piatek wieczorem byłaś na Stade de France?

Oksana: Pracuję dla agencji zatrudniającej hostessy. Niedawno się do niej zapisałam, więc była to moja pierwsza misja dla tej firmy. Najgorsze jest to, że miałam się stamtąd zmyć o 21h30, ale ponieważ potrzebuję teraz kasy, zostałam, żeby zastąpić jedną z dziewczyn. 

cafébabel: W którym momencie zdałaś sobie sprawę z faktu, że na stadionie odbywa się zamach? 

Oksana: Byłam na zewnątrz, a eksplozje wybuchły w ciagu pierwszych 30 minut. Usłyszeliśmy je, ale nikomu z nas nie przyszło do głowy, że to mogły być zamachy terrorystyczne. Myśleliśmy, że to raczej petardy wystrzelone przez kogoś, kto był na meczu. Jednak wybuch był bardzo potężny. O 21h30 weszłam do środka; przed przerwą było jeszcze spokojnie, salon dla VIPów pod trybuną prezydencką, gdzie miałam pracować, był jeszcze pusty. I wtedy usłyszałam ochroniarzy, którzy mówili, że jedna osoba zginęła. Następnie powiedzieli, że mają zamiar ewakuować Hollande'a, który był na trybunie powyżej. I wtedy zaczęlam trochę panikować.

cafébabel: Ludzie na trybunach wiedzieli, co się działo?

Oksana: Nie, nikt nic nie wiedział. Podczas przerwy po pierwszej połowie meczu nikt nic nie podejrzewał. Było spokojnie. My musiałyśmy zachować uśmiech na twarzach, podczas gdy ludzie popijali sobie szampana i  jedli przekąski.  W tym samym czasie w Bataclanie przetrzymywano już zakładników. Podczas drugiej przerwy nad stadionem zaczął latać helikopter. Jeden z kolegów poszedł po swój samochód i zobaczył coś, co było „szczątkami" jednego z kamikadze. Na Stade de France nie wszędzie jest zasięg. Po przerwie sprawdziłam mój telefon i miałam na nim mnóstwo wiadomości. Wszyscy mówili o Bataclanie i uwięzieniu zakładników.  W tym momencie zdaliśmy sobie sprawę, że chodziło o zamachy samobójcze. Stadion zamknięto i nie mogliśmy wyjść. Na koniec meczu powiedzieli, że rozmowy z piłkarzami i trenerami zostały anulowane z powodu „poważnych incydentów w Paryżu". W tym momencie wszystcu ludzie byli już na murawie.

cafébabel: Co myślałaś w tamtym momencie?

Oksana: Byliśmy zamknięci w szatni. Bałam się, ale jednocześnie nie chciałam wychodzić. Ludzie zaczęli opowiadać nieprawdopodone historie. Wróciłam do salonu dla VIPów i tam przeżyłam moment ogromnej paniki. W chwili, gdy skończył się mecz i otwarto stadion, miała miejsce kolejna detonacja. I wtedy cały tłum zaczął pędzić ku środkowi stadionu. Wybuchła masowa panika. Ludzie zaczęli się rozbiegać po murawie we wszystkich kierunkach. Wydawało mi się, ze detonacja odbyła się niedaleko, może nawet wewnątrz stadionu. Niektórzy ludzie płakali, byli też tacy, którzy prosili o ładowarkę do telefonu. Ja też zaczęłam panikować. Póżniej zaczęto mówić o wszystkich atakach, tych w 10 dzielnicy, w 11, w Bataclanie. Nie mogliśmy w to uwierzyć.

cafébabel: Czy później sytuacja się uspokoiła?

Oksana: Opuściłam stadion pół godziny po północy, mój tata po mnie przyjechał. Wszędzie stały policyjne barykady i stały ciężarówki strażaków. Wiele ulic było zablokowanych. Przejmujący jęk syren był wszechobecny. Nie mogłam odnaleźc mojego ojca, bo w między czasie rozładował mi się telefon. Dopiero, kiedy wyszłam, w pełni zdałam sobię sprawę z tego, co się tak naprawdę stało. W środku byliśmy trochę jakby w bańce, słyszeliśmy, co się dzieje, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo to poważne. Kiedy szukałam mojego taty, usłyszałam, jak jeden z policjantów mówił przez telefon: „teraz to już nie podwyższony stan zagrożenia, teraz to już jest wojna". Do samochodu mojego taty trafiłam dopiero pietnaście po pierwszej. Kiedy w końcu znalazłam się w samochodzie, wybuchłam głośnym płaczem. 

cafébabel: Czy po takich przeżyciach jesteś w stanie powiedzieć, że znów będziesz chodziła do restauracji, siadała na tarasach? 

Oksana: Nie będę nikogo okłamywać - to jest przerażające, bo nagle staje się to bardzo bliskie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ze Francja jest zagrożona atakami. Jednak podobno kilka podobnych akcji terrorystycznych udaremniono. Ale takie rzeczy nigdy nie są realne. Nikt sobie nie wyobraża, że ataki mogą mieć miejsce w punktach powszechnie uczęszczanych, w których każdy z nas mógłby się znaleźć. Boję się, ale nie chcę się bać. Nadal będę wychodziła na miasto. Ale czuję się mniej bezpieczna. Na przykład takie wydarzenia, jak COP21 [zbliżająca się konferencja klimatyczna w Paryżu, red.] mnie w tym momencie przerażają.

cafébabel: A jak wygląda Twoje życie teraz, kilka dni po atakach?

Oksana: Wczoraj i przedwczoraj nie wychodziłam z domu. Nie miałam na to ochoty. Chicałam oddać krew, by pomóc ofiarom, ale znajoma powiedziała mi, ze na razie nie potrzebują więcej. Oglądam wiadomości, ale to bardzo mnie dołuje. Mam momenty, że wyłączam wszystko, bo wprawia mnie to w panikę. Wczoraj w południe oglądałam wiadomości, w których pokazywali nagrania z piątkowej nocy w Bataclanie i cały ten terror. Później musiałam obejrzeć głupi film, żeby o tym zapomnieć.