Społeczeństwo

Równość czy parytet? Temat, któremu obcy jest kryzys

Artykuł opublikowany 11 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 11 czerwca 2009
Po raz pierwszy w dobie kryzysu gospodarczego liczba miejsc pracy, które tracą mężczyźni przewyższa, proporcjonalnie, liczbę miejsc traconych przez kobiety. Płeć piękna zwycięża? Nie warto w to wierzyć, droga do osiągnięcia równości płci jest jeszcze długa. A może raczej do parytetu?

Kobiety uparcie starają się udowodnić, że mogą być takie, jak mężczyźni. Aby to osiągnąć, ukrywają myślenie czysto kobiece we wszystkich sferach życia. Pomimo wysiłku, rezultaty są niewielkie i, chociaż przenikliwe, oporny seksizm jest wciąż obecny w świecie pracy.

Weźmy za przykład Hiszpanię. Od śmierci Franco feministyczny nacisk spowodował uchwalenie praw na rzecz kobiet, zagwarantowanych przez Konstytucję z 1978. Po latach walk, w państwie odbiły się echem kobiece rewindykacje i, od marca 2007, Prawo Organiczne dotyczące Równości koncentruje się przede wszystkim na promocji równości pomiędzy kobietami i mężczyznami w pracy. Wprowadzając nowy termin - parytet, stara się uznawać potrzeby typowo kobiece, z których najważniejszą jest macierzyństwo. Zastosowanie wielu takich rozwiązań uznane zostało za 'dobrowolne', i właśnie tym stwierdzeniem zrzeszenia pracodawców zasłaniają się jak tarczą, aby nie uznawać prawa za obowiązujące.

Parytet czy równość

Po sforsowaniu moralnej bariery dotyczącej równości, do gry wchodzi nowe pojęcie - parytet, teraz z perspektywy mniej biologicznej. Chodzi o to, że, zgodnie z francuską filozofią Sylviane Agacinski, równość niesie ze sobą po prostu takie same prawa i koniec prawnej dyskryminacji kobiet. Ale, w rzeczywistości, równość nie może uniemożliwić dyskryminacji. Przykład: zarząd firmy składa się z ośmiu mężczyzn i dwóch kobiet, można więc powiedzieć, że mamy do czynienia z równością, ale już nie z parytetem, ponieważ decyzje pozostają w rękach męskiej większości.

Nieliczna obecność kobiet na najwyższych stanowiskach jest wciąż bardzo widoczna w dużych firmach, w których około 90% członków zarządów najważniejszych europejskich przedsiębiorstw stanowią mężczyźni.

Ciągłe różnice w wynagrodzeniu

„Równe wynagrodzenie za tę samą pracę” – takie było jedno z założeń powołujących do życia Unię Europejską, poruszone przez Traktat Rzymski z 1957 roku oraz przedmiot legislacji wspólnotowej w 1975, która zabroniła wszelkiej dyskryminacji dotyczącej płac pomiędzy kobietami i mężczyznami. Założenie to znów stało się centralnym punktem kampanii z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, 8 marca tego roku, po tym, jak stwierdzono, że pomimo działającej od lat ofensywy, kobiety w Europie zarabiają 17,4% mniej niż mężczyźni wykonujący tę samą pracę.

Blisko 90% członków zarządów najważniejszych europejskich przedsiębiorstw to mężczyźni

Według raportu z 2009 roku dotyczącego równości, który został zaprezentowany przez Komisję Europejską, poziom zatrudnienia kobiet rośnie w ostatnich latach (58,3% do 72,5% zatrudnienia mężczyzn), przy czym kobiety pracują po godzinach częściej niż mężczyźni (31,2% do 7,7%) i dominują w sektorach o najniższym wynagrodzeniu.

Wracając do sytuacji Hiszpanii, Spis Siły Roboczej dokonany przez Państwowy Urząd Statystyczny (INE) pokazuje, że w pierwszym trymestrze 2009 roku wskaźnik zatrudnienia usytuował się na poziomie 69,11% jeśli chodzi o mężczyzn i 51,51% w przypadku kobiet. Pomimo dwudziestoprocentowej różnicy pomiędzy tymi liczbami, jeśli porównamy dane dotyczące rozwoju niezatrudnienia od zeszłego lata z tym, co działo się w czasach poprzednich kryzysów, widoczne jest, że po raz pierwszy strata pracy przez mężczyzn jest proporcjonalnie wyższa niż utrata etatów przez kobiety. Taka sama sytuacja ma miejsce w innych krajach europejskich, przede wszystkim w Wielkiej Brytanii.

Co więcej można zrobić, aby poprawić sytuację?

Według raportu 2008-2009 Funduszu Rozwoju Narodów Zjednoczonych na rzecz Kobiet, rząd odpowiedzialny jest za zagwarantowanie rynku, który odpowiadałby zapotrzebowaniu na dobrobyt społeczny oraz równość płci. Ani aktywność samych kobiet, ani wewnętrzne regulacje w firmach nie są w stanie osiągnąć tego celu. Aby bronić porozumień dotyczących praw człowieka, rządy odpowiedzialne są za sprawowanie kontroli w tym właśnie znaczeniu nad instytucjami rynkowymi.