Społeczeństwo

Rozliczanie przeszłości w Serbii: połów w mętnym stawie

Artykuł opublikowany 8 lutego 2013
Artykuł opublikowany 8 lutego 2013
Radovan Karadžić i Ratko Mladić to największe okazy jakie dotąd złowiono. W stawie pozostało jeszcze parę dużych ryb - domniemani serbscy zbrodniarze wojenni w dalszym ciągu wiodą spokojne życie na wolności. Ich poszukiwania ciągną się latami.

Biuro ds. Zapobiegania Zbrodniom Wojennym i Przestępczości Zorganizowanej w Belgradzie nigdy nie zostało posądzone o niewywiązywanie się ze swojej pracy. Jego działalność odpowiada międzynarodowym standardom. Od czasu powołania urzędu w 2003 roku, zostało skazanych prawie 400 oskarżonych. - A nasza praca nie dobiegła jeszcze końca - mówi Svetislav Rabrenović, doradca kierownika urzędu Vladimira Vukčevicia, byłemu koordynatorowi serbskiego wywiadu. Za jego kadencji złapano i ekstradowano ostatnie wielkie ryby – wśród nich Karadžicia i Mladicia.

Domniemani zbrodniarze wojenni wciąż postrzegani są przez sporą część serbskiego społeczeństwa jako bohaterowie. Równocześnie jednak rozpoczął się proces rozliczania przeszłości, wspierany nie tylko przez instytucje państwowe takie jak Biuro ds. Zapobiegania Zbrodniom Wojennym i Przestępczości Zorganizowanej, ale przede wszystkim przez organizacje obywatelskie.

Nie ma jednej prawdy

Jedną z nich jest założona w 2003 roku Youth Initiative For Human Rights, której działalność obejmuje pracę ponad 30 współpracowników oraz setki aktywistów we wszystkich krajach byłej Jugosławii. Serbska gałąź organizacji ma swoją siedzibę w jasnym wnętrzu na krańcu belgradzkiego centrum miasta. Dyrektor Maja Mićić przybywa spóźniona, ale od czasu przekroczenia progu biura, nie przerywa swojego opowiadania.

Celem inicjatywy było według Mićić - odbudowanie kontaktów pomiędzy pokoleniami powojennymi oraz włączenie młodych ludzi w proces rozliczania przeszłości. To dopiero wierzchołek góry lodowej, ponieważ pamięć została ukształtowana przez rodziców, media oraz edukację w szkole. - To ważne, aby dysponować faktami, a nie prawdami, bo nie ma jednej prawdy - mówi dyrektor. Do faktów należą, co nie pozostaje bez znaczenia, nazwiska i liczby ofiar wojen w Jugosławii.

Inicjatywa młodzieży przejawia się między innymi w procesie RECOM (''Regional Commission for Establishing the Facts about War Crimes and Other Gross Violations of Human Rights Committed on the Territory of the Former Yugoslavia''). To krok w kierunku pojednania.

Dlatego wychodzą na ulice, zbierają podpisy – do tego czasu zgromadzono ich już więcej niż pół miliona w całym regionie – informują ludzie. Mićić była bardzo zaskoczona pozytywnymi reakcjami. - Kiedy zyska się ich zainteresowanie, zdobędzie się również ich podpis - stwierdza. - Ludzie są gotowi pomagać, szczególnie gdy sprawa dotyczy zaginionych osób. Istotnym jest fakt, że w sprawę zaangażowani są nie tylko młodzi ludzie, ale także ci, w wieku ok. 40 lat. Nie powiedziałabym, że dotąd społeczeństwo nie było jeszcze na to gotowe. Myślę, że to rarzej kwestia uprzedniego braku możliwości – stwierdza.

Poza tym, inicjatywa przejawia się w negocjacjach z politykami. - Chcemy skłonić władze do podjęcia konkretnych działań, oraz do ich potwierdzenia na piśmie - wyjaśnia Maja Mićić. Rozwiązanie tego problemu wymaga jednak wiele pracy i cierpliwości. Boris Tadić, były prezydent Serbii, zapewnił wprawdzie o swoim symbolicznym wsparciu, ale nie chce niczego sygnować. Maja Mićić liczy na pomoc ze strony prezydenta, Tomislava Nikolicia. - Spotkamy się i pogadamy - mówi działaczka.

UE nie wykazuje już zainteresowania

- Nowy prezydent obiecał przynajmniej kontynuowanie finansowego wsparcia dla Biura ds. Zbrodni Wojennych i Przestępczości Zorganizowanej - donosi doradca prawny kierownika urzędu, Svetislav Rabrenović. Nie wystosowano wytycznej, co do terminu zakończenia pracy instytucji. Oprócz zasobów finansowych, biuro liczące tylko sześciu ludzi potrzebuje również personelu - głównie w celu ochrony świadków.

Według Rabrenovića, świdkowie stanowią najważniejsze źródło informacji, ponieważ większość dokumentów uległa zniszczeniu w ostatnich dwudziestu latach. Ochrona świadków została ostro skrytykowana, gdy wyszło na jaw, że urzędnicy znęcali się nad jednym z nich zamiast zapewnić mu bezpieczeństwo.

''Praktycznie muszą prowadzić dochodzenie przeciwko samym sobie!”

Wobec instytucji kierowane są także inne zarzuty:  - Wciąż czekamy na to, aż wyłowią średnie ryby, a nie tylko płotki - słychać głosy z międzynarodowych kręgów obserwatorów. Winny jest temu brak gotowości do podjęcia określonych działań przez oskarżycieli i policję. Mowa tutaj o cenzurze, którą sami na siebie nakładają. - Praktycznie muszą prowadzić dochodzenie przeciwko samym sobie. Dostrzeżono również kolejny problem: - Jak tylko Mladić wkroczył do Hagi, zniknęła nagle presja międzynarodowej wspólnoty. Mówiąc jasno - UE ma już dosyć całej tej sprawy zbrodni wojennych.

Fot.: Główna (cc)*Seth/flickr; w tekście: (cc) Sebastian Garthoff