Społeczeństwo

Ruchy antyaborcyjne: nowa fala dla życia

Artykuł opublikowany 9 lutego 2007
Artykuł opublikowany 9 lutego 2007
Stowarzyszenia antyaborcyjne w wielu krajach są traktowane jak lobby, a ich żądania rozchodzą się echem po całej Europie. Tu tradycyjne wartości mają pierwszeństwo

Nie ma miejsca dla społeczeństwa szanującego godność człowieka a nie broniącego życia tych, którzy są najbardziej bezbronni, bez względu na ich wiek, czy poziom rozwoju. Benigno Blanco wyraża się jasno. Jako wiceprzewodniczący i rzecznik Hiszpańskiego Forum na rzecz Rodziny, federacji ponad 5 000 stowarzyszeń, ma za zadanie wyjaśniać filozofię ruchów antyaborcyjnych, ProLife.

Korzenie ruchu sięgają lat 70. Wtedy to, w 1973 w USA Sąd Najwyższy wpisał aborcję na listę konstytucyjnych praw człowieka. Od tamtej pory wiele organizacji walczy zaciekle w obronie życia od momentu poczęcia. Ruch ProLife może liczyć na wsparcie Kościoła katolickiego i wielu amerykańskich fundacji. Pieniądze pomagają mobilizować ludzi, wyjaśnia Rebecca Gomperts, lekarka, założycielka holenderskiej organizacji Women on Waves, używającej statku jako pływającej kliniki aborcyjnej dla tych, którym odmówiono zabiegu.

Szanowanie życia jest uniwersalną wartością uznawaną przez każdego, komu zależy na tym, co jest dobrem wspólnym, nie jest to wartość zarezerwowana wyłącznie dla osób religijnych. Oczywiście cieszymy się bardzo ze stanowisk jakie przyjmuje większość religii, a w szczególności Kościoły Katolicki, Ewangelicki i Protestancki, wyjaśnia Paul Ginoux Defermon, członek francuskiego ruchu antyaborcyjnego 30anscasuffit (dosłownie: 30 lat wystarczy!), grupy zrzeszającej różne stowarzyszenia, mającej w sumie ponad 100 000 członków.

Różne opinie

Każdy kraj europejski ma swoje ustawodawstwo, w tym regulacje prawne dotyczące aborcji. Dla stowarzyszeń antyaborcyjnych nie jest ważne ujednolicanie prawa. Każde państwo powinno mieć własne regulacje zakazujące lub ograniczające aborcję, współdziałające z polityką wspierania życia, wyjaśnia Ginoux Defermon.

Rebecca Gompert także nie uważa za konieczne wyznaczania standardów jednego prawa unijnego, twierdzi natomiast, że każdy z 27 krajów Unii w ten czy inny sposób powinien zalegalizować aborcję.

Restrykcyjni Polacy i Portugalczycy

W okresie PRL-u polskie prawo dotyczące aborcji było więcej niż liberalne. Aborcja była dostępna bez żadnych zastrzeżeń, na życzenie. Jednak od 1993 roku prawo zostało zaostrzone przy wsparciu Kościoła. Paweł Wosicki z Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia nie był zaskoczony wzrostem popularności tego typu ruchów w Polsce od momentu ustanowienia nowego prawa. Wyniki badań CBOS wykazują, że poparcie dla aborcji w ogóle obniżyło się z 48% do 27%, a dla aborcji na życzenie spadło do 16%.

11 lutego w Portugalii odbędzie się referendum w sprawie legalizacji aborcji. Liczymy na to, że Portugalczycy nie popełnią tego samego błędu co Francuzi, którzy zalegalizowali aborcję w 1974 roku, mówi Ginoux Defermon. Po czym dodaje: W Hiszpanii od roku 1975 liczba dokonywanych zabiegów wzrosła z 60 000 do 220 000 w zaledwie pół roku!. Z drugiej strony prezes Polskiej Federacji stwierdza: Referenda w kwestii prawa do życia są nieporozumieniem. Podstawowe prawo jednostki do życia nie może być przedmiotem głosowania lub woli większości.

Być może jednak restrykcyjne prawa nie są sposobem na zmniejszenie ilości niechcianych ciąż. W krajach gdzie sankcje są najcięższe powstaje ryzyko powstania nielegalnego podziemia aborcyjnego, lub upowszechnienia wyjazdów za granicę w celu poddania się zabiegowi usunięcia ciąży. Owszem, istnieje problem nielegalnych aborcji. Niestety, niektórzy lekarze łamią prawo dokonując aborcji, czym narażają zarówno dziecko jak i matkę na wielkie niebezpieczeństwo, mówi Paweł Wosicki. Po czym dodaje: "turystyka" aborcyjna to bardzo smutne zjawisko, tak smutne jak istnienie klinik które dla pieniędzy zajmują się wyłącznie wykonywaniem zabiegów aborcji.

Wybór: ja czy płód?

Prawo matki do życia jest ważniejsze niż prawa płodu, stwierdza założycielka Women on waves. Dla niej zdrowie matki jest najważniejsze. Dlaczego mamy zmuszać kobietę do urodzenia dziecka, jeśli ona po prostu nie jest w stanie?, pyta dramatycznie. Przewodniczący Hiszpańskiego Forum na rzecz Rodziny nie zgadza się: To nie ma nic wspólnego z kwestią aborcji, ani ewentualnym prawem kobiet do decydowania swoim ciele. Mówimy o tym, czy matka może zadecydować o odebraniu życia własnemu dziecku.

40-letnia Gloria dokonała aborcji w 1991 roku. Aborcja to żadna przyjemność. To decyzja, którą każda kobieta podejmuje z tylko jej znanych powodów. Być może ruchy ProLife powinny zaprzestać potępiania kobiet i skierować swoje wysiłki w stronę porządnej edukacji seksualnej lub tworzenia ułatwień, które pomogły by kobietom, które decydują się na usuwanie ciąży z powodów ekonomicznych. Być może wtedy byłoby całkiem inaczej.

Women on waves: ostatnia deska ratunku czy oszustwo?

Usunięcie ciąży to, zaraz po operacji zaćmy, najczęściej wykonywany zabieg na świecie - ogłosiła dobrze znana mediom holenderska organizacja pozarządowa "Women On waves".

Czym się zajmuje organizacja "Women on waves"?

Każdego roku w Portugalii dokonuje się 20 000 zabiegów usunięcia ciąży, z czego 5000 kończy się komplikacjami. Należący do organizacji "Women on waves" statek "Borndiep" wpływa na wody terytorialne państwa, w którym aborcja jest zdelegalizowana, a znajdujący się na pokładzie zespół medyczny może przeprowadzić zabieg do 6 tygodnia ciąży oraz wydać tabletki wczesnoporonne bez jakichkolwiek konsekwencji prawnych dla kobiety. Organizacja ma na celu uwrażliwianie na problem - dla przykładu - poprzez popularyzowanie podręczników dostępnych online.

Początki organizacji

Pomysłodawczynią tej inicjatywy jest 41-letnia lekarka Rebecca Gomperts, pracująca wcześniej na statku "Rainbow Warrior" ("Tęczowy wojownik"). Po odbyciu podróży do Meksyku, gdzie spotkała się z dramatem kobiet zmuszanych do nielegalnego usuwania ciąży, Rebecca Gomperts postanowiła zainicjować projekt w swoim studio w Amsterdamie. W 2005 roku oświadczyła w Alternecie: Widziałam kobiety zostawione samym sobie, widziałam ich potrzeby. Początkowo myślałam, że wystarczy statek, który mógłby przyjąć 20-30 kobiet dziennie. Dzisiaj ważniejsze jest to, że nagłaśniamy sprawę, chociaż wciąż borykamy się z problemami finansowymi.

Medialny gwar czy faktyczna siła polityczna?

Rezultaty kampanii przeciwko aborcji mogą uspokajać: w 2001 roku w Irlandii nie dokonano żadnego zabiegu z powodu braku zabezpieczeń prawnych. W Polsce przypłynięcie statku wywołało duże ożywienie środowisk feministycznych, co zaowocowało propozycją ustawy, natychmiast odrzuconą przez Sejm. W 2004 roku gwałtowność przedsięwzięć podejmowanych przez "Women on waves" napotkała jednak na potęgę portugalskich organów władzy. Tymczasem zdecydowane działanie, które wyraźnie nawiązuje do stylu "starszej siostry" organizacji - Greenpeace'u, opiera się na medialnym rozgłosie: ponad 20 godzin w stacjach telewizyjnych i około 700 artykułów w prasie portugalskiej i zagranicznej... to robi wrażenie. Mamy rok 2007 - wszystko wyjaśni się po referendum.

Tekst: Anne-Laure Aucher