Społeczeństwo

Rumuni we Włoszech: siła robocza na wagę złota

Artykuł opublikowany 9 września 2008
Artykuł opublikowany 9 września 2008
We Włoszech od 300 do 700 tysięcy imigrantów pracuje jako pomoc domowa lub jako opiekunowie, zajmujący się osobami starszymi i chorymi. Często są to kobiety zatrudniane na czarnym rynku pracy. Oto historia Nicole z Salerny na południu Włoch.

Nicole po raz pierwszy dowiedziała się o włoskim "pakiecie bezpieczeństwa" stanu wyjątkowego z wieczornej edycji wiadomości 23 lipca, z telewizji Rai Uno, głównego kanału telewizyjnego we Włoszech. "Minister Sprawiedliwości Roberto Maroni (z Lega Nord lub "Ligii Północnej", przyp. red.) wprowadził przestępstwo potajemnej imigracji" - powiedział prezenter. "Kary dla nielegalnych imigrantów, popełniających przestępstwa wzrosną o jedną trzecią. Obcokrajowcy nie posiadający wizy, nielegalnie wynajmujący mieszkanie zostaną wydaleni. Obcokrajowiec skazany na dwa lub więcej lat może zostać deportowany. Przeprowadzane będą przyspieszone postępowania sądowe zakończone wyrokami pozbawienia wolności w wysokości od sześciu miesięcy do czterech lat. Fikcyjne małżeństwa zostaną ukrócone. Dano zielona światło dla przeprowadzenia spisu ludności w obozach w Rzymie, poprzez pobranie odcisków palców."

Tania siła robocza z Bułgarii i Rumunii

Nicola przebywa we Włoszech od roku i jest rumuńską pomocą domową - jedną z szacowanych na 300 - 700 tysięcy nieujawnionych pomocy domowych we Włoszech. W maju Nicola skończyła 31 lat, jej historia zaczyna się w odległej Hunedoarze (mieście w Transylwanii, żyjącym z węgla, znajdującym się na granicy Ukrainy, Węgier i Serbii) w Petrilii. Opiekuje się starsza, przykutą do wózka kobietą, spędzając całe dnie w domu. Pomimo przepisów prawa i faktu, że dostaje gotówkę do ręki, nie ryzykuje że zostanie złapana. Włoscy policjanci nie patrolują parków celem zakucia w kajdanki opiekunek, wyprowadzających starszych ludzi na wieczorny spacerek.

Europejczycy ze wschodu wykonują praca, której nie podjęliby się Włosi

W kraju o stopniowo rosnącej populacji osób starszych i niedomagającym państwie socjalnym, kobieta ze wschodniej Europy, niemal wyłącznie Rumunka lub Bułgarka, jest "tanią siłą roboczą", gotową zaopiekować się dziadkami, którzy nie są już w stanie zająć się samymi sobą. Wykonują one pracę, której niewielu Włochów chciałoby się podjąć i za którą domagaliby się większych zarobków. Oto powód dla którego wprowadzane przez rząd prawo milczy na temat pomocy domowych.

"Wyjechałam po tym, jak kupiłam dom" - tłumaczy Nicola. "Miałam hipotekę do spłacenia a pensja ze straganów, na których pracowałam, 550 nowych lei (150 Euro) była bardzo niska." 17 kwietnia 2007 roku Nicola wpakowała się do jednego z autokarów zorganizowanego przez agencje pośrednictwa pracy (bilet w jedną stronę kosztuje 160 euro). Jedynym powitaniem, które na nią czekało gdy dotarła do Salerno w Campani w południowych Włoszech był "koleś, który znajduje nam tu pracę". Za 200 euro odebrał ją ze stacji i zabrał do pierwszej pracy, oddalonej o około 15 km.

"Miałam szczęście, gdybym nie dostała pracy od razu, musiałabym się u niego zatrzymać i płacić mu 10 euro za dzień" - mówi. Teraz dostaje 600 euro na miesiąc, które odsyła swojemu synowi do Petrili. "Zarabiam tu cztery razy tyle ile zarabiałam na bazarze. W Rumunii też nie miałam żadnego ubezpieczenia. Jestem dobrze traktowana nie mogę narzekać."

Rumuński i neapolitański "mały świat"

"W Rumunii też nie miałam żadnego ubezpieczenia. Jestem dobrze traktowana nie mogę narzekać"

Nicole dla osoby, która się opiekuje jest po prostu "Nicolettą", tak jak kilka lat temu Ukrainki i Polki kończyły jako "Maria" i "Olga". Pozostaje w domu z inwalidką, którą się opiekuje przez 24 godziny na dobę i ma dwa wolne wieczory w tygodniu. We czwartki po 3 po południu oraz w niedzielne popołudnia, cała okolica roi się od młodych kobiet w elastycznych getrach i z ustami pomalowanymi perłowym różem. Spotykają się na przystankach, skąd idą do barów i pubów, które przystosowały się do nowej klienteli. Oferują piwo po obniżonych cenach i puszczają rumuńską muzykę, piosenkarze swoim śpiewem przypominają ćwierkanie neapolitańskich ptaków.

Nicola uważa, że rumuński akcent jest bardzo podobny do neapolitańskiego dialektu. Nawet uliczni sprzedawcy zaczęli obok pirackich, włoskich filmów sprzedawać dubbingowane filmy z Rumunii i Bułgarii. Pierwsze słowa po włosku, których Nicola się nauczyła, pochodziły z niedzielnej telewizji; używa ona również książki, z którą się nie rozstaje "Ghid de Conversatie Roman-Italian, Pentru toti" ("Włosko-Rumuński przewodnik do konwersacji dla wszystkich"). Niektóre zwroty mogą być przydatne, jak na przykład to: "Voi putea ost fel sa ma revan sez pen tru norea dumnea voastra amabilitate", w wolnym tłumaczeniu: "Mogłabym się odpłacić wielką dobrocią"

Debata na temat imigracji stała się zaciekła po wielkim konsensusie podczas ostatnich wyborów w "Lidze Półnej". Nowe prawo należy do najbardziej surowych w Europie, tak bardzo, że było głosowane w Brukseli z powodu planów zbierania odcisków palców w obozach w Rzymie. Spowodowało to naciski organizacji broniących praw człowieka, Watykanu, ONZ oraz władzy sądowniczej. Nicole jednak nie wydaje się być zmartwiona. "Na szczęście teraz jesteśmy w Unii, i wkrótce, za kilka miesięcy będę mogła wrócić do Petreli. W międzyczasie nowe prawo nie sprawia nam problemów."