Społeczeństwo

RUMUNIA TO RAJ DLA MŁODYCH

Artykuł opublikowany 4 lutego 2014
Artykuł opublikowany 4 lutego 2014

Mło­dzi Eu­ro­pej­czy­cy coraz chęt­niej prze­pro­wa­dza­ją się do Ru­mu­nii. Ich cele nie są już czy­sto za­rob­ko­we – wy­glą­da na to, że Ru­mu­nia po pro­stu im się po­do­ba. Swoją de­cy­zję tłu­ma­czą praw­dzi­wą mi­ło­ścią do kraju oraz moż­li­wo­ścia­mi, które przed nimi otwie­ra. Si­do­nie, Anna i David po­sta­no­wi­li za­miesz­kać w Bu­ka­resz­cie, mie­ście „peł­nym moż­li­wo­ści”.

Pod sku­pi­ska­mi so­cre­ali­stycz­nych osie­dli i za­tło­czo­ny­mi uli­ca­mi Bu­ka­reszt skry­wa praw­dzi­we skar­by. Cu­dzo­ziem­cy za­ko­chu­ja się w nim pod­czas włó­częg po ma­łych ulicz­kach, gdy po­dzi­wia­ć mogą bo­ga­tą ar­chi­tek­tu­rę i bu­dow­le, które nie zo­sta­ły zbu­rzo­ne w epoce Ce­au­se­scu. Wielu z nich od­kry­wa­ małe ka­wiar­nie ukry­te w ma­syw­nych bu­dyn­kach. W dziel­ni­cy Plata Amzel, w bu­dyn­ku, który kie­dyś był domem jed­no­ro­dzin­nym, mie­ści się fran­cu­ska księ­gar­nia. Gdyby nie umiesz­czo­ny przed zie­lo­ną bramą szyld „Ky­ra­li­na - fran­cu­ska księ­gar­nia”, można by nawet po­my­śleć, że cią­gle ktoś tam miesz­ka. W środ­ku czar­ny kot prze­cha­dza się mię­dzy książ­ka­mi dla mło­dzie­ży - naj­now­szą po­wie­ścią lau­re­ata na­gro­dy Gon­co­ur­ta i ko­mik­sa­mi o Ti­ni­nie prze­tłu­ma­czo­ny­mi na ru­muń­ski. Si­do­nie, usa­do­wio­na za ekra­nem kom­pu­te­ra, pro­wa­dzi po fran­cu­sku oży­wio­ną roz­mo­wę z miej­sco­wym klien­tem.

„OGROM­NE POLE DO GRY” 

W 2009 roku Si­do­nie ukoń­czyła li­te­ra­tu­ro­znaw­stwo na Sor­bo­nie i pracę w pa­ry­skim wy­daw­nic­twie i wy­jechała do Bu­ka­resz­tu jako wo­lon­ta­riusz­ka In­sty­tu­tu Fran­cu­skie­go. W mie­cie ist­nia­ła wtedy tylko jedna bi­blio­te­ka In­sty­tu­tu, która w do­dat­ku nie cie­szy­ła się zbyt­nim za­in­te­re­so­wa­niem. „Zda­łam sobie spra­wę” – wspo­mi­na Si­do­nie – „że Ru­mu­ni, nawet naj­młod­sze po­ko­le­nie, nadal są fran­ko­fi­la­mi. Mój mąż zna­lazł tutaj pracę, wiec po­sta­no­wi­li­śmy otwo­rzyć fran­cu­ską księ­gar­nię, nie­za­leż­ną od In­sty­tu­tu. Jak się oka­za­ło suk­ces był na wy­cią­gnie­cie ręki - już w rok po otwar­ciu Ru­mu­ni sta­no­wią 70% klien­tów na­szej księ­gar­ni. Cie­szy­my się z tego, że wy­cho­dząc na­prze­ciw ocze­ki­wa­niom miej­sco­wej lud­no­ści, nie je­ste­śmy księ­gar­nią tylko dla emi­gran­tów”. 

Kilka ulic dalej, na sta­rym mie­ście, ist­nie­je „Hub” - praw­dzi­wa przy­stań i prze­strzeń do pracy mło­dych przed­się­bior­ców . Bry­tyj­ka Anna jest jedną z nich. Do Ru­mu­nii przy­je­cha­ła w paź­dzier­ni­ku 2012 roku w ra­mach Wo­lon­ta­ria­tu Eu­ro­pej­skie­go. Po­nie­waż sto­wa­rzy­sze­nie nie dzia­ła­ło tak spraw­nie, jak to sobie wcze­śniej wy­obra­ża­ła, po­sta­no­wi­ła stwo­rzyć swój wła­sny pro­jekt. Chcia­ła przede wszyst­kim udo­wod­nić sobie samej, że ma duszę przed­się­bior­cy. Pod ko­niec wo­lon­ta­ria­tu uczest­ni­czy­ła w pro­gra­mie Era­smus dla mło­dych przed­się­bior­ców oraz za­czę­ła do­ra­dzać innym w dzie­dzi­nie ko­mu­ni­ka­cji. „Udzie­lam kur­sów ‘pit­chin­gu’, po­ma­gam moim klien­tom prze­ka­zy­wać in­for­ma­cje we wła­ści­wy spo­sób. Więk­szość z nich to Ru­mu­ni. Jak na razie wszyst­ko idzie do­brze, praw­do­po­dob­nie dla­te­go, że je­stem je­dy­ną osobą, która tym się tutaj zaj­mu­je” - mówi. Mała kon­ku­ren­cja to też wiel­ka ko­rzyść dla Si­do­nie, która po­rów­nu­je mia­sto do wiel­kie­go placu bu­do­wy, sprzy­ja­ją­ce­go eks­pe­ry­men­tom i wszel­kim prze­ja­wom kre­atyw­no­ści. „Bu­ka­reszt to mia­sto moż­li­wo­ści. Paryż jest prze­sy­co­ny cie­ka­wy­mi pro­jek­ta­mi. Do Bu­ka­resz­tu przy­je­cha­łam, bo to ogrom­ne pole do gry” - tłu­ma­czy.

Z DA­LA OD STE­ORE­TY­PÓW

Ru­muń­ska go­ścin­ność, język, kul­tu­ra i pięk­ne pej­za­że – to ko­lej­ne po­wo­dy, dla któ­rych warto zo­stać na stałe w Ru­mu­nii. Młody Ka­ta­loń­czyk David przy­je­chał tu w 2005 roku w ra­mach Era­smu­sa. Od razu za­ko­chał się w i mie­ście i w kraju. „ To, co naj­bar­dziej w tym kraju ko­cham to kon­tra­sty. Każdy dzień jest tu nie­spo­dzian­ką. Nigdy się nie nudzę” - mówi. David na­uczył się ru­muń­skie­go i teraz pra­cu­je na pół etatu w Radio Ro­uma­ine In­ter­na­tio­nal.  Jed­nak wielu ob­co­kra­jow­com, któ­rzy spę­dza­ją tylko kilka dni w Ru­mu­nii, w pa­mię­ci zo­sta­je je­dy­nie obraz zrzę­dli­wych ka­sje­rów i zręcz­nych kel­ne­rów. „Takie opi­nie są bar­dzo po­pu­lar­ne i wła­ści­wie nie zmie­ni­ły od ostat­nich 8 lat” - mówi David, z po­lo­tem na­śla­du­jąc sprze­daw­czy­nię bi­le­tów au­to­bu­so­wych. „Miesz­kam tu na stałe i po­zna­ję Ru­mu­nów go­ścin­nych, za­rad­nych i kre­atyw­nych, nawet jeśli oni sami mają o sobie inne zda­nie. W ciągu ośmiu lat tylko raz zda­rzy­ło mi się usły­szeć, że nie mam tu czego szu­kać ".

CIEM­NA STRO­NA „RU­MUŃ­SKIego SNU"

Obraz „oce­anu moż­li­wo­ści”, jakie daje Ru­mu­nia nie jest jed­nak do końca praw­dzi­wy. Życie emi­gran­ta w Ru­mu­nii ma też swoje ciem­ne stro­ny. Ci, któ­rzy wy­jeż­dża­ją za gra­ni­cę, czę­sto muszą się zmie­rzyć z biu­ro­kra­cją, która ich prze­ra­sta. W Ru­mu­nii można się nie­kie­dy po­czuć jak w gro­te­sko­wej opo­wie­ści Io­ne­sco. „Ru­muń­ska ad­mi­ni­stra­cja to czy­sty ab­surd. Otwar­cie fran­cu­skiej księ­gar­ni opóź­ni­ło się je­dy­nie z braku w grun­cie rze­czy ni­ko­mu nie­po­trzeb­nych pa­pie­rów”– żali się Si­do­nie. „Naj­więk­szym za­sko­cze­niem była dla mnie cena wy­naj­mu lo­ka­lu. Rynek nie­ru­cho­mo­ści nie jest tu sta­bil­ny. Można za gro­sze wy­na­jąć miesz­ka­nie, ale lokal na uży­tek ko­mer­cyj­ny jest droż­szy niż w Pa­ry­żu!” - obu­rza się.

Rów­nież David do­świad­czył pro­ble­mów fi­nan­so­wych w Ru­mu­nii. „Zdo­by­cie ja­kiej­kol­wiek pracy jest tu cał­kiem pro­ste. Trud­niej jest z taką, która za­pew­ni ci przy­zwo­ity stan­dard życia. Mie­sięcz­na staw­ka w mojej pierw­szej pracy wy­no­si­ła 500 lei (około 100 euro), a mój ra­chu­nek za prąd wy­no­sił wtedy 300 lei. Odkąd przy­je­cha­łem, płace w ogóle się nie zmie­ni­ły. Mimo że ceny cią­gle wzra­sta­ją, po­cząt­ku­ją­cy na­uczy­ciel do­sta­je 200 euro mie­sięcz­nie , a le­karz 500 euro. To dla­te­go ko­rup­cja w szkol­nic­twie i służ­bie zdro­wia jest tak po­wszech­na” - tłu­ma­czy. Mimo wszyst­ko David pod żad­nym po­zo­rem nie chce wy­je­chać z kraju. „Kilku moich przy­ja­ciół, Hisz­pa­nów, mu­sia­ło wy­je­chać, bo nie zna­leź­li przy­zwo­itej pracy. Ja je­stem prze­ko­na­ny, że chcę tu zo­stać. Mu­sia­łem po­nieść wiele wy­rze­czeń, raz nawet pra­co­wa­łem w trzech miej­scach jed­no­cze­śnie i udało mi się” - mówi. Tak jak Annie i Si­do­nie, Ru­mu­nia za­ofe­ro­wa­ła mu wię­cej, niż mógł się spo­dzie­wać – nie­ocze­ki­wa­ny prze­łom w jego życiu.

Wszyst­kie wy­po­wie­dzi zo­sta­ły ze­bra­ne w Bu­ka­resz­cie przez Ma­ri­ne Leduc

Ten ar­ty­kuł jest czę­ścią ra­por­tu spe­cjal­ne­go Ca­fe­ba­bel na temat róż­nych aspek­tów mi­gra­cji w Eu­ro­pie.