Społeczeństwo

Sarajewo: nowe pokolenie młodych, (niemieckich) Bośniaków

Artykuł opublikowany 20 sierpnia 2012
Artykuł opublikowany 20 sierpnia 2012
W roku 1991, na krótko przed wybuchem bośniackiej wojny, Bośnia i Hercegowina stała się państwem uchodźców. Z 700 tys. ludzi, którzy opuścili kraj, 80 procent żyło w krajach Unii Europejskiej, 330 tys. w samych Niemczech. W latach 1996 - 1997 większość z nich musiała, często wbrew swojej woli, wrócić do swojej ojczyzny.
Dziś w Bośni żyje odrębna klasa młodych ludzi wychowanych w całkiem innej rzeczywistości.

Można ich spotkać przez couchsurfing, na Facebooku czy też przypadkowo w jednej z modnych kawiarni lub barów w Sarajewie. Dokąd się nie pójdzie, wszędzie słychać niemiecki. „Hej, też tu jesteś?” „Tak, mam gości z Niemiec”. „Ja też! Właśnie byliśmy na kawie”. Dinka ma 23 lata i studiuje germanistykę na uniwersytecie w Sarajewie, gdy spotyka koleżankę w galerii handlowej BBI. Podczas wojny mieszkała w małej miejscowości w Bawarii, język (z jeszcze lekko rozpoznawalnym akcentem) nie zanikł. Dla niej, jak i dla wielu innych, naturalnym jest mówienie po niemiecku na co dzień. „Moja najlepsza przyjaciółka też żyła w Niemczech i nadal używamy, rozmawiając ze sobą, słów czy też nawet całych zdań po niemiecku” - twierdzi. 

RTL, ProSieben i Kabel1 jako niemieckie źródła kultury

To co pozostaje większości powracającym z Niemiec Bośniakom, to telewizja. Kabel 1, ProSieben, RTL dociera przez satelitę do domów i mieszkań naznaczonych przez wojnę. „Gdybym nie oglądała niemieckiej telewizji zapomniałabym języka” - zapewnia Dinka. Nikolina, która studiuje politologię w Austrii, przypomina sobie jak dziwnym było usłyszenie po raz pierwszy angielskich dialogów w „How I met your mother” – zawsze oglądała ten serial po niemiecku.

Dla innych język niemiecki ma głębsze znaczenie. Asima, 23 lata, studiująca architekturę w Sarajewie, musiała w roku 1994 z całą rodziną w dramatycznych okolicznościach uciekać z Bośni. Gdy już powoli poradziła sobie z tą traumą, jej pierwsze wypowiedziane (jak i napisane) słowa były po niemiecku. Mówi, że dlatego też czuje się bliżej niemieckiego niż bośniackiego; jej „wspomnienia z dzieciństwa są niemieckie”.

Dziewczyny, korzystając z umiejętności jakich nabyły w dzieciństwie, często rozmawiają ze sobą po niemiecku.

Pokolenie dzisiejszych 20- i 30-latków nie zapomniało języka, chodzili do niemieckich szkół, byli zintegrowani w niemieckich klasach. Pokolenie rodziców natomiast zaprzestało korzystania z niemieckiego. Ci, którzy w dzisiejszych czasach mówią po niemiecku, dobrze zarabiają – tłumaczy Nikolina. Jej siostra, gdy żyły w Stuttgarcie, uczyła się języka tak jak ona, jednak nigdy więcej nie wyjechała za granicę. Dziś pracuje w call center w mieście, gdzie musi przedstawiać się niemieckim nazwiskiem. U niewielu Bośniaków słyszy się akcent. 

„Ludzie są tu jak stado owiec”

Rozmawiając ze studentami, młodymi, wykształconymi Bośniakami o ich kraju, słyszę jak przedstawiają ponury obraz swojej przyszłości. Pasywność, korupcja, płytkość kształtują tutaj życie bardziej niż w jakimkolwiek innym miejscu. W aktualnym Indeksie Percepcji Korupcji publikowanym przez Transparency International kraj widnieje na 91. miejscu ze 183 na całym świecie i jest tym samym czwartym od końca w Europie - tuż przed Albanią. Według odczuć samych obywateli, sytuacja jest zdecydowanie gorsza. „Przyszłość tutaj nie jest obiecująca” - mówi Asima. „Bośniacy to ludzie przyzwyczajeń. Nie lubimy zmian, nawet jeśli jesteśmy sfrustrowani całym systemem. O wiele bardziej identyfikuję się z wartościami panującymi w Niemczech” - mówi Dinka.

Halil, który 6 lat żył we Freiburgu a teraz mając 21 lat studiuje na uniwersytecie w Sarajewie, uważa, że „ludzie są tutaj jak stado owiec”. Każdego wysłałby na jakiś czas za granicę, „żeby pokazać, że można żyć i myśleć w inny sposób”. Jego też irytuje, że wszyscy wciąż narzekają, ale nikt nie jest gotów by zmienić sytuację w kraju. Dlatego wraz z przyjaciółmi założył organizację, która ma pomóc przede wszystkim dzieciom upośledzonym umysłowo.

Zdaje się, że istnieje przepaść między młodymi ludźmi, którzy w czasie wojny żyli za granicą a tymi, którzy całe życie spędzili w Bośni i których horyzont częstokroć kończy się wraz z górami otaczającymi Sarajewo. Większość tych, którzy - nawet jeśli nie uciekli dobrowolnie - spędzili lata za granicą, do dziś poruszają się w bardziej międzynarodowych kręgach niż ich rówieśnicy. Wielu widzi w okresie spędzonym na uchodźstwie zarazem przekleństwo, jak i dobrodziejstwo. „Czas spędzony w Niemczech dał mi wiele perspektyw. Z ludźmi, którzy myślą, że Sarajewo jest pępkiem świata, nie mogę rozmawiać“ - przyznaje Nikolina. , a teraz zdecydowała się na semestr „Erazmusa w domu“ - w Sarajewie - bo jednak tęskni za ojczyzną.

Czas najwyższy na "Erasmusa w domu", w Sarajewie

Should I stay or should I go?

Mimo sporego niezadowolenia, nie ma co się spodziewać wielkiej fali migracji. Kraj jest zbyt piękny, więzy rodzinne zbyt silne, żeby wielu młodych Bośniaków ostatecznie odwróciło się do Bałkan plecami. Tak jak Halil i Asima, wielu chciałoby studiować za granicą lub już studiowało - jak Nikolina i Dinka. Dla wszystkich jest jednak jasne, że któregoś dnia wrócą do domu. Nie ma mowy o pozostawieniu starszych rodziców bez wsparcia. A Bośnia ma też swoje dobre strony, co wszyscy zauważyli po powrocie z zagranicy.

„W innych krajach ludziom brakuje wyluzowania“ - mówi Asima. Spontaniczne spotkania przy kawie, godzinne rozmowy o każdej porze dnia i nocy – to są rzeczy, za którymi tęsknią młodzi ludzie żyjąc za granicą. Nikolinie brakuje w Austrii przede wszystkim spontaniczności, która cechuje Bośniaków. „Co znaczy ‚stres‘, nauczyłam się dopiero po przyjeździe do Austrii” - mówi. Dla niej jasnym jest, że jest Bośniaczką - i że nią zawsze pozostanie. Bo „żeby zmienić sposób myślenia, potrzeba więcej niż pięciu lat”.

Artykuł powstał w ramach jednego z projektów cafebabel.com - Orient Express Reporter II - zrealizowanych na Bałkanach w okresie 2011-2012, dzięki finansowemu wsparciu Komisji Europejskiej i Fundacji Allianz Kulturstiftung. Serdeczne podziękowania dla ekipy cafebabel.com z Sarajewa.

Fot.: ©Alfredo Chiarappa/alfredochiarappa.com dla  OERII Sarajewo 2012