Społeczeństwo

Sewilla: mam na imię Alejandro i jestem spółdzielcą

Artykuł opublikowany 10 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 10 kwietnia 2014

Kry­zys? Nie w ich fir­mie. Se­wil­czy­cy Mayte, Ale­jan­dro i Ana po­rwa­li się na ry­zy­kow­ny plan i otwo­rzyli wła­sne biz­ne­sy mimo nie­ko­rzyst­nej sy­tu­acji go­spo­dar­czej w Hisz­pa­nii. Nawet kry­zy­so­wi nie udało się zmie rynku. Ich prze­pis na suk­ces? Spół­dziel­nia. 

We Fran­cji, po­dob­nie jak w Hisz­pa­nii, słowo ,,spół­dziel­nia" czę­ściej ko­ja­rzy się z wą­sa­ty­mi wi­nia­rza­mi, niż z mło­dy­mi przed­się­bior­ca­mi zaj­mu­ją­cy­mi się han­dlem i usłu­ga­mi. W obu kra­jach ideę spół­dziel­ni po­strze­ga się jako swego ro­dza­ju uto­pię wy­my­ślo­ną po roku '68, którą długo nie prze­trwa­ła w ka­pi­ta­li­stycz­nym świe­cie. Jed­nak w tar­ga­nej kry­zy­sem An­da­lu­zji spół­dziel­nie wy­ra­sta­ją jak grzy­by po desz­czu. Nie mają one jed­nak nic wspól­ne­go ze sta­ro­mod­nym rol­nic­twem (obec­nym dziś już tylko w 14% hisz­pań­skich spół­dziel­ni). An­da­lu­zyj­skie spół­dziel­nie to przed­się­bior­stwa nowej ge­ne­ra­cji, wer­sja 2.0 biz­ne­su. Za­sa­da ich funk­cjo­no­wa­nia jest pro­sta: w spół­dziel­ni jest co naj­mniej troje ,,so­cios" (hiszp. part­ne­rów), któ­rzy mają równe udzia­ły, każda de­cy­zja po­dej­mo­wa­na jest wspól­nie i nie ma prze­ło­żo­nych. W prze­ci­wień­stwie do ,,kla­sycz­nej" spół­ki pra­cow­ni­cy są jed­no­cze­śnie in­we­sto­ra­mi, za­an­ga­żo­wa­ny­mi we wszyst­kie etapy pro­duk­cji. 

Z DALA OD STE­ORE­TY­PÓW : SPÓŁ­DZIEL­NIA WER­SJA 2.0 

W no­wo­cze­snej dziel­ni­cy na przed­mie­ściach mia­sta pra­cu­ją Ana i Ale­jan­dro, wła­ści­cie­le pro­jek­tu Mar­ke­ting On­li­ne. Jak na iro­nię, sie­dzi­ba ich firmy miesz­czą­ca się przy Ave­ni­da tec­no­lo­gia i stwo­rzo­na jesz­cze przed na­dej­ściem kry­zy­su, by sku­piać mniej­sze przed­się­bior­stwa, świe­ci pust­ka­mi. Po­mi­mo zu­peł­nie róż­nych do­świad­czeń dwoje ,,so­cios'' zde­cy­do­wa­ło się na współ­pra­cę. Ana, uśmiech­nię­ta czter­dzie­sto­lat­ka, jako jedna z ostat­nich opu­ści­ła po­kład swej agen­cji ko­mu­ni­ka­cyj­nej, gdy ta szła na dno. Dla 27-let­nie­go Ale­jan­dra to już druga spół­dziel­nia w jego ka­rie­rze za­wo­do­wej. 

Jeden z przy­kła­dów dzia­łal­no­ści Mar­ke­ting On­li­ne.

On za­wsze chciał być swoim wła­snym sze­fem, ona przy­ję­ła tę rolę jakby przez przy­pa­dek. Jed­nak w mo­men­cie za­ło­że­nia firmy wybór spół­dziel­ni jako formy przed­się­bior­stwa wydał się oczy­wi­sty. Jed­nak, jak tłu­ma­czy Ana, od po­cząt­ku nie przy­świe­ca­ła im idea spół­dziel­czo­ści. ,,Nasz wybór był cał­kiem prag­ma­tycz­ny. Mie­li­śmy wspól­ny pro­jekt, a forma spół­dziel­ni naj­le­piej do niego pa­so­wa­ła" – wspo­mi­na. Jak do tej pory po­mysł się spraw­dza. Od mo­men­tu za­ło­że­nia Mar­ke­ting On­li­ne port­fel zle­ceń stale się po­więk­sza i spół­ka cie­szy się ogrom­nym za­in­te­re­so­wa­niem klien­tów, od ga­bi­ne­tów psy­cho­lo­gicz­nych za­czy­na­jąc, na fa­bry­kach kon­serw koń­cząc.

PLA­STI­KO­WE WA­GI­NY I TE­RA­PIA KONNA

Laura Ca­stro i Salomé Gomez, człon­ki­nie an­da­lu­zyj­skiej fe­de­ra­cji spół­dziel­ni w Se­wil­li (FA­EC­TA), twier­dzą, że pro­jek­ty takie jak spół­ka Any i Ale­jan­dra są coraz bar­dziej po­pu­lar­ne w Hisz­pa­nii. We­dług nich wraz z kry­zy­sem w kraju po­ja­wił się pe­wien spe­cy­ficz­ny pro­fil mło­dych so­li­dar­nych przed­się­bior­ców. ,,Można za­uwa­żyć, że coraz wię­cej firm usłu­go­wych jest pro­wa­dzo­nych przez mło­dych do­brze wy­kształ­co­nych ab­sol­wen­tów uczel­ni wyż­szych" – mówią. W re­gio­nie, gdzie stopa bez­ro­bo­cia prze­kra­cza 30%, za­ło­że­nie spół­dziel­ni to al­ter­na­ty­wa dla emi­gra­cji. ,,Przed­się­bior­czość staje się ko­niecz­no­ścią." – pod­su­mo­wu­ją. 

Trze­ba przy­znać, że An­da­lu­zja jest pio­nie­rem w dzie­dzi­nie przed­się­bior­czo­ści. W sek­to­rze tym jest 3 500 spół­dziel­ni, co za­pew­nia dzie­siąt­ki ty­się­cy miejsc pracy, w tym naj­wię­cej dla ko­biet, pod­kre­śla Salomé Gomez. ,,Za­wdzię­cza­my to struk­tu­rom, które wspie­ra­ją rów­no­upraw­nie­nie. Za­sa­da jest pro­sta i nie­zmien­na: jedna osoba = jeden głos. W spo­łe­czeń­stwie, w któ­rym to ko­bie­ty nadal zaj­mu­ją się pro­wa­dze­niem domu, praca w spół­dziel­ni po­zwa­la ła­twiej po­go­dzić życie za­wo­do­we z ro­dzin­nym" – tłu­ma­czy. An­da­lu­zyj­skim ,,so­cios" nie można od­mó­wić wy­obraź­ni: wśród pro­jek­tów wspie­ra­nych przez FA­EC­TA Laura i Salomé wi­dzia­ły już wszyst­ko (albo pra­wie wszyst­ko): od te­ra­pii kon­nej, po­przez pro­duk­cję tru­mien, koń­cząc na gu­mo­wych wa­gi­nach.

OD­WA­GA CZY BRA­WU­RA? 

Mayte od­sta­wi­ła swoje życie pry­wat­ne na bok na trzy lata. Współ­za­ło­ży­ciel­ka se­wil­skiej księ­gar­ni ,,La extra­va­gan­te" opo­wia­da o swo­jej fir­mie w spo­sób wła­ści­wy oso­bom, które mają ogrom­ny ape­tyt na suk­ces. W jej oczach od­bi­ja­ją się go­dzi­ny spę­dzo­ne na pro­wa­dze­niu księ­go­wo­ści i ran­kin­gów. ,, Lu­dzie myślą, że pro­wa­dze­nie księ­gar­ni to sie­dze­nie z książ­ką w ręku, ale to nie­praw­da!" - mówi, wy­bu­cha­jąc śmie­chem. W ,,po­przed­nim" życiu Mayte była już na­uczy­ciel­ką li­te­ra­tu­ry w Pu­er­to Rico, dy­rek­to­rem od pu­blic re­la­tions w te­atrze i księ­ga­rzem we FNACu. Tę ostat­nią pracę po­rzu­ci­ła, aby wraz z troj­giem przy­ja­ciół za­ło­żyć wła­sną księ­gar­nię.

Tylko dzię­ki wiel­kim ma­rze­niom i gar­ści złu­dzeń w za­na­drzu Mayte za­czę­ła przy­go­dę ze spół­dziel­nią. Dziś nie ża­łu­je swo­je­go wy­bo­ru i twier­dzi, że sza­leń­stwo to nie­od­łącz­na część pro­jek­tu. ,,Po­cząt­ko­wo mia­łam złu­dze­nia, że wszyst­ko jest takie pro­ste i moż­li­we do osią­gnię­cia. Ale to wła­śnie z po­wo­du na­szej igno­ran­cji coś w ogóle ru­szy­ło. Przy­cho­dząc do biura tech­nicz­ne­go, nie wie­dzia­łam nawet, że mogę za­ło­żyć spół­dziel­nię, nie mia­łam po­ję­cia o pod­sta­wach przed­się­bior­czo­ści. Po­cząt­ki były trud­ne, bo nawet jeśli mam duszę przed­się­bior­cy, licz­by to nie moja dział­ka!" – mówi. 

Po­dob­nie jak Mayte, Ale­jan­dro i Ana od­kry­li w sobie to ziar­no sza­leń­stwa, które po­zwo­li­ło im ma­rzyć o wiel­kich rze­czach. Może dzię­ki ta­kiej wła­śnie od­wa­dze an­da­lu­zyj­ska go­spo­dar­ka z cza­sem sta­nie na nogi? Sta­ty­sty­ki FA­EC­TA do­wo­dzą temu, że spół­dziel­nie le­piej radzą sobie w cza­sach kry­zy­su niż kla­sycz­ne przed­się­bior­stwa. Dla pa­tr­ne­rów w spół­dziel­niach za­prze­sta­nie dzia­łal­no­ści to sce­na­riusz z ga­tun­ku scien­ce fic­tion. I nie ma czemu się dzi­wić, bo w dzi­siej­szej Hisz­pa­nii, gdzie po­sia­da­nie wła­sne­go przed­się­bior­stwa jest nie­mal nie­moż­li­we, taka biz­ne­so­wa so­li­dar­nośc jest wię­cej niż za­sad­na. Ist­nie­je jed­nak rów­nież druga stro­na me­da­lu – wielu mło­dych spół­dziel­ców jest tak za­an­ga­żo­wa­nych w ideę, że pra­cu­je ponad siły za mi­zer­ne pen­sje. Jed­nak to, co się liczy bar­dziej niż pie­nią­dze, to po­czu­cie współ­dzie­lo­nej wol­no­ści. 

Ten re­por­taż jest czę­ścią se­wil­skej edy­cji pro­jek­tu „EU­to­pia: Time to Vote”, która od­by­ła się w dniach 19-23 lu­te­go. Pro­jekt jest współ­fi­nan­so­wa­ny przez Ko­mi­sję Eu­ro­pej­ską,

Mi­ni­ster­stwo Spraw Za­gra­nicz­nych Fran­cji, Fun­da­cję Hip­pocrène, Fun­da­cję Char­le­sa Le­opol­da May­era ORAZ fun­da­cję evens. Wkrót­ce opu­bli­ku­je­my re­por­ta­że m.​in. z Kra­ko­wa, Stras­bur­ga, Bruk­se­li, Ber­li­na, Wied­nia i Bra­ty­sła­wy.