Społeczeństwo

Skrajna prawica w Hiszpanii: „nie” dla Turcji, „nie” dla globalizacji

Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
Nieudane próby powołania silnie prawicowego odłamu Partido Popular doprowadziły do tego, że aż sześć formacji o podobnych założeniach programowych planuje wystartować w mających się odbyć 7 czerwca wyborach do Parlamentu Europejskiego, pomimo znikomych szans na wygraną.

W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku suma głosów na partie skrajnej prawicy w Hiszpanii (lub partie „społeczno-patriotyczne”, jak wolą być nazywani) zbliżała się do 25 000, co kontrastuje z liczbą mandatów zdobytych przez podobne partie we Francji, Włoszech, Austrii, Belgii i Rumunii, które, wspierane przez Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa utworzyły koalicję Tożsamość, Tradycja i Suwerenność, z Francuzem Bruno Gollnischem na czele. Mniej niż rok potrzeba było partii aby rozpaść się po tym, kiedy eurodeputowana Alessandra Mussolini nazwała imigrantów rumuńskich we Włoszech „kryminalistami”. Jej koledzy z Partii Wielkiej Rumunii nie zaakceptowali tej nieprzemyślanej wypowiedzi, która ostatecznie sprowokowała rozwiązanie partii. Lider Falangi Manuel Andrino łączy marginalność ruchów hiszpańskich ze stosunkowo późnym przybyciem imigrantów. „Rozwój ekonomiczny nastąpił w Hiszpanii później niż w innych krajach. Wraz z nim później przybyła imigracja, co jest podstawą doktryny niektórych ugrupowań ‘społeczno-patriotycznych’, które rozwijają się w Europie”. Nasuwa się więc pytanie: czy skrajna prawica potrzebuje imigrantów, aby się rozwijać?

Hiszpania 2000, imigracja jako kość niezgody

Wartości nieudanej koalicji parlamentarnej Tożsamość, Tradycja i Suwerenność są modelem dla Jose Luisa Roberto, lidera Hiszpanii 2000. To ugrupowanie, którego orientację określa się jako nacjonalistyczny populizm, koncentruje swoją doktrynę w stanowczym sprzeciwie wobec imigracji, który objawił się w marszach, tak jak ten zrealizowany w dzielnicy Ruzafa, strefie z dużym odsetkiem ludności Maghrebu. Znany prawnik i przedsiębiorca Wspólnoty Walencji, regionu, w którym Hiszpania 2000 zdobyła dwóch radnych w ostatnich wyborach regionalnych, Roberto deklaruje cafebabel.com, jakie są jego bratnie ugrupowania w Europie. „Braterskie więzi łączą nas z Frontem Narodowym. Identyfikujemy nasze założenia programowe z tymi, które wysuwa Grupa Techniczna Parlamentu Europejskiego Tożsamość, Rodzina i Tradycja”. Nie odnosi się jedynie do tych formacji, w kręgu jego sympatii politycznych znajdują się „wszystkie ruchy europejskie, które opierają się globalizacji na rozmaitych frontach: grupy przeciwne masowej imigracji, przeniesieniom firm (offshoring), dążące do odzyskania cech naszej kultury, które żądają zdecydowanej polityki socjalnej i domagają się tradycyjnych wartości naszej wsi i naszych narodowych tożsamości”.

Falanga bez odstępowania od tradycji

Podobny, choć podany nieco łagodniej komunikat przekazuje Manuel Andrino i jego Falanga, która nadal wykorzystuje w swoich ceremoniach symbole znane z przeszłości: błękitne koszule, jarzmo i strzały czy pieśń „Twarzą ku słońcu” w zakończeniach uroczystości. Falanga odrzuca możliwość zmian, których oczekiwały inne ugrupowania, aby wspólnie stworzyć koalicję, przedkładając wierność uważanym za święte symbolom nad jedność i wspólnotę. W mistycznej otoczce, pozostałej jako spuścizna po okresie międzywojennym, słowa lidera Falangi nie różnią się zbytnio od wspomnianej wyżej wypowiedzi Roberto. Europy ojczyzn, antyglobalizacji i sprzeciwu wobec przyłączenia Turcji do Wspólnoty obawia się masowego napływu emigrantów. „Nie możemy zrozumieć ani pozwolić, aby do tej wielkiej struktury, jaką jest UE, próbowano włączyć państwa, które z pewnością nigdy nie staną się częścią Europy ani cywilizacji zachodniej, jak np. Turcja”, deklaruje Andrino.

Front Narodowy, droga do odnowy

Pomiędzy Falangą a Hiszpanią 2000 sytuuje się Front Narodowy, partia, która ma taką samą nazwę jak ugrupowanie rządzone przez Jean Marie Le Pena, i która ma na czele młodego, ale bardzo aktywnego lidera, Jose Fernando Cantalapiedrę. Front Narodowy tworzą dawni członkowie Falangi, którzy porzucili wszystkie odniesienia do przeszłości, skupiając się na sprzeciwie wobec imigracji i walce o pierwszeństwo dla rodowitych obywateli, co okazało się owocne dla ich europejskich odpowiedników. Od tygodni partia poświęca wiele uwagi czerwcowym wyborom tworząc stronę internetową 2.0 pod adresem www.europeas2009.com. „Cesja dużej części niezależności w podejmowaniu decyzji w zakresie administracji publicznej, które mają znaczny wpływ na codzienne życie obywateli, jak np. polityka monetarna, polityka emigracyjna, kontrola granic, czy też ważna część polityki fiskalnej na rzecz UE wymaga od nas wielkiej odpowiedzialności w nadchodzących wyborach” - podkreśla Canatalapiedra.

Obok tych trzech ugrupowań hiszpańscy wyborcy znajdą także karty wyborcze takich formacji jak Nowa Demokracja czy Hiszpańska Alternatywa, które z niewielkimi różnicami prezentują bardzo podobne założenia programowe, ale byłoby wielką niespodzianką, gdyby w nadchodzących wyborach uniknęły one skazania na ostracyzm w morzu skrótów i podziałów.

Osłabienie tradycyjnych partii spowodowane kryzysem ekonomicznym i możliwymi konfliktami związanymi z integracją w państwie takim jak Hiszpania, które doświadcza w ostatnim czasie szybkiego wzrostu populacji imigrantów, może uprościć im drogę. Lider Hiszpanii 2000 wyjaśnia to następująco: „Liczymy, że w przyszłości pojawi się duży ruch zmiany, którego chcemy stanowić integralną część, obok pozostałych sił powstałych wskutek gorączki spowodowanej kryzysem i utraty prestiżu dawnych ugrupowań”.