Społeczeństwo

Sto sposobów na określenie ''męskości''

Artykuł opublikowany 17 grudnia 2012
Artykuł opublikowany 17 grudnia 2012
Wszystko zaczęło sie od Davida Beckhama w roku 1994. Minęło już 17 lat, od kiedy angielski dziennikarz Mark Simpson po raz pierwszy użył wyrażenia ''metroseksualny'', mając na myśli brytyjskiego piłkarza. Od tamtej chwili nieustannie próbuje się przyczepiać współczesnej męskości etykietkę, posługując się tym neologizmem.
To desperackie próby uniknięcia mylenia jej z ''homoseksualizmem”, czy jakąkolwiek inna formą ''feminizacji”. Ćwiczenie stylistyczne i socjologiczne,(celowo zorganizowane przez masowy rynek), które przyćmiło refleksję na temat kobiety i być może, nie doceniło dążeń ''byłej'' słabszej płci do zwycięstwa nad mężczyzną.

To koniec. Nie ma już prawdziwych mężczyzn. Nie wierzycie mi? W takim razie zaufajcie Hannie Rosin i jej ostatniej książce ''The end of men (and the rise of woman)'', której głównym wątkiem – jak piszeStephanie Coontz w New YorkTimesie – jest fakt, że ''żyjemy w nowym świecie, w którym kobiety przynoszą do domu chleb, i w którym żony z klasy średniej podporządkowują sobie swoich mężów, a zdemoralizowani mężczyźni single, ukrywają się pod maską wiecznej niedojrzałości''. Ale kiedy właściwie rozpoczęła się powolna agonia współczesnego mężczyzny? Już prawie od dwudziestu lat próbuje się ustalić jej przyczyny, a nikt do tej pory nie wpadł na pomysł, żeby zestawić to zjawisko z rodzajem żeńskim, który wręcz przeciwnie, nie ustawał w dążeniach do osiągnięcia swojego celu, bez cienia litości dla przeciwnika nieprzyzwyczajonego do walki.

Metroseksualizm: oto przed wami mężczyzna-narcyz

Kalendarz przedstawiający francuską drużynę rugby.Pierwszą rewolucyjną refleksję na temat zmian współczesnego mężczyzny, znajdziemy w artykule Marka Simpsona, opublikowanym w dzienniku The Indipendent, w zamierzchłym 1994 roku. Pojęcie jest bardzo proste: mężczyźni – nie tylko homo lub biseksualni – również ''pragną być pożądani''. Kiedyś, to właśnie piłkarz Manchester United, David Beckham uosabiał perfekcyjnego metroseksualnego mężczyznę. Był pierwszym, który na wszystkich boiskach świata wystawił na sprzedaż swoje ciało, tak zadbane, że przysłoniło jego zasługi sportowe. Od tamtego momentu świat sportu stał się idealnym terenem dla nowonarodzonego narcyza. Kto nie pamięta reklam Dolce&Gabbana z niektórymi piłkarzami włoskiej reprezentacji, dobrze naoliwionych, pozujących jedynie w  majtkach;  albo kalendarza ''Dieux du Stade''? Według Marka Simpsona, to dwa klasyczne przykłady ''sportowej pornografii'', czyli ''estetyki post-metroseksualnej, w której połączone: sport i reklama,  mają nas przekonać, jak bardzo nie można się oprzeć męskiemu ciału”. Ale gdzie leży granica między ekshibicjonizmem a sfeminizowaniem? Jeśli dla metroseksualnych – jak pisze Mark Simpson – ''nie jest istotne, żeby wyglądać dziewczęco, ale ostro”, co w takim razie powie ten, kto nie znosi, aby jego heteroseksualność była poddawana dyskusji?

''Menaissance'' i sukces ''retroseksualizmu''

Fakt, że Arnold Schwarzenegger podczas zjazdu republikanów w 2004 nazwał swoich rywali “babochłopami” świadczy o tym, że termin mocno przyległ do zjawiska dwuznaczności seksualnej. Z jednej strony homoseksualiści nie chcieli być myleni z metroseksualnymi, z drugiej hetero-tradycjonaliści wcale nie byli zadowoleni, jeśli ktoś stosował te pojęcia zamiennie. Ubytek terminologiczny wypełnił ''retroseksualizm''. Nowo powstały idiom miał uratować ''normalnych'' mężczyzn. Serial telewizyjny ''Mad Man'', to pierwszy produkt kulturowy, który zapowiada ''menaissance''. Główny bohater, Don Draper, jest typowym przedstawicielem retroseksualizmu: odnoszący sukcesy w branży reklamowej lat pięćdziesiątych, żonaty, z trójką dzieci, zatwardziały playboy z papierosem w ustach i szklanką whisky w ręku.

''speedofobia'', czyli dyskryminacja mężczyzn, którzy noszą dopasowane kostiumy kąpielowe

Model wzorcowy działa, dlatego powstają kolejne neologizmy. Niektóre – niemalże nieużyteczne – używane są tylko po to, żeby nadać bardziej męski odcień pojęciu metroseksualizmu: ''übersexual'', ''heteropolitan'', ''machosexual''; inne – lekko perwersyjne wariacje na temat – mają określać zachowania społeczne, ale w rzeczywistości są po prostu śmieszne: tak jak ''hammersexual'', określające mężczyznę, który ''je jak prawdziwy mężczyzna, jeździ po mieście starymi, wojskowymi samochodami i czyta książki dla mężczyzn o tym, jak być prawdziwym mężczyzną''; albo ''speedofobia'', czyli dyskryminacja mężczyzn, którzy noszą dopasowane kostiumy kąpielowe.

''Megaseksualizm: 50 odcieni męskości''

Krótko mówiąc, podczas gdy mężczyzna gubi się i odnajduje w tysiącu określeniach samego siebie, kobiety – sadystycznie oceniające cały ten cyrk – wydają się mieć jasną wizję idealnego i jedynego mężczyzny (a przynajmniej należy mieć na to nadzieję), który jest w stanie zaspokoić ich potrzeby. Chodzi o tak zwanego ''megasexual'', czyli tego, którego Gabriela Wiener, feministyczna pisarka peruwiańska, nazywa ''mieszanką złego wilka i pluszowego misia''.

Rynek masowy tworzy nowy trend, a kobiece sukcesy sagi o wampirach ''Twilight”, czy ostatniej trylogii ''Pięćdziesiąt odcieni”, są jej doskonałą pożywką. W ten sposób ''wrażliwy wampir'' Edward Cullen oraz młody, piękny i bogaty – ale owładnięty manią sadomasochistyczną – Christian Grey, stają się obiektami pożądania wszystkich kobiet, które są już wdowami po normalnym mężczyźnie. Słodki, uprzejmy, czuły i dobrze wychowany z jednej strony, potworny, złośliwy, niebezpiecznie rozpuszczony z drugiej. Taki mężczyzna naprawdę istnieje? O ile można się wyćwiczyć w przynoszeniu róż za dnia i kajdanek w nocy, wydaje się, że jednak nie znajdziemy takiego egzemplarza. W takim wypadku, dla tych supernowoczesnych kobiet, nie pozostaje nic poza masturbacją literacką i filmową za marne grosze. Dlatego zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej zadowolić się tym, co jest na rynku? I w dobrej wierze, ocalić tego biednego mężczyznę zanim będzie za późno!

Fot.: Główna (cc) hyperxp/flickr (oficjalna strona); w tekście: Hanna Rosin (cc) dzięki uprzejmości oficjalnej strony książki; Dieux du stade (cc) dzięki uprzejmości oficjalnej strony Dieux du Stade na Facebooku