Społeczeństwo

Strasbourg: miasto jak sen schizofrenika

Artykuł opublikowany 10 listopada 2014
Artykuł opublikowany 10 listopada 2014

Centrum Strasburga, miasta, w którym mieści się Parlament Europejski, jest piękne i spokojne. Mogłoby się wydawać, że to świątynia dobrobytu. Stolica Alzacji ma jednak również ciemną stronę. Bezrobocie wśród młodych szybuje, a problemy z narkotykami są na porządku dziennym. Setki ludzi może liczyć jedynie na posiłek w jadłodajni dla ubogich. Wielu musi opuścić miasto w poszukiwaniu lepszego życia. 

Gdy nad rzeką Ill zachodzi słońce, w wodzie odbijają się budynki z drewnianymi detalami, charakterystyczne dla wpisanego na listę UNESCO miasta. Wzdłuż brzegów rzeki jeżdżą  rowerami młodzi ludzie. Niektórzy przetaczają się po brukowanych deptakach lub wstępują na piwo do jednego z barów położonych niedaleko centrum. W nocy i za dnia Strasburg jawi się jako pełne życia miasto. Zamieszkuje je jedna z najmłodszych populacji w Europie. Mimo sięgającego 23% bezrobocia miastu wciąż udaje się utrzymać status wielokulturowej tętniącej życiem europejskiej stolicy. Można odnieść wrażenie, że młodzi ludzie którzy wręcz zalewają miasto, nie borykają się z żadnymi problemami. Czy tak jest naprawdę?

W mieście liczącym 272 000 mieszkańców znajduje się jeden z dwóch oddziałów Parlamentu Europejskiego, siedziby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Rady Europy, oraz wielu innych instytucji unijnych. Jako że miasto znajduje się na „skrzyżowaniu Europy", na granicy z Niemcami, wielu jego mieszkańców może poszczycić się biegłą znajomością francuskiego, niemieckiego i angielskiego – trzech języków urzędowych Unii. Jednak czy wszyscy mieszkańcy czują sie tak „europejsko"?

Thomas Boullu pracuje dla SOS Aide aux Habitants, organizacji oferującej pomoc prawną młodym ludziom z narastającymi długami lub z problemami z prawem.  Mówi, że ludzie żyjący na przedmieściach takich jak Neuhof „nawet nie wiedzą czym jest Unia Europejska", nie mówiąc już o możliwościach, które stwarza. Podróż do Neuhof futurystycznym pociągiem podmiejskim ukazuje, jak różnymi miejscami są centrum miasta i przedmieścia. Utrzymane w gotyckim stylu centrum Strasburga, dzięki któremu miasto jest tak znane, wydaje się odległe o lata świetlne. Eleganckie kościoły i lśniące budynki instytucji unijnych stoją w opozycji do zrujnowanych blokowisk. W powietrzu unosi się atmosfera niezdecydowania. Nie ma wątpliwości, że poza centrum blask europejskiego prestiżu Strasburga zanika.

Neuhof jest jedną z najbardziej problematycznych dzielnic stolicy Alzacji. Przy rosnącym bezrobociu wśród młodych i braku planów rządowej pomocy dla osób poniżej 25 roku życia, młodzi są zdesperowani. Handel narkotykami staje się normą w takich okolicach. W październiku 2012 roku 26 młodych osób zostało aresztowanych za członkostwo w prężnej szajce handlarzy narkotykami, która podporządkowała sobie Neuhof. „Wyrokiem dla niektórych z tych osób było aż do dziesięciu lat więzienia" – mówi Boullu, zaznaczając fakt, iż większość z nich była w posiadaniu dużych ilości narkotyków (heroina, konopie, kokaina, itp.). Niektórzy z nich sprzedawali heroinę ze swoich skuterów. „Sąd jest w takich sprawach «agresywny»" – ciągnie Boullu, głosem nadającym sprawie jeszcze większej powagi.

„Takie przypadki są bardzo trudne" – mówi ponuro Boullu. Problemem jest pokonanie uczucia podziałów i izolacji między takimi sąsiedztwami a tymi lepiej prosperującymi, położonymi bliżej centrum. Problemy zaczynają sie od 15 roku życia" – tłumaczy – "gdy młodzież decyduje, że nie chce już kontynuować nauki. Próbują załapać się na praktyki, a jeśli to im się nie uda – są straceni" –  tłumaczy Boullu, dodając, że życie takich ludzi zaczyna się załamywać wraz z narastaniem długów, niestabilnością i brakiem bezpieczeństwa, co naprowadza ich na desperackie rozwiązania.

Brigitte Ludmann pracuje dla Réseau Express Jeunes, organizacji pomagającej młodzieży znaleźć pracę za granicą – w Niemczech. Land Baden-Württemberg położony jest jedyne 45 kilometrów dalej, lecz tam bezrobocie wśród młodych wynosi jedynie 2,8%. Wzdycha, gdy tłumaczy, że trudności napotykane dziś przez młodych ludzi sprawiają, że szukają oni jakiejkolwiek możliwości pracy. „Na początku kryzysu musieliśmy szukać ludzi, dziś musimy odrzucać niektóre kandydatury" – mówi Ludmann. Europejskie programy oferujące młodym ludziom możliwość krótkoterminowego stażu zagranicznego niekoniecznie prowadzą do uzyskania stałej pracy. „To jednak pierwszy krok do otwartości na inne kraje, kultury i języki. Znacząco pomaga również w motywowaniu ludzi i budowaniu ich pewności siebie" – dodaje.

Jej zdaniem nie można jednak zapominać również o tym, że młodym ludziom nie jest łatwo rzucić wszystko i wyjechać. I to nie piękno Strasburga ich tu trzyma. „To bariery kulturowe sprawiają że jest to trudne. Inny język. I fakt, że pieniądze mają wpływ na postrzeganie tego, co znaczy być za granicą" – tłumaczy, ze smutkiem w głosie dodając, że młodzi na wsi mają większe skłonności nacjonalistyczne i uważają, że lepiej byłoby, gdyby Francja wystąpiła z Unii.

Naprzeciwko Palais Rohan, jednego z najbardziej majestatycznych i monumentalnych budynków w Strasburgu, znajduje się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Ludmann mówi mi, żebym odłożyła mój długopis i notatnik – wchodzimy do jadłodajni dla ubogich zarządzanej przez  L’Étage – organizacji już od 30 lat pomagającej młodym bezrobotnym lub bezdomnym. 45 pracowników i 30 wolontariuszy przygotowuje jedzenie oraz pomaga z zakwaterowaniem dla zagubionych 18-25-latków. Młodzież przychodzi tu po talerz ciepłego jedzenia z mieszanką ulgi i desperacji w oczach. Trudno uznać, czy to głód, czy wstyd powoduje, że tak skupiają się na talerzu przed nimi. Mimo to zawsze mają do zaoferowania uśmiech skierowany do osoby obok. Pomimo wyzwań, którym przyszło im stawić czoła, wydają  się zaskakująco spokojni i uśmiechnięci.

„Każdego zaskakuje to, co tu zastajemy" – mówi Ludmann, gdy wita wolontariuszy. „Mamy tu nie tylko niedoświadczonych pracowników. Czasem również wykształceni ludzie muszą żyć na takim poziomie, nie do końca zdając sobie sprawę, dlaczego" – tłumaczy. Początkowo organizacja pomagała 40 osobom, teraz wspiera 600-1000 młodych osób. 

Gdy przechadzam się wzdłuż brzegu rzeki spoglądając na łabędzie sunące po powierzchni wody, prowadzona przez zawsze widoczny budynek Katedry wyłaniający się spoza niezwykłych budynków, starając sie uniknąć kraksy z jednym z setek rowerzystów włóczących się po centrum miasta, zaczynam rozumieć dlaczego młodzi ludzie zostają w Strasburgu. Jakże pięknie mogłoby być, gdyby tylko europosłowie spędzający dnie w pobliskim Parlamencie mogli w końcu przegłosować ustawę tworzącą nowe miejsca pracy, a nie tylko zmuszającą młodych do poszukiwania lepszego życia gdzie indziej. 

TEN ARTYKUŁ JEST CZĘ­ŚCIĄ PRO­JEK­TU „EU­TO­PIA: TIME TO VOTE”, WSPÓŁ­FI­NAN­SO­WA­NEGO PRZEZ KO­MI­SJĘ EU­RO­PEJ­SKĄ, MI­NI­STER­STWO SPRAW ZA­GRA­NICZ­NYCH FRAN­CJI, FUN­DA­CJĘ HIP­POCRÈNE, FUN­DA­CJĘ CHAR­LE­SA LE­OPOL­DA MAY­ERA ORAZ FUN­DA­CJĘ EVENS.