Społeczeństwo

Strasburg, ekoraj utracony: kronika przestępstwa prawie doskonałego

Artykuł opublikowany 17 sierpnia 2011
Artykuł opublikowany 17 sierpnia 2011
Jeśli istnieje idealne przestępstwo ekologiczne, Strasburg jest jego stolicą. Miasto widziane oczami wędrowca, który przybywa z jeszcze brudniejszych i bardziej hałaśliwych miejsc, wydaje się być ekorajem. Żeby odkryć długą listę przestępstw, potrzeba tu prawdziwego Sherlocka Holmesa ze szkłem powiększającym.

Przestępstwo doskonałe

Tramwaj cicho mknie po nieprzerwanym pasie zieleni. Jego koła działają na pedały, a nie na tłoki. Trawniki są uporządkowane, a stare domy otoczone ciemną ramą drewna niczym zapomniane obrazy. Wewnątrz dworca kolejowego widać dziwną kryształową kulę. Słychać dźwięki dobiegające z ulicznego labiryntu, który ma swoje centrum na starym mieście. To nie jest zwyczajne solo klaksonów, ale koncert metalowy stworzony z brzęczących łańcuchów i dzwoniących dzwonków rowerowych. Widać też stare, czarne Renault z dużą żółtą kartką przyczepioną do bagażnika, na której widnieje napis: „Niebezpieczeństwo. Stop elektrowni jądrowej w Fessenheim”.

Ekoraj?Jeśli istnieje doskonałe przestępstwo ekologiczne, Strasburg jest jego stolicą. Miasto widziane oczami wędrowca, który przybywa z jeszcze brudniejszych i bardziej hałaśliwych miejsc, wydaje się być ekologicznym rajem. Jeśli rzeczywiście by tak było, moja podróż nie miałaby sensu. A ja byłbym jedynie zielonym Sherlockiem Holmesem poszukującym zbrodni ekologicznych w mieście pozornie pozbawionym ekoprzestępców. Mógłbym się poddać i wyjechać, gdyby nie ta pierwsza wskazówka, żółta kartka przeciwko najstarszej i prawdopodobnie niebezpiecznej francuskiej elektrowni jądrowej. Bomba zegarowa umiejscowiona na granicy niemiecko-francuskiej, 100 kilometrów od Strasburga, niedaleko parku naturalnego Ballons de Vosges.

To przepaść bez dna: podążaj za pieniędzmi

Wydaje się, że mieszkańców Strasburga martwią tylko dwie rzeczy: stary zakład atomowy oraz, nie wiedzieć czemu, duża odmiana chomika nazywanego „Le grand hamster de l’Alsace”. Mają nadzieję, że pierwszy zginie, a drugi zostanie ocalony przed wyginięciem. A potem? Możliwe, żeby przestępstwa ograniczały się jedynie do procesów rozpadu jądrowego i do losów chomika? Co kryje to idealne miasto?

„Strasburg to miasto ekologicznie szykowne. Ekologia dla bogatych. Dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na elektroniczny samochód i ceny w wypożyczalniach rowerów. Jednak pod lśniącą zieloną powłoką, jest warstwa szarości”. Pierwsze informacje docierają do mnie od Manuela Santiago, działacza na rzecz środowiska ze stowarzyszenia carotte sociale et solidaire [dosł. ‘marchewka socjalna i solidarna’]. Spotykamy się w małym barze, w niegdyś robotniczej, dziś nieco zamożniejszej dzielnicy. Manuel jest dumnym przedstawicielem proletariatu ekologicznego. „Bike-sharing dysponuje dzisiaj porządnym sprzętem, ale ceny są cały czas za wysokie dla młodych studentów bez pieniędzy. To dobre rozwiązanie dla turystów, ale nie dla osób żyjących w biedniejszych dzielnicach”.

Centrale nucleare di FessenheimRowery nie są wypożyczane w przystępnych cenach. Trochę za mało jak na podstawę przestępstwa. Pytam Manuela, czy nie ma czegoś lepszego. I tutaj pojawia się zaskoczenie: największym problemem jest jedzenie. Rzucam okiem na mapę. Znajdujemy się w miejscu osłoniętym przez Schwarzwald, ale terenie subsaharyjski to to nie jest. Proszę o wyjaśnienia. „Teren Alzacji jest bardzo zaludniony – ciągnęło dalej moje zielone «głębokie gardło» – dlatego jest mało miejsca na uprawę. To utrudnia samowystarczalność w kwestii wyżywienia. Trzeba rozwinąć lokalne rolnictwo. Mamy mnóstwo zasobów naturalnych. Moglibyśmy stworzyć czystą sieć energetyczną bazująca na energii słonecznej, wietrznej i hydroelektrycznej. Zamiast tego mamy Fessenheim”.

To proste, Watsonie

Wskazówki zaczynają się mnożyć. A ja zaczynam potrzebować pomocy. Przeglądam książkę telefoniczną Strasburga i odkrywam, że miasto pełne jest adwokatów do spraw ochrony środowiska. Mój palec zatrzymał się na nazwisku Julien Schaeffer, z kancelarii adwokackiej ASA-Avocats. Postanawiam się z nim spotkać. „Istniejące problemy to zakłady przemysłowe nie posiadające autoryzacji, zanieczyszczenie rzek, a także, biorąc pod uwagę, że Alzacja to region zalesiony, przestępstwa związane z kłusownictwem. To są najczęstsze przewinienia”. Wyjaśnia adwokat, uzbrojony w kodeks cywilny. To proste Watsonie.

Wychodzę z gabinetu adwokata pełen wskazówek, ale bez miażdżących dowodów. Włóczę się bez celu, przemierzając ulice i mosty. Nagle coś przykuwa moją uwagę. Mnóstwo niebieskich karteczek mówiących o środowisku. Zaczynam czytać. „Ozon, doktor Jeckyll i Mr Hyde”. Dalej „Zmieniający się klimat!”. Docieram w końcu do „Globalne ocieplenie dotarło do Strasburga”. Podążam ich śladem jak za okruszkami chleba i niespodziewanie docieram do Centrum praw środowiska. To centrum badań Uniwersytetu Roberta Schumanna istniejące od 1973 roku. Tutaj studenci i profesorowie od ponad 35 lat analizują przestępstwa ekologiczne. Może oni będę potrafili udzielić mi odpowiedzi.

Marthe Lucas to młoda badaczka zajmująca się kompensacją ekologiczną. To ona wyjaśnia mi, że wskazówki, które zebrałem, są niekompletne: „Do tego wszystkiego musisz jeszcze dorzucić problem wielkiej obwodnicy zachodniej w Strasburgu, która będzie miała duży wpływ na tereny rolnicze. Jest jeszcze kwestia jakości powietrza. Wciąż jest za dużo samochodów, a tutejszy klimat nie pomaga. Działacze na rzecz środowiska uważają, że budowa nowej obwodnicy pogorszy tylko sytuację”.

„Prawdziwym problemem jest to, że ten kto popełnia przestępstwo ekologiczne, nie zostanie postawiony przed sądem”

Nieskończenie długa lista przestępstw zakłada tak samo nieskończoną listę kar. „Kary są zbyt łagodne – zauważa Marie Pierre Camproux, dyrektorka Centrum – samo zapłacenie kary nie jest wystarczającą groźbą. Lepiej byłoby nakazać tym, którzy popełnili przestępstwo, odnowę zanieczyszczonego terenu”. „Prawdziwym problemem jest to, że ten kto popełnia przestępstwo ekologiczne, nie zostanie postawiony przed sądem”, dodaje Elisabeth Terzic, młoda doktorantka zajmująca się odnową zaniszyszczonych terenów.

Strasburg, Alzacja. Strasburg, Europa

Za dużo zbrodni. Za dużo ofiar. Za dużo przestępstw jak na miasto tak wyraźnie sprzyjające środowisku. Wszyscy są tutaj pod lupą zielonego detektywa. Po zabraniu lupy, zbrodnie znikają, a Strasburg znowu jest małym eko-rajem, który uśmiecha się przed aparatem fotograficznym turystów. Strasburg to Alzacja, ale to także mała, nadmorska miejscowość w Portugalii, średniowieczne miasto włoskie czy metropolia niemiecka. Strasburg to Neapol, Madryt i Ateny. Strasburg to miasto, bardziej perfekcyjne od jednych i mniej mistrzowskie od innych. Strasburg to Europa. Zbrodnie ekologiczne otaczają was wszystkich, od Lizbony po Sofię. Prawdopodobnie wasz ogródek jest jednym z wielu miejsc przestępstwa. Łatwo to odkryć. Wystarczy wziąć szkło powiększające.

Podziękowania dla Birke za cierpliwość i koordynację projektu, Cristinie za gościnność, Tanii za konsultację w kwestii chomików, Jean-Baptiste i Yulii za pomoc przy umawianiu spotkań; podziękowania dla całej ekipy Cafebabel.com w Strasbourgu.

Ten artykuł powstał w ramach projektu Green Europe on the ground 2010-2011, serii reportaży cafebabel.com na temat zrównoważonego rozwoju.

Fot. (cc) Sherlock Holmes/BBC; tekst © Gianluca Martelliano