Społeczeństwo

Studenci Erasmusa wykluczeni przez rząd

Artykuł opublikowany 13 lutego 2013
Artykuł opublikowany 13 lutego 2013
Wybory prezydenckie we Włoszech za niecałe dwa tygodnie, tymczasem blisko 25 tys. studentów ma utrudniony dostęp do lokali wyborczych.

Dekret Prezydenta Republiki Włoskiej nr226 definuje procedurę oddawania głosu przez obywateli włoskich, którzy na stałe znajdują się poza granicami kraju (w szczególności tych, wpisanych do A.I.R.E - rejestru obywateli przebywających za granicą) lub przez osoby przebywające tam na czas określony “z powodu służby lub misji międzynarodowych” (dotyczy to na przykład członków sił zbrojnych, funkcjonariuszy państwowych, profesorów i pracowników naukowych). Pozostali obywatele tymczasowo przebywający za granicą, mogą oddać swój głos wyłącznie poprzez udanie się do własnego okręgu wyborczego we Włoszech, gdzie wpisani są na listy wyborcze.

Co najmniej 25 tys. osób ma utrudniony dostęp do lokali wyborczych

Kim są obywatele, którym uniemożliwia się spełnienie obowiązku wobec państwa, jakim jest oddanie głosu w wyborach? Są to pracownicy i studenci zamiejscowi oraz ci, którzy przebywają za granicą w ramach stypendium Erasmus. Oznacza to, że znaczna liczba Włochów nie będzie mogła zagłosować (wystarczy wziąć pod uwagę tylko jedną z wymienionych grup – włoskich stypendystów programu Erasmus, których jest co najmniej 25 tys.).

Napis na butach: ''oto nasz głos''

Przeczytaj także artykuł: Syndrom wstrząsu poerazmusowego.

W perspktywie zbliżających się wyborów pojawiają się liczne apele, które mają odmienić obecną sytuację. Europosłanka Silvia Costa postuluje, aby dla studentów Erasmusa stworzyć listy wyborcze we włoskich konsulatach lub zwrócić im koszty podróży do kraju. Studenci zwrócili uwagę mediów za pośrednictwem serwisów społecznościowych, a także wystosowali petycję do ministra spraw wewnętrznych - Anny Marii Cancellieri.

Dlaczego ta sprawa - dotycząca przecież dużej grupy społeczeństwa - zdaje się najbardziej dotykać studentów Erasmusa? Problem ten pojawił się przecież wcześniej. Dawniej obywatele i studenci zamiejscowi lub zagraniczni, także stawali przed wyborem: ponieść wydatki związane z podróżą, czy może powiększyć grono niegłosujących? Co więc sprawia, że media poświęcają tej sprawie tak dużo uwagi?

Zapytaliśmy o to kilku studentów. Alessandra P. (21 lat) pochodzi z Bari, studiuje w Trydencie i obecnie przebywa na stypendium Erasmus w Wielkiej Brytanii. Należy do grupy osób, które w sieci zdecydowały się wyrazić swoje oburzenie i stworzyły jedną z najaktywniejszych i najbardziej śledzonych stron na Facebooku (“Włoscy studenci, którzy nie mogą głosować w nadchodzących wyborach”). “Myślę, że zrobiło się głośno o  naszej sprawie dzięki szybkiej mobilizacji”. Według Alessandry, serwisy społecznościowe są niezbędne, aby “zgromadzić wszystkich pragnących głosować, ale pozbawionych tej możliwości”.

“Zasadnicza kwestia to zapewnienie głosu wszystkim posiadaczom włoskiego obywatelstwa,  którzy przebywają poza granicami kraju z powodów takich jak: studia, badania, praca… i którzy za parę miesięcy wrócą do Włoch"- twierdzi Andrea, dwudziestoczteroletni student inżynierii, odbywający obecnie stypendium Erasmus w Paryżu. "To przecież włoski rząd zatwierdził projekt programu studiów za granicą, a teraz nie potrafi stworzyć jego beneficjentom możliwości oddania głosu wyborczego”.

Porażka, czy pierwszy krok w kierunku zmian?

Nie zważając na protesty i oburzenie społeczeństwa, Rada Ministrów zadeklarowała, że w najbliższych wyborach, studenci Erasmusa (czyli co najmniej 25 tys. osób) będą musieli wstrzymać się z oddaniem głosu, gdyż czas nie pozwala na wprowadzenie zmian do konstytucji. ''Należy bowiem wziąć pod uwagę inne podmioty, które znajdują się za granicą z racji studiów, nie objęte programem Erasmus". Wiele osób uznało tę decyzję za porażkę, ale nie Alessandra: “To dopiero pierwszy krok w bitwie, która nie pozwala nam zadowolić się tymczasowym rozwiązaniem, ale zachęca nas do żądania od państwa podjęcia działań na rzecz tworzenia demokratycznych i europejskich Włoch". Młodym Włochom często zarzuca się obojętność polityczną, kojarzy ze zjawiskiem drenażu mózgów i określeniem ''maminsynek'' (wł. ''bamboccione''). Tymczasem ostatnio podejmowane inicjatywy, rysują odmienny obraz młodego polenia: to przedsiębiorczy młodzi ludzie, którzy korzystają z nowoczesnych narzędzi komunikacji w celu przekraczania nowych granic i nie chcą być wykluczeni z życia politycznego własnego kraju. “Udowodnililiśmy, że jest grupa ludzi, która domaga się zmian, i że razem możemy wiele zdziałać".

We Włoszech, gdzie polityka staje się często przyczyną nieufności i drwin, powodów do sprzeciwu nie brakuje, a utrudnienia związane z wyrażeniem preferencji przy urnie to tylko kropla w morzu. Tym, co wywołuje prawdziwą falę wzburzenia wśród młodzieży, są niespełnione obietnice polityków i nawoływanie do zmian, które nigdy nie zachodzą.

Ostatnie, być może najważniejsze pytanie, zadaliśmy dwóm studentom Erasmusa: "wrócicie do Włoch, żeby oddać głos w wyborach 24-25 lutego?". W odpowiedzi usłyszeliśmy: ''Niestety nie. Powstrzymuje nas wydatek na podróż i obowiązkowa obecność na zajęciach''.

Fot.: wszystkie fotografie (cc) dzieki uprzejmości strony ''Włoscy studenci, którzy nie będą mogli głosować'' na facebooku.