Społeczeństwo

Syndrom wstrząsu poerazmusowego

Artykuł opublikowany 7 listopada 2007
Artykuł opublikowany 7 listopada 2007
Erazmus to nieustające imprezy i zabawa, wszystko to zagranicą. Jednak większość wracających studentów przechodzi fazę przygnębienia, czegoś pomiędzy nostalgią a apatią. Czy to koniec ich niewinności?

Rozsypka. Czy też może raczej "kanał". Wyjeżdżający na Erazmusa nie zdają sobie sprawy z tego, że gdy wrócą do swojego kraju, dom im się wyda brzydki, miasto zimne, uczelnia wkurzająca, telewizja dołująca a przyjaciele beznadziejni - mówi Fiorella de Nicola, włoska studentka która swoją pracę magisterską z socjologii pisze o antropologii Erasmusów. Wnioski dotyczące tego, co nazywa zespołem poerazmusowym są jednoznaczne.

Rok spędzony za granicą jest przepełniony emocjami, spotkaniami, ciągłymi odkryciami i poczuciem bycia troszkę "wyjątkowym" - potwierdza Aurélie, mieszkanka Orleanu, która wyjechała na studia do Newcastle. Po powrocie wszystko wydaje się zbyt proste i puste, bo ciągłe zmiany to jedna z części składowych bycia na Erasmusie. Juliane, która wyjechała do Glasgow, żeby studiować języki obce dodaje: wracamy, i zdajemy sobie sprawę że wszystko jest takie, jak przedtem. Podczas gdy my sami zupełnie się zmieniliśmy.

W 2007 roku Erazmus, czyli najbardziej znany w Unii Europejskiej program wymiany studenckiej kończy 20 lat. I może oblewać swój sukces, czyli półtora milionów studentów, którzy wzięli w nim udział i rozjechali się we wszystkie strony kontynentu, oraz tyle samo wydanych dyplomów obcych uczelni.

Jedyną ciemną chmurką na niebie jest, nieobecny w statystykach i w oficjalnie okazywanej radości, problem: gdy tylko ów czarowny okres dobiega końca, większość studentów wraca rozzłoszczonych, jeśli nie przygnębionych, do rodzinnego domu i do nudnej codzienności. Z dala od swojego środowiska, trudno im dzielić się swoimi doświadczeniami, idealizują zagranicę, koncentrują się na sobie... powrót może być dla Erazmusów trudny. Twarde lądowanie po dolce vicie z wódką i fiestą może nawet, w najpoważniejszych przypadkach, prowadzić do depresji.

Diagnoza: zespół poerazmusowy

Erazmus to współczesny rytuał przejścia - podkreśla Christophe Allanic, psycholog kliniczny i specjalista od psychologii przeprowadzania się. Wyjeżdża się z rodzinnego miasta, opuszcza rodzinę po to, żeby znaleźć się w nieznanym miejscu, między nieznanymi ludźmi. Jest to pewnego rodzaju próba. Jednak gdy ją się przejdzie, nie powinno się przestać myśleć o powrocie, bo okaże się że, jak ostrzega Allanic, łatwiej było wyjechać niż wrócić.

Najgorszy jest powrót do rodzinnego gniazda po tym, jak odkryjesz niezależność - ocenia 28-letni Domenico, przewodniczący organizacji studenckiej "Planeterasmus". Student z mniejszego miasta, który mieszkał z rodzicami, będzie po powrocie bardziej przygnębiony - dorzuca. Koniec z zestawem "tiramisu-tortilla-placek lotaryński", z alkoholowymi dyskusjami między Polakami i Włochami, z mieszkaniem z ludźmi z różnych krajów i kultur.

Trzeba się znów przyzwyczaić do normalności - dorzuca 21-letnia Mina. A dokładniej wyrzec się uroczego akcentu i poczucia bycia kimś "wyjątkowym" - znowu jest się "tylko Francuzem", podobnie jak inni, a nie jakąś egzotyczną i rzadką istotą.

No to opowiadaj o Erazmusie!

Student pozostawiony sam sobie często zaczyna czuć się obco w swoim kraju i źle się czuje w sytuacji, gdy nie może podzielić się doświadczeniami z rodziną. Jak w kilku przypadkowych zdaniach opowiedzieć o tak wspaniałym doświadczeniu? - mówi Pauline, lat 21, która spędziła rok w Irlandii.

Żeby poczuć się lepiej, wielu studentów dołącza do organizacji zrzeszających byłych Erazmusów, chodzi na "międzynarodowe imprezy" albo wiąże się z obcokrajowcami. Czego pragną? Chcą po raz drugi przeżyć ten cudowny okres.

Agnieszka Elżbieta Dąbek, sekretarz generalna Erasmus Student Network (ESN) zgadza się z tym: wielu byłych Erazmusów chce być wolontariuszami naszej organizacji po to, by doradzać lub by organizować międzynarodowe imprezy... chodzi tu o podtrzymanie tego płomienia. Jak ocenia Domenico, to poczucie wspólnoty między byłymi a obecnymi Erazmusami jest iluzoryczne. Koniec końców, zamyka się obcokrajowców w ich własnym kręgu, zamiast pozwolić im otworzyć się na kulturę lokalną.

Erazmus - początek

Jednak ten okres żałoby, pomiędzy przygnębieniem a idealizacją jest według Allanica całkowicie normalny, o ile nie trwa dłużej niż parę tygodni. Tęsknota za Erazmusem oznacza wejście w dorosłość i wypędzenie z Raju. Dokładnie zaplanowano, jak ma wyglądać zachęcenie młodych Europejczyków do wyjazdu, jednak nic nie robi się dla nich "potem" - żali się Allanic.

Tak naprawdę to uczelnie powinny się zająć swoimi studentami po powrocie i pomóc im przetrwać ten okres przejściowy. Bez tego to doświadczenie może stać się katastrofą.