Społeczeństwo

Synonimy dziennikarza w Czarnogórze: worek treningowy, człowiek z misją i rzep

Artykuł opublikowany 18 lutego 2011
Artykuł opublikowany 18 lutego 2011
Groźby, niskie zarobki i brak szacunku – życie dziennikarza w kraju sklasyfikowanym na 104 pozycji w rankingu Reporterów bez Granic na temat wolności słowa nie jest usłane różami. A mimo to, z powodu braku opozycji politycznej, dziennikarze są jedynymi gwarantami interesu publicznego; jeden z wielu paradoksów w Czarnogórze.

„Opuszczam stanowisko z zupełnie czystym sumieniem, bez najmniejszej obawy o jakiekolwiek postępowanie sądowe przeciwko mojej osobie”. 15 lutego 1991 r. – 20 grudnia 2010 r., wraz z odejściem Milo Djukanovica ze stanowiska premiera domknęła się 19-letnia luka w historii Czarnogóry. „Wszystkie moje czyny będą mogły być osądzone przez opinie publiczną i historię” – dorzucił prowokacyjnie. Marko Vesovic jest bardziej podejrzliwy niż kiedykolwiek. Młody dziennikarz z dziennika DAN, jednego z trzech opiniotwórczych w Czarnogórze i zdecydowanie najbardziej krytycznego, jest z tych, co recytują z pamięci chronologię procesu, który mógłby się zakończyć skazaniem byłego premiera Czarnogóry za przemyt papierosów. Proceder miał się odbywać z nieocenioną pomocą włoskiej mafii. Niemcy, Szwajcaria i przede wszystkim Włochy – brakuje krajów, których wymiary sprawiedliwości interesują się sprawą Djukanovica – według przywódcy opozycji Nebojša Medojević , symbolem korupcji politycznej. Ale mówienie o tym tutaj może kosztować. Dużo.

Worek treningowy

Wzywamy rząd i wymiar sprawieliwości do wykazania gotowości do walki z korupcją na najwyższym szczeblu administracji publicznej oraz organów politycznych"; Marko zajmuje się również tematyką integracji Czarnogóry z UEJesteśmy w barze naprzeciwko redakcji, gdzie piwo wypije się kilkoma łykami. Jest już późno, gdy „pisarczyk”, jak określają dziennikarzy tutejsi politycy, wreszcie się pojawia. „Przepraszam, ale tu w Czarnogórze jest niewielu dziennikarzy, a wiele do powiedzenia”. Przeprosiny przyjęte. Gdy tak słucham, jak z prędkością światła i zadziwiającą dokładnością relacjonuje najważniejsze wydarzenia w historii jego malutkiego kraju (620 tys. mieszkańców), wyjaśnia korzenie korupcji i przestępczości zorganizowanej, w których się specjalizuje (i co przyniosło mu w 2008 r. Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy Europejskich), zdaję sobie sprawę, że nigdy nie słyszałem żadnego francuskiego dziennikarza mówiącego o swojej pracy z takim entuzjazmem. To naprawdę jego pasja: „Uważam, że dziennikarze powinni być krytyczni wobec ludzi władzy i bronić interesu publicznego... Ja zawsze na uwadze miałem interes publiczny” – odpowiada, gdy pytam, dlaczego wybrał zawód dziennikarza. Więc 400-500 euro miesięcznej pensji to nie to, co przyciąga do zawodu? Ani procesy o zniesławienie, które następują po publikacji większości artykułów krytycznych wobec władzy? „Od kiedy staliśmy się krytyczni wobec rządu, Milo Djukanovic poradził wszystkim ministrami, że najlepszym sposobem na „Vijestię” będą pozwy – wyjaśnia Nadjeljko Rudovic, szef rubryki politycznej „Vijesti”, jednego z najważniejszych dzienników w Czarnogórze. „Niestety, sądy są pod kontrolą polityczną i musieliśmy zapłacić 33 000 euro kary za publikację opinii jednego z przeciwników rządowych planów prywatyzacji”. Jednak u swych początków w 1997 r. „Vijesti” wspierała politykę Djukanovica, który zdecydował się na polityczny rozwód z serbskim przywódcą Miloševićem i zdobyć dla kraju niepodległość. Potem, w 2006 r., gdy już powstało państwo Czarnogóra, dziennik skoncentrował się na śledzeniu adaptacji rządowej polityki do wymogów Unii Europejskiej. „Staliśmy się dla rządu niebezpieczni, więc zrobili wszystko, by nas zdyscyplinować”. 

Marko także otarł się o proces o zniesławienie, ponieważ w Czarnogórze sąd może skazać bezpośrednio autora artykułu, nie tylko redaktora naczelnego. Witamy w sto czwartym kraju (na sto siedemdziesiąt dziewięć) w klasyfikacji względem stopnia wolności prasy według Reporterów Bez Granic! Kraj, w którym nie brakuje paradoksów: Czarnogóra stała się oficjalnym kandydatem do UE w piątek, 17 grudnia 2009 r., podczas gdy w sierpniu tego samego roku Miomir Mugoša, mer Podgoricy, celował z pistoletu na środku ulicy w dziennikarza „Vijesti” i jego fotoreportera (po uprzednim przyłożeniu im w twarz razem z synem i szoferem), ponieważ ci mieli nieszczęście dopytywać o nielegalny parking przed kawiarnią synalka...

Człowiek z misją

Zawód dziennikarza to profesja z reguły źle płatna i niebezpieczna, nie ma co do tego wątpliwości. O sukcesie możemy mówić jedynie w przypadku „Vijesti”, stworzonej w 1997 r. przez dziennikarzy z niezależnego tygodnika „Monitor”, która inspiruje wiele dziennikarskich powołań: „Wszyscy studenci dziennikarstwa chcą w niej pracować” – zdradza Radosh w kawiarni w stylu lounge, którą wybrał na spotkanie. „W latach 1990 istniał jedynie jeden dziennik, „Pobjeda”. „Vijesti” i „DAN” wniosły różnorodność do świata mediów – jeśliby wiedzę czerpać z „Pobjedy”, Czarnogóra jest krajem szczęśliwych ludzi!” – dodaje Jovana, jego koleżanka z grupy na kierunku dziennikarstwa na uniwersytecie w Podgoricy. Trudno nie przyznać jej racji, gdy czyta się dziennik dzień po dymisji Milo Djukanovica: „Nie tylko Bóg obdarował go charyzmą polityczną, która pozwoliła odrodzić się Czarnogórze, ale i natura obdarzyła go wspaniałym talentem oratorskim, fenomenalnym pragmatyzmem politycznym, i dlaczego by nie dodać, rzadką i wyjątkową urodą” – pisze Blagota Mitrić, czarnogórska intelektualistka. A Nedjejko Rudovic potwierdza: „Przed «Vijesti» 80% informacji pochodziło z Serbii. Dziś 80% pochodzi z «Vijesti» i «DAN-u». Te media dały Czarnogórzanom możliwość samodzielnego wyrobienia sobie zdania o polityce, po stu latach informacyjnej dominacji z Belgradu”.

Rzep

Być dziennikarzem w Czarnogórze to opierać się wpływom politycznym i konstruować narodową opinię publiczną. Ale zostać dziennikarzem, to jeszcze inna historia. Na ostatnim piętrze Wydziału Nauk Politycznych wśród studentów dziennikarstwa panuje atmosfera niepewności. Kierunek istnieje od czterech lat, ale 30 studentów czekających na zajęcia z historii prasy jest zgodnych: za mało praktyki, za dużo teorii. A więc zaraz po wyjściu z zajęć,by zaspokoić ich pragnienie działania, Radosh z dwoma kolegami kierują się wielkimi krokami w stronę studia Atlas TV, w którym od trzech miesięcy prowadzą cotygodniowy program „tworzony przez młodych dla młodych”. Dziś będą robić wywiady z młodymi zaangażowani w politykę i, najwyraźniej, praktyka przynosi owoce: „Recytują mi gotową formułkę o tym, jak ich partia dba o młodych” – obrusza się Radosh, któremu zdarzyło się już usłyszeć prośbę z ust polityka o przeczytanie pytań przed wywiadem... „I denerwują się, ponieważ zadaję im inne pytania!”. „Zielony jeszcze, łatwy do onieśmielenia” – mówią sobie może politycy? To nie takie pewne. Gdy słucha się Radosha mówiącego o Fernhacie Dinosha, Ministrze Praw Człowieka i Mniejszości, który całkiem niedawno zadeklarował: „Istnienie homoseksualistów nie służy Czarnogórze”, wydaje się, że głos tych nowych rekrutów dziennikarstwa zabrzmi głośną krytyką od korupcji politycznej przez relacje między władzą i społeczeństwem obywatelskim, od prawa do niepodległości terytorialnej po podstawowe wolnośi LGBT.

Artykuł powstał w ramach nowego projektu cafebabel.com na lata 2010-2011 poświęconego Bałkanom: Orient Express Reporter.

Fot. główne ©Simon Chang/www.simon.chinito.com/ ; Pobjeda : ©Emmanuel Haddad ; Wywiad: ©Simon Chang/www.simon.chinito.com/