Społeczeństwo

Tragedia grecka w trzech aktach: jak się poruszać i czym się ogrzać w Atenach

Artykuł opublikowany 4 maja 2012
Artykuł opublikowany 4 maja 2012
Jak wygląda codzienne życie w cieniu gospodarczego kryzysu w wyśmiewanej, wyszydzanej, i na końcu zapomnianej Grecji oczami Kateriny Tzekou, 25-letniej studentki i Costy Andreotisa, pracownika muzeum?

Mimo kryzysu gospodarczego codzienne życie Greków toczy się normalnym torem: wstają rano, odprowadzają dzieci do szkoły, chodzą do pracy, starają się przyjemnie spędzić weekend... Rutyna typowa dla większości Europejczyków. Jedynie „dla mnie, zwierza się Costa, kryzys gospodarczy jest nieodłączną częścią każdego dnia i czyni z nich nieustający maraton!”. Costa pracuje w muzeum. W swoim domu porusza się po schodach: winda nie działa, „wciąż czekamy na zbiórkę od lokatorów, w tym starszych ludzi z czwartego piętra, aby ją naprawić”. Następnie udaje się do muzeum środkami komunikacji miejskiej, jeśli danego dnia akurat działają. Strajki zdarzają się bowiem bardzo często. Od czasu generalnych strajków przeciwko poprzedniemu projektowi ustawy o programie oszczędnościowym we wrześniu i październiku ubiegłego roku, paraliż komunikacyjny to w Atenach norma. Warto jednak zauważyć, że protesty z 2011 r. przynajmniej przyciągnęły uwagę międzynarodowych mediów. Teraz, kiedy Grecy są zmuszeni chodzić do pracy na piechotę, nie wzbudza to już większego zainteresowania. Tak czy inaczej, dla Costy korzystanie z samochodu jest wykluczone: benzyna bezołowiowa kosztuje 1,65€ za litr, a znalezienie miejsca parkingowego w stolicy graniczy z cudem. Za 45 euro nie zatankuje nawet 25 litrów.

Ateny, miasto pieszych w 2013?

„Moj budżet jest zbyt ograniczony, żeby używać samochodu”

Poza tym, trzeba jeszcze ten samochód mieć. Costa akurat ma, ale nie stać go na jego utrzymanie. W beztroskich czasach zakupił wymarzoną Alfę Romeo, która nadal sporo go kosztuje z powodu kredytu i rocznej opłaty, około 260€. „Moj budżet jest zbyt ograniczony, nie mam już środków, żeby utrzymać samochód, nie stać mnie na naprawy”. Jeździ więc autem w złym stanie technicznym i bez ubezpieczenia. Ostatnio tysiące Greków oddało do wydziału komunikacji tablice rejestracyjne w celu uniknięcia podatków. To absurdalne zrządzenie losu jest wynikiem bezsensownej polityki rozpoczętej w 2009 roku. W tamtym czasie Grecy dostawali dofinansowanie przy zakupie nowych aut i złomowaniu starych, a dzisiaj są zmuszeni do zapłaty „zielonego podatku” w ramach nowego eko planu. Jeśli dodać do tego ubezpieczenie, koszty posiadania samochodu w Atenach robią się zbyt wysokie.

Wzrost przestępczości i ogrzewania drewnem 

Rano, w mieszkaniu Kateriny można zamarznąć. Jak wyjaśnia, „mieszkańcom budynku nie udało się zebrać odpowiedniej sumy, aby zapewnić stałe ogrzewanie: teraz działa przez 3 godziny, trochę rano, a trochę wieczorem ...”. I to nie tylko w budynkach komunalnych. Oszczędzanie na ogrzewaniu stało się swego rodzaju modą w greckich miastach. Podwyżka cen ropy w połączeniu z obniżeniem zarobków, zmusiły Greków do powrotu do „oldskulowych” metod: do łask powrócił stary, dobry piec drzewny. Zapotrzebowanie jest tak duże, ze Grecja zmuszona jest importować drewno z Ukrainy, Macedonii czy Albanii.

Czyżby ta fotka rzeczywiście była reprezentatywna? W godzinach szczytu, ateńskie metro jest niezwykle zatłoczone.

Katerina jest studentką. Dzisiaj, aby dotrzeć na Wydział Archeologiczny, jedzie metrem. Zatłoczonym, ponieważ z powodu problemów gospodarczych, pociągi jeżdżą rzadziej. Coraz więcej jest też pasażerów na gapę, a wielu liczy na to, że ktoś odda im wciąż ważny bilet. „Gest solidarnośc” - tłumaczy Katerina. W tym pięknym metrze, zdobionym marmurem i płaskorzeźbami, Katerina nie kontempluje już świetności swojej cywilizacji, a raczej rozmyśla o jej upadku... Szybko wraca jednak do rzeczywistości: boi się, ze wśród tłumu mogą zniknąć jej rzeczy osobiste. Złodzieje błyskawicznie znajdują portfele, telefony i torby z komputerami. 

Zresztą lepiej unikać poruszania się metrem w określonych godzinach i sytuacjach. Jeśli plac Omonia, drugi co do wielkości w stolicy, był zawsze miejscem spotkań na szlakach handlowych Agory, dzisiaj jest tu niezbyt bezpiecznie. A to za sprawą handlarzy i imigrantów wszelkiej maści, którzy ostatnio przenieśli się do sąsiednich dzielnic ze swoimi ciemnymi interesami, robionymi w biały dzień. Pod koniec zeszłego tygodnia, w północno-wschodnich dzielnicach Aten , co czterdzieści minut miała miejsce kradzież z włamaniem.

Ten artykuł jest pierwszym z serii zatytułowanej „Tragedia grecka w trzech aktach”.

Fot.: główna  (cc) Єmma Brown/flickr; w tekście: (cc) valix/flickr i (cc) sinus iridium/flickr