Społeczeństwo

Tłumaczenie zagrożenia: chińscy imigranci walczą o pobyt we Francji

Artykuł opublikowany 6 września 2006
Artykuł opublikowany 6 września 2006
Nicolas Sarkozy obiecał zwiększyć liczbę deportacji nielegalnych imigrantów do 25000. Siatka nauczycieli walczy w obronie swych uczniów i ich rodzin.

Jeśli zaprezentujecie te akta w takiej formie, polecicie do Chin najbliższym samolotem, mówi Christine, nieco uparta nauczycielka-feministka patrząc znad okularów na parę. Rozumiecie to? Nie wiecie, gdzie pracujecie, nie mówicie po francusku i nie składacie deklaracji o dochodach - od razu wyślą was powrotem do Chin. Młoda dziewczyna powoli podnosi wzrok, kiwa głową i uśmiecha się. Nic nie rozumie.

Starcie francuskich nauczycieli z Ministrem Spraw Wewnętrznych

Christine rzuca okiem na drugi pokój i przerywa kolegom. Ona nie ma zielonego pojęcia o niebezpieczeństwie, w jakim się znajduje - wybucha ze wściekłością. Od kilku miesięcy aktywiści z Réseau Education Sans Frontičres (RESF), organizacji pozarządowej walczącej o prawa zagranicznych uczniów we Francji, zajmują puste biura rady miejskiej. Tu, w 13-tej dzielnicy Paryża, pomagają uczniom ze społeczności chińskiej w walce o pozostanie we Francji. Nauczyciele i mistrzowie sztuki radzenia sobie z papierkową robotą pomagają ich rodzinom w przygotowaniu akt i podań, które mogą zapobiec ich deportacji.

Niebezpieczeństwo dotyczy rodzin nielegalnych imigrantów we Francji. Minister Spraw Wewnętrznych Nicolas Sarkozy obiecał podwyższyć liczbę tegorocznych deportacji do 25000. Rodziny z dziećmi, które nie spełniają wymogów dotyczących pobytu stałego dostały czas do końca roku szkolnego 4 czerwca. Od tamtej pory, wiele rodzin żyje w obawie przed aresztowaniem. W obliczu potencjalnego wydalenia setek dzieci, RESF nadzoruje pracę siatki oddanych nauczycieli i aktywistów, którzy organizują demonstracje i pomagają rodzinom otrzymać pozwolenia na pobyt stały.

Tłumaczenie zagrożenia

His Wang Mu i Chen przybyli do Francji w 2003r. z prowincji Wenzhou, położonej na południe od Szanghaju. Oboje pracują w Belleville w Paryżu, szyją spodnie i garnitury. Christine zagłębia się w ich dokumenty z przygnębieniem. A, to są wasze paszporty, mówi patrząc na zaplamione ksero, potrzebne będą nowe kopie każdej strony, aby potwierdzić to, że nie opuściliście terytorium Francji. Młoda kobieta kiwa głową i dodaje - nie mamy już naszych paszportów - dziecko... - gestykuluje rękoma. Catherine spogląda w górę i nagle się uśmiecha - ach, dziecko je podarło. Jean-Jacques, aktywista z nienajlepszą fryzurą i okrągłymi okularami wyjaśnia, że wielu z nowych imigrantów żyje w małych społecznościach rządzonych przez chińskich przywódców i rzadko mówi po francusku.

Potrzebujemy tłumacza - wzdycha Catherine, odkładając okulary na stół. W pokoju zapada cisza, wokół nieznośny upał i jedyne co słuchać to powolny warkot jedynego wiatraka stojącego w rogu biura. Annita, entuzjastyczna rudowłosa, podnosi się. Poczekajcie, poproszę Huna - mówi ochoczo. Idzie do drugiego pokoju, gdzie kolejna rodzina przygotowuje aplikację o pobyt stały. Stos papierów, oficjalnych dokumentów i ksero leży na biurku, a przygląda mu się srogo Annie, kolejna aktywistka. Wraca z Hunem, około 10-letnim chłopcem, który ma na sobie czerwoną koszulkę i szerokie białe spodnie. Drapie się po ręce, a Annita trzyma go za barki. Catherine podnosi wzrok - wytłumacz im, że jeśli pokażą te akta władzom, zostaną odesłani do Chin. Spokojny i skoncentrowany dwunastolatek tłumaczy. Para pokiwała głową i zamieniła kilka słów.

Monotonność papierkowej roboty i nuda wynikająca z obowiązków administracyjnych jest w wielkim kontraście ze stawką, o którą trwa walka. Ryzyko deportacji jest bardzo realne, pomimo całej cierpliwości i spokoju charakterystycznego dla członków chińskich rodzin. Dwoje nastolatków, Fengxue Cai oraz Zhiyian Ni - uczniów paryskiego Lycée Technique du Bois de Paris, zostało już aresztowanych i umieszczonych w "areszcie domowym". Czekają obecnie na deportację do Szanghaju. Zdaniem Ricarda Moyana, członka RESF, imigranci deportowani do Chin są natychmiast wysyłani do obozów pracy i ciężko jest ich potem namierzyć.

Hun waha się przez chwilę i powoli wraca do pokoju obok. Tam, Annie – kolejna nauczycielka - przegląda papiery jego ciotki. Jej szansa na uzyskanie pozwolenia na pobyt stały jest o wiele wyższa, niż może się to wydawać. Certyfikat małżeństwa, szczegółowe informacje o koncie bankowym, ważne paszporty, papiery podatkowe... jest nadzieja.

Postęp w pracy papierkowej

Po drugiej stronie stołu, ciotka Huna Da-Xia pokazuje mi zdjęcia dwójki swoich dzieci - Marjorie i Remi. Marjorie spogląda w górę zaskoczona z nieco brudną buzią. Remi patrzy się na nas z powagą małego Buddy. W przeciwieństwie do Huna, te dzieci przyszły na świat we Francji. Da-Xia wyjaśnia, że przybyła do Francji z przyczyn ekonomicznych - zarobki w Chinach nie są dobre, tutaj jest praca, a w dodatku całe moje kuzynostwo i rodzina tutaj mieszkają. Jak się tu dostała? Jej paszport ukazuje część tej historii. Uciekła z Chin, zniknęła w Libanie i pojawiła się ponownie w Surinamie. A potem? A potem jechaliśmy - wyjaśnia. Nauczyciele śmieją się, ale Da-Xia potrząsa głową stanowczo, tak, jechaliśmy, to było bardzo daleko i zajęło nam prawie dwa miesiące. Patrzę na Huna i zastanawiam się, jak on przybył do Francji. Czy Twoja siostra przebyła taką samą drogę? - pytam. Nie, przybyła w inny sposób - odpowiada Da-Xia. Jak inny - dopytuję. Inny powtarza cicho i odwraca wzrok.

W rogu Christiane, która wciąż pracuje nad aktami Chena i Hsi Wang Mu, wystawia głowę - Hun, jak po chińsku mówi się "wypłata czekiem"? Bo ona myśli, że mówię o jej ubraniu. Z rękoma położonymi na kolanach, Hun myśli przez chwilę i nie odpowiada. W wieku dwunastu lat pojęcie "wypłaty czekiem" może być niejasne. Spytany czy chce wracać do Chin, Hun mówi raczej stanowczo: Chciałem, ale teraz wolę zostać we Francji z przyjaciółmi. Annie podnosi wzrok, już prawie skończyliśmy - mówi wzdychając z ulgą. W pokoju obok, Chen i Hsi Wang Mu wychodzą, mają przyjść w następnym tygodniu z mówiącym po francusku znajomym. Annie sporządza listę kilku dodatkowych dokumentów, które będą im potrzebne do uzupełnienia aplikacji. Uśmiecha się – zbliża się koniec dnia.