Społeczeństwo

Turcja: „Bóg chroni małe dzieci i komiksiarzy”

Artykuł opublikowany 11 września 2012
Artykuł opublikowany 11 września 2012
Każdy Turek zna najnowsze czasopisma satyryczne i humorystyczne takie, jak „Leman”, „Penguen” czy „Uykusuz”. Jednak rządowi pod przewodnictwem premiera Erdoğana są one raczej solą w oku. Mimo ciężkich warunków i represji, czasopisma te niestrudzenie dostarczają nowe materiały w ramach społecznej krytyki.

„Dwa miesiące temu ktoś próbował podpalić redakcję Penguen” - wyjaśnia mi Emre Yavuz – i nagle rozumiem: tak się składa, że dzień wcześniej próbowałem odwiedzić redakcję tego tureckiego czasopisma humorystycznego. Bez wcześniejszego umówienia terminu – i bezskutecznie. Według trzydziestokilkuletniego Emre od czasu próby podpalenia – nikt tam nie wierzy w wypadek – wszyscy w redakcji są trochę nerwowi. Z Emre Yavuz natomiast, lektorem i tłumaczem magazynu „Uykusuz” („Bezsennie”), mam umówione spotkanie – i za chwilkę serdecznie powita mnie on w progach redakcji. „Nazywamy wprawdzie Uykusuz czasopismem humorystycznym, ale właściwie to jesteśmy periodycznym komiksem“ - tłumaczy mi.

"Spotkanie z Bülent Arabacioglu i Galip Tekin było dla mnie czymś niezwykłym" - twierdzi Yavuz. "Pamiętam ich historyjki, gdy jako dziecko czytałem 'Gırgır'. Teraz to mnie przypadło publikowanie ich prac".

I rzeczywiście, wiele historii w gazecie to nie pojedyncze humorystyczne obrazki, lecz ciągłe serie obrazkowe - co nie oznacza, że „Uykusuz” boi się politycznych kontrowersji. „Uykusuz” nie przywiązuje uwagi do prominentnej autoreklamy przed drzwiami budynku, w którym mieści się redakcja. Jedynie charakterystyczne logo w korytarzu zdradza, że w lokalu znajduje się redakcja, zatrudniająca 22 rysowników. To taki środek ostrożności przeciwko ludziom, którzy swoją dezaprobatę wobec nas wyrażają nie tylko werbalnie.

Kiedy sułtani kręcą nosem

Sojusznicy i koledzy po fachu Emre Yavuz mają wszelkie powody do dumy – rysunkowa krytyka państwa tureckiego posiada bardzo długą tradycję. Już w końcu XIX wieku wielki nos ostatniego sułtana Abdülhamida II stał się powodem powstania szyderczych rysunków. Żarty na temat nosa tak rozjuszyły osmańskiego władcę, że bez namysłu zakazał swoim poddanym używania słowa „nos”, co jeszcze bardziej zachęciło karykaturzystów. Jednak karykaturzyści przeżyli swój „złoty wiek“ dopiero około 70-ciu lat później. Magazyn rysunkowy „Gırgır” („Zabawa”), którego założycielem był Oğuz Aral, sprzedawał w latach 70. i 80. do 500 000 egzemplarzy na tydzień. Aral był pracowitym nauczycielem - wziął pod swoje skrzydła całe zastępy entuzjastów komiksów. Ale z czasem dzieci Arala usamodzielniły się i założyły swoje własne komiksy. Ich nazwy – „Leman”, „Penguen”, „Uykusuz” – są dzisiaj znane praktycznie w całej Turcji. I nawet jeśli treść tych komiksów jest bardzo kontrowersyjna, to można je dostać w niemalże każdym kiosku.

Postacią, która bezpowrotnie wciągnęła Cenka w komiksy, był Superman. Cenk po raz pierwszy spotkał się z nim w wieku 6 lat. Magazyn „Gırgır” był dlatego tak popularny, gdyż powstał w czasie, gdy wszelkie partie polityczne były prawnie zakazane – czasopismo stało się wentylem dla społecznej i rządowej krytyki. Rząd wojskowy, który zwykle bardzo surowo obchodził się z opozycją, wtedy w dużej mierze pozwalał karykaturzystom na ich twórczość. „Oni przecież sami czytali Gırgır i śmiali się z tych rysunków”, mówi Cenk Könül, sprzedawca w Gon* – jednym z niewielu sklepów z komiksami w Stambule. Ale te czasy już dawno minęły: „Od czasu dojścia do władzy Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) [2002] coś się zmieniło. Nie tylko to widzimy i słyszymy, ale także odczuwamy” - 30-letni Könül opisuje w ten sposób bóle brzucha, które obecnie odczuwają nie tylko komiksiarze w Beyoğlu. Nieważne, czy osoby mocno religijne, kemaliści, konserwatyści, lewicowcy, czy demokraci – gdzie kiedyś panowała tolerancja wobec dysydentów, tam dzisiaj wzrasta tendencja odgraniczania się od wszystkiego wszelkimi możliwymi środkami. Potwierdził to Könül i starsi klienci: „Oni mówią, że artyści kiedyś odważniej pisali i rysowali”.

Erdoğan: kocur bez poczucia humoru

Podczas gdy "Penguen" opublikował "zoo Erdoğana", magazyn "Leman" odpowiedział "ogrodem warzywnym" premiera. Jedno jest pewne - pod względem braku poczucia humoru Recep Tayyip Erdoğan może się spokojnie mierzyć z sułtanem Abdülhamidem II. Już w roku 2005 premier Erdoğan pozwał sądownie karykaturzystę Musa Kart, piszącego dla krytycznej wobec rządu gazety „Cumhuriyet”. Musa Kart narysował Erdoğana jako kota, który bezradnie plącze się w kłębku wełny – był to komentarz w sprawie kruczków i pułapek polityki rządowej. Premier poczuł się zniesławiony, odwołał się do sądu – i wygrał! Kart musiał zapłacić 5000 tureckich lirów (ok. 2300 euro). Ale komiksiarze wzięli na premierze odwet. I znowu Erdoğan zasypał ich pozwami. Tym razem jednak sąd orzekł na korzyść rysowników.

Czasopismo „Harakiri” natomiast, nowość w annałach magazynów komiksowo-satyrycznych, zapłaciło państwu grzywnę, która prawie doprowadziła je do ruiny finansowej. Latem 2011 roku magazyn musiał zapłacić 150 000 tureckich lirów (ok. 70 000 euro), ponieważ rysunki w nim opublikowane rzekomo „prowadziły naród turecki do zepsucia i przygodnictwa” i „propagowały rozwody”. Tak to przynajmniej widziała Komisja ds. Ochrony Nieletnich przed Obscenicznymi Publikacjami i poleciła noszenie egzemplarzy czasopisma w nieprzeźroczystych okładkach. Redakcja „Harakiri” publikowała dalej mimo utrudnionych warunków finansowych. Cały rok musiał minąć do czasu, gdy w lipcu2012 roku zostało opublikowane nowe wydanie. Könül umieścił je na wystawie zupełnie z przodu. W prawym górnym rogu widnieje krótki, wojowniczy napis Poşetten döndük! – bez okładki!”

Po prawej: kawiarnia znajdująca się na pierwszym piętrze budynku.

Tuncay Akgün zna dobrze wyczerpujące sądowe potyczki. Zegar wybija jedenastą w nocy, kiedy cały spocony 50-letni Tuncay Akgün otwiera drzwi redakcji „Leman”. W 1987 roku Tuncay Akgün, redaktor naczelny magazynu-poprzednika „Limon” („Cytryna”), został skazany na karę więzienia w zawieszeniu. Tuncay Akgün, dziś redaktor naczelny magazynu Leman, został ponownie pozwany przez aktualne władze. Dwa razy czasopismo musiało wybulić pieniądze, raz postępowanie zostało zawieszone. Akgün nie chce ustąpić narastającej presji: „Będziemy dalej rysować jak dotychczas i przedstawiać problemy społeczne na naszych rysunkach”. Do problemów społecznych Turcji należą: tzw. „zabójstwa honorowe”, stosunek do mniejszości kurdyjskiej, nieopisana domowa przemoc wobec kobiet. Ta niezależność ma jednak swoją cenę. Aby dalej móc wypowiadać się na „gorące“ tematy, Akgün rezygnuje z donosicielstwa i przystępuje – jak dzisiaj – do niedzielno-nocnego czuwania. Pracownia Tuncay Akgüna – w przeciwieństwie do innych tego typu – nie jest specjalnie zamaskowana od zewnątrz: na parterze budynku redakcji, w pobliżu pasażu handlowego znajduje się dobrze widoczna i dostępna dla każdego kawiarnia Cafe Leman Kültür.

W progach kawiarni – wytapetowanej po sufit komiksowymi historyjkami i starymi wydaniami „Leman” – serdecznie witani są entuzjaści komiksów, dysydenci, lewicowi aktywiści i krytycy premiera. Można tutaj wspólnie podyskutować albo po prostu poczytać w spokoju najnowsze czasopisma. Ale co będzie, gdy również tutaj zajrzy jakiś szaleniec z zapalniczką lub czymś gorszym w ręku? „Ach” - mówi Tuncay Akgün i skręca sobie papierosa: „Bóg chroni małe dzieci i komiksiarzy”.

*Sklep Gon znajduje się na: Yeni Çarşı Caddesi 34A, Galatasaray

Niniejszy artykuł powstał w ramach piątej edycji sztandarowego projektu cafebabel.com - "Orient Express Reporter II".

Fot.: główna © penguen.com; w tekście: © Jens Wiesner dla projektu cafebabel.com "Orient Express Reporter", Stambuł, lipiec 2012.