Społeczeństwo

Uciec przed greckim kryzysem: o trudnych powrotach Albańczyków do domu

Artykuł opublikowany 15 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 15 czerwca 2012
Coraz więcej Albańczyków wraca z pogrążonej w kryzysie Grecji do ojczystej Albanii. Poznajcie Ndricima i Vladimira, którzy usiłują zarobić na życie prowadząc kafejkę internetową. Ale zacząć wszystko od nowa nie jest łatwo, zwłaszcza w Albanii, która podobnie jak Grecja przeżywa ogromne problemy gospodarcze.

Jest późne popołudnie, Ndricim i Vladimir siedzą przed własną kafejką internetową, jeszcze w fazie remontu. Jednopiętrowy budynek na obrzeżach miasta Elbasan w środkowej Albanii to ich nowe życie. Zainwestowali weń większość oszczędności. Jednak zainteresowanie kafejką jest niewielkie. Bracia powrócili do ojczyzny pół roku wcześniej, z ogarniętej kryzysem Grecji.

W 1991 roku, krótko po przełomie, tak jak tysiące innych Albańczyków wyruszyli do Ziemi Obiecanej, Grecji. Po dziesięciu godzinach marszu przekroczyli górzystą strefę graniczną. Potem szybko zintegrowali się z albańską diasporą, która do dziś stanowi w Grecji największą grupę imigrantów.

Vladimir ma dziś 41 lat, Ndricim 38. Siedząc na plastikowych krzesłach w blasku zachodzącego słońca, wspominają z nostalgią trudny start w Grecji: „Na początku żyło nam się ciężko. Spaliśmy pod gołym niebem, bo biednym imigrantom nikt nie wynajmie dachu nad głową. Ale potem szło nam już dobrze, prowadziliśmy normalne życie. Mieliśmy mieszkanie, pracę, samochód, dzieci chodziły do szkoły. Uczyliśmy się żyć bez strachu. Myśleliśmy, że mamy perspektywy”. Ndricim i Vladimir mieszkali na przedmieściach Aten w Spata, gdzie huk przelatujących samolotów należy do codzienności. Ndricim pracował jako robotnik przy budowie lotniska w Atenach. Vladimir również zaczynał karierę w firmie budowlanej, by następnie znaleźć zatrudnienie w ubezpieczeniach.

Coraz więcej Albańczyków opuszcza Grecję

Przeczytaj także nasze dossier poświęcone Tiranie: „Tirana, nic nowego pod słońcem

Według danych albańskiej stacji News 24 tylko w tym roku powróciło z Grecji ok. 1 200 albańskich emigrantów. „Kryzys nadchodził stopniowo” - opowiadają bracia. Najpierw była praca w niepełnym wymiarze godzin, potem ostre obniżki pensji. W końcu Vladimir nie był w stanie opłacić czynszu za mieszkanie w Atenach. Jego żona zaczęła pracować na czarno, pakowała telefony komórkowe i makaron– za 3 euro za godzinę. Gdy Vladimir nie widział już innego wyjścia z sytuacji, zdecydował się na powrót do Albanii. „Moje dzieci mocno się sprzeciwiały. Wyrosły w greckiej kulturze i tam chodziły do szkoły. Jeśli jeździły do Albanii to tylko po to, by odwiedzić dziadków, jako wczasowicze, a nie po to, by tam zostać”. Do dziś dzieciom trudno jest się zintegrować. Mnożą się problemy w szkole, gdzie należy mówić po albańsku, a dzieci Vladimira nadal używają między sobą języka greckiego. Nauczycielka nie raz już wzywała rodziców, chcąc ukrócić proceder mówienia po grecku w albańskiej szkole.

Jeszcze będąc w Grecji, bracia zaczęli budować domy w Elbasan. Lokum na stare lata oraz kąt dla dzieci - takie samo marzenie miało wówczas wielu emigrantów. Nareszcie były stałe przychody i nadzieja, że gospodarka Albanii też będzie się dobrze rozwijać. A potem skończyły się pieniądze. U Ndricima gotowy do zamieszkania jest tylko parter, u Vladimira suterena. Podobnie wiedzie się wielu, którzy powrócili i mieszkają teraz w niedokończonych domach.

Wróciliśmy, by coś zmienić - ale w Albanii nie ma pracy

Już pierwsze dni w ojczyźnie przyniosły braciom rozczarowanie. Albański rząd premiera Saliego Berishy miał duże oczekiwania wobec obywateli powracających do Albanii. Liczono, że zarobione za granicą pieniądze zainwestują w kraju. Rzeczywiście, wielu emigrantów utraciło zaufanie do greckiego systemu bankowego i lokowało swoje pieniądze w Albanii. Do maja 2012 było to przynajmniej 510 milionów euro. Jednak obecnie, z powodu złej sytuacji gospodarczej, wielu potrzebuje pieniędzy po prostu po to, żeby przeżyć. Tymczasem albański rynek pracy szturmują dobrze wykwalifikowani emigranci i wypierają z niego Albańczyków o niższych kwalifikacjach.

W zeszłym roku Ndricim pracował tylko przez dwa miesiące. „Żyliśmy z oszczędności”, mówi. Teraz pracuje na czarno w firmie budowlanej w Elbasan: zarabia ułamek tego, co inkasował w Grecji.

Internet i fasola jako recepta na kryzys

Poważnym problemem dla albańskiej gospodarki jest przede wszystkim dramatycznie rosnące bezrobocie wśród młodzieży. Trzeba jednak przyznać, że 13% bezrobotnych to i tak wciąż mniej niż 21% w sąsiadującej Grecji. Kryzys w Grecji ma coraz większy wpływ na Albanię. Wcześniej greckie firmy dużo inwestowały w słabą infrastrukturę kraju. Teraz budowy niszczeją. Na wsi nadal zdarzają się przerwy w dostawie prądu, drogi są słabo rozbudowane. Artykuły spożywcze i energia są coraz droższe. Od początku roku eksport, skierowany głownie do Italii, która także odczuwa skutki kryzysu, zmalał po raz pierwszy od dwóch lat. To wyraźne symptomy recesji, która wisi nad Albanią.

By nie popaść w biedę, bracia przejęli inicjatywę. Vladimir w swojej rodzinnej wsi, obok kafejki internetowej, prowadzi również uprawę fasoli. Nikt nie może mu jednak zagwarantować, że uda mu się ją sprzedać na bazarze.Ndricim w każdej chwili byłby gotów wrócić do Grecji: „Gdyby mój pracodawca zadzwonił po mnie, natychmiast pojechałbym do Aten. Tam dostaję 50 – 60 euro na dzień, tutaj tylko 15 euro. Właściwie nie ma sensu tutaj zostawać”. Nie chciałby tylko zmuszać dzieci do ponownej zmiany miejsca zamieszkania, „bo życiem dzieci nie wolno się bawić”.Słońce już prawie zaszło, Vladimir otwiera kolejną butelkę piwa. Jutro będą dalej rozbudowywać swoją kafejkę internetową. Nie pozostaje im nic innego.

Autor powyższego tekstu - Eckehard Pistrick, jest członkiem platformy dziennikarskiej n-ost, zrzeszającej korespondentów z Europy Wschodniej. 

Fot.: główna (cc) jiuck/flickr; tekst: Elbasan (cc) santacroce/flickr i Sali Berisha (cc) primeministergr/flickr