Społeczeństwo

Unia Europejska mogłaby odegrać w Tybecie ważniejszą rolę niż ONZ

Artykuł opublikowany 4 grudnia 2006
Artykuł opublikowany 4 grudnia 2006
Tybet powrócił na strony gazet i ekrany telewizorów odkąd od czerwca Lhasa, stolica Tybetu, ustanowiła bezpośrednie połączenie z Pekinem drogą kolejową.

Sonam Norbu, sekretarz od stosunków międzynarodowych w rządzie tybetańskim na zesłaniu, towarzyszy nam w Dharamsala, miasteczku indyjskim, w którym od 1959 roku jest ustanowiony Dalajlama i jego rząd.

El nuevo tren entre Pekín y Lasha, Foto: owltoucan/FlickrPo otwarciu linii Lasha-Pekin, rząd powiedział, że "najważniejszą rzeczą dla tybetańskiej wioski nie był pociąg sam w sobie, lecz sposób, w jaki się go będzie używać". Czego powinni bać się Tybetańczycy?

Infrastruktury, jakie Chiny rozwijają w Tybecie nie są niebezpieczne same z siebie, trzeba zobaczyć, jak się ich używa. Boimy się , że będzie się ich używać żeby przenosić więcej żołnierzy i wojska chińskiego do Tybetu. Jeżeli to się stanie, Tybetańczycy szybko staną się mniejszością we własnym państwie. Oczywiście, że nowy pociąg przyniesie dodatkowe korzyści Tybetowi, ale głównie kieszeniom Chińczyków, ponieważ cieszą się lepszym przygotowaniem, zajmują stanowiska administracyjne i są właścicielami firm.

Pański rząd niepokoi rabunek dóbr naturalnych w Tybecie przez Chińczyków. Zna Pan jakąś firmę europejską działającą w Tybecie?

Aktualnie nie dysponujemy dokładnymi informacjami na temat europejskich firm działających w Tybecie. Martwi nas środowisko Tybetu, ponieważ posiada ono bardzo kruchą równowagę przyrodniczą. W 1998 roku, nastąpiła seria niszczących powodzi w Chinach. Wtedy właśnie Pekin zrozumiał, że miało to związek z masowym wycinaniem lasów na terenach przylegających do rzek tybetańskich.

Sonam Norbu, Foto: JDRUnia Europejska i pozostałe państwa europejskie popierają politykę Chin, ale jednocześnie popierają rząd tybetański na zesłaniu. Czy te postawy są ze sobą zgodne, czy mogą współistnieć?

Są bardzo zgodne. Tybet nie dąży do niepodległości, lecz do poprawy jeśli chodzi o autonomię: chcemy zachować naszą wolność, język, kulturę, środowisko naturalne i nasz sposób życia w ramach konstytucji Chin. Dopóki nie chcemy odzyskać naszej suwerenności, nie ma sprzeczności pomiędzy tymi postawami.

W 2002 roku, ONZ poparło Szczyt Tysiąclecia dla Pokoju, w którym uczestniczyło ponad 100 światowych przywódców religijnych, bez Jego Świętobliwości Dalajlamy. Uważa Pan, że ONZ ma jeszcze jakąś rolę do odegrania w sprawie Tybetu?

Nie ONZ sprzeciwił się obecności Jego Świątobliwości w wydarzeniu, lecz Chiny ze swoim prawem weta. Jest to przykład inicjatyw ONZ uniemożliwianych przez Chiny. Narody Zjednoczone próbowały opublikować książkę na temat pokoju i nie-przemocy która zawierała artykuł Dalajlamy, ale Chiny zaprotestowały energicznie i książka jeszcze nie została opublikowana.

Tak więc mając na uwadze jak najbardziej demokratyczne postępowanie w podejmowaniu decyzji, uważa Pan, że Unia mogłaby odegrać znaczącą rolę w kwestii tybetańskiej?

Unia Europejska może odegrać dużo bardziej znaczącą rolę niż ONZ. Odkąd Chiny stały się członkiem ONZ, nie ma rozwiązania dotyczącego praw człowieka w Tybecie, które by działało. Chiny również tworzą część komisji Praw Człowieka ONZ, co wydaje mi się dość śmieszne.

Panczenlama, druga najważniejsza osoba w buddyzmie tybetańskim, jest wybierany przez Dalajlamę. Mimo to Chiny wybrały jego następcę, pozbawiając go wyboru. Macie w planach rozmawiać o tym z Pekinem?

Nie. Kilka dni po tym jak Jego Świątobliwość uznał reinkarnację Panczenlamy, ten zniknął stając się najmłodszym więźniem politycznym świata (miał wówczas 6 lat - przyp.red.). Kiedy Unia Europejska czy inny rząd zadaje Pekinowi pytania dotyczące tego tematu, odpowiadają, że jest szczęśliwy i nie życzy sobie, żeby mu przeszkadzano. W miejsce prawdziwego Panczenlamy, Chińczycy wybrali innego, zobowiązując Tybetańczyków, aby go czcili.

 Parlamento del Tibet en Dharamsala, Foto: JDRJego Świątobliwość Dalajlama jest symbolem walki o Tybet. Jest szanowany przez rządy i przywódców religijnych wszystkich wyznań. Co się stanie, kiedy go zabraknie?

Kiedy przybył do Indii, rząd tybetański był przestarzały i prymitywny. W ciągu ostatnich 45 lat, pracował bardzo ciężko żeby rząd stał się nowoczesną instytucja, odpowiedzialną i demokratyczną, jaką jest dzisiaj. Można powiedzieć, że od 1959 roku przygotowywał Tybetańczyków do radzenia sobie bez niego, przyznając więcej autonomii politykom tybetańskim.

Fot.: (owltoucan/Flickr); Sonam Norbu (JDR); Parlament Tybetu (JDR)