Społeczeństwo

UNIFIL, życzliwy sąsiad z Europy

Artykuł opublikowany 24 października 2006
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 24 października 2006
W Bejrucie obecność oddziałów europejskich budzi zarazem sympatię i sceptycyzm.

Jóvenes retomando la vida normal en la playa de La Corniche - Foto, Mathieu Baudier"Wiedzieć czy Europejczycy przyjadą, to wiedzieć czy wojna znów wybuchnie czy nie". Tę opinię potwierdza wielu Libańczyków. Po zakończeniu 34-dniowej wojny między Izraelem a Hezbollahem do Południowego Libanu przybyły Tymczasowe Siły Zbrojne Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNIFIL). Liczbę żołnierzy zwiększono juz do 5 827 ludzi. Zadaniem wojsk rozjemczych jest reagowanie siłą w przypadku "wrogiej działalności", przeprowadzanie kontroli drogowych oraz przejmowanie dostaw broni w razie osłabienia wojsk libańskich. Potężne zachodnie samochody pancerne i ogromne oznakowane żurawie. Żołnierze ONZ pojawili się tu po raz pierwszy 23 marca 1978 roku. Co sądzą o nich mieszkańcy libańskiej stolicy? Czy wierzą, że Europejczycy przewrócą pokój?

Hussein, 30 lat, Libańczyk, pracujący w jednej z międzynarodowych organizacji pozarządowych, jest nastawiony "raczej dobrze" do sił UNIFIL. "Naszej gospodarce na pewno wyjdzie to na dobre. [według niektórych ekspertów, sam francuski kontyngent zostawi tu w ciągu pół roku około miliona dolarów]. Skończą się też problemy z Hezbollahem, pod warunkiem, że UNIFIL będzie tu wspierał armię izraelską, a nie chronił Izrael".

Abú Nour - Foto, Mathieu BaudierAbou Nour, 70 lat, sunnita, sklepikarz, urodzony w Bejrucie, wiele lat spędził w Niemczech i Grecji. Podkreśla bliskość Europejczyków i Libańczyków w porównaniu z Amerykanami, cytując przy tym tutejsze przysłowie: "Ja i mój brat staniemy razem przeciw kuzynowi, ale ja i mój kuzyn staniemy razem przeciw obcemu. Europejczyk to życzliwy kuzyn, który przynosi bezpieczeństwo".

Rima - Foto, Mathieu BaudierRima, około 50 lat, sunnitka, dyrektor administracyjny w filii zachodniego koncernu w Bejrucie, jest wdzięczna oddziałom "których oczekiwaliśmy to z niecierpliwością. Wzmocnienie sił gwarantuje bezpieczeństwo". Rima, mimo że całą wojnę 1975-1990 spędziła w Bejrucie, zaprzecza, jakoby istniało podobieństwo między obecną sytuacją a nieudaną interwencją ówczesnych międzynarodowych sił pokojowych. "W latach 80. to był konflikt wewnętrzny. Dzisiaj UNIFIL musi zachować neutralność. Mam zaufanie do Europejczyków, bo są bardziej otwarci na Bliski Wschód, szczególnie Francuzi, to jedyni prawdziwi przyjaciele Libańczyków".

Rabih, 27 lata, członek wspólnoty druzyjskiej, inżynier, uczestniczył aktywnie w wydarzeniach w 2005 roku, które doprowadziły do wycofania wojsk syryjskich z terenu Libanu. Jego zdaniem, "wpuszczenie żołnierzy UNIFIL to było jedyne możliwe wyjście, bo odbiera wymówkę Hezbollahowi, a także Syryjczykom, jeśli ci chcieliby tutaj wrócić. Wojska europejskie są najbardziej wiarygodne: Amerykanie są po stronie Izraela, z kolei oddziały arabskie dałyby Syrii pretekst do kolejnej interwencji".

Rami - Foto, Mathieu BaudierRami, 24 lata, otwarcie popiera Hezbollah, mimo że jest chrześcijaninem i nie kryje wrogości wobec sił UNIFIL. "Wolałbym, żeby była tu tylko armia libańska, w której byliby także bojownicy Hezbollahu, bo ONZ jest przecież kontrolowany przez USA. Nawet jeśli Europejczycy są lepiej postrzegani niż Amerykanie, to i tak nie jest dobrze, gdy w kraju stacjonują obce wojska - dla nich liczą się tylko własne korzyści".

Fuad - Foto, Mathieu BaudierFouad, 25 lat, młody inżynier, chrześcijanin, były przywódca ruchu studentów, więziony przez Syryjczyków, ocenia UNIFIL pozytywnie, bo "tego właśnie nam było trzeba od dawna. Ale obawiam się, ze jak tylko pojawią się jakieś problemy, to te wojska wyjadą, tak jak podczas każdej zachodniej interwencji od czasu uzyskania niepodległości".