Społeczeństwo

„Uwielbiam Cię, lukrecjo moja!” – pseudonimy miłosne w Europie

Artykuł opublikowany 6 grudnia 2011
Artykuł opublikowany 6 grudnia 2011
Od kanibali po zoofilów, przechodząc przez astronomów i filo-gastronomów - kochankowie europejscy nie grzeszą kreatywnością. Oto przegląd zdrobnień i pseudonimów miłosnych używanych w Europie. Glosariusz romantyczny posłuży wam, żeby poflirtować za granicą, np. rozśmieszając dopiero co poznaną turystkę, czy też  po prostu pozwoli wam trochę się powygłupiać.

Jeżeli planujecie wybrać się do któregoś z krajów europejskich w celu poflirtowania, pomyślcie o tym zawczasu. Pierwszym bowiem krokiem, jaki powinniście uczynić to po prostu zadziwić, używając przy tym słów – obowiązkowo – w języku kraju, w którym się akurat znajdujecie. Jeżeli pozostaliście na etapie „Uozzior neim” (what’s your name?) to nadszedł moment, żeby rzucić okiem na następujący Love Glossary, zawierający pseudonimy miłosne, używane przez zakochane pary europejskie od wybrzeży oceanu aż po Ural. 

A jak Amore (dosł. „miłość”). We Włoszech zakochani zazwyczaj właśnie tak się do siebie zwracają. Krótko mówiąc - pięknie, ponieważ to nam przypomina, że w tym pięknym kraju oprócz „bunga bunga” jest na szczęście coś jeszcze...

B jak Bébé d’ amour (dosł. „bobas miłości”). Jak? Bobas miłości? Bobas stworzony z miłości? Francuzi osiągają tu szczyt nonsensu, ale cóż - miłość jest w końcu (a może przede wszystkim) nonsensem.

C jak Cariño (dosł. „uczucie”). Ach tak! Jeśli pojedziecie do Hiszpanii, to pamiętajcie, żeby do Loli zwracać się w ten właśnie sposób! Lepiej o tym nie zapominać, jeśli nie chcecie zarobić tzw. „calabazas” (dwójki pikowej).

D jak Dropje (dosł. „lukrecja”). Wielcy producenci, konsumenci i amatorzy lukrecji, Holendrzy nazywają tak nawet kobiety. Nacjonaliści czy rutyniarze?

E jak Erazanqneris Taguhi (dosł. „królowa moich snów”). Trudne do wymówienia, prawda? Ale jeżeli będziecie podróżować w celu odkrycia Armenii (lub Armenek), warto się trochę wysilić! No, próbujemy! Erazank… Erazanq...

F jak Fıstığım (dosł. „mój orzeszku pistacjowy”). Do Europy pistacje zostały sprowadzone przez Arabów (produkt perski), stąd także Turek przyzwyczaił się przytaczać w swoim miłosnym słownictwie ten sam termin. Która z nas, dziewcząt, nie marzyła, żeby ktoś nazwał ją swoją „pistacyjką”?

G jak Gomba (dosł. „grzyb”). Podgrzybki czy grzybki, mała różnica - dziewczynom na Węgrzech najwyraźniej podoba się, kiedy są nazywane „grzybami”... W tym momencie powiedziałabym – ostrożnie na okazy trujące…

H jak Honey (dosł. „miód”). I proszę, tak oto dotarliśmy do łakomego miejsca naszego glosariusza. Jeśli serce mocno zabije w Zjednoczonym Królestwie, czas na łyżeczkę miłości. Oby Kubusiowi Puchatkowi w pięty poszło!

I jak Ihana (dosł. „rozkoszny”). Nie możecie postawić nogi w Finlandii bez wcześniejszego zapoznania się z tym słówkiem. To prawdziwy „joker” - do wykorzystania przy wielu okazjach. Ten termin ma mnóstwo znaczeń i to z wieloma odcieniami - od „pięknego” do „dobrego”, „niezwykłego”, „słodkiego”, „uroczego”…

L jak Linda (dosł. „piękna”). Również w tym przypadku mamy do czynienia ze słowem „jokerem”, ponieważ jest używane zarówno w Portugalii jak i w Hiszpanii. Portugalki są zatem „lindas” - czyli „piękne”. I tu wypominamy tym, którzy mówili, że Portugalki mają „i bigodes” (wąsy)!

M jak Mieloji (dosł. „droga”). Jeśli przetłumaczymy ten wyraz w Google Translator, okaże się, że mamy do czynienia z„opóźnioną” lub „staruchą”. Ale bez obaw! W żadnym wypadku nie dostaniecie w twarz! Jeżeli pojedziecie na Litwę, możecie się w ten sposób zwracać do dziewcząt, gdyż w rzeczywistości oznacza to nic więcej jak „droga” (jak angielskie „dear” czy „darling”). Przeklęty Google Translator…

N jak Najdroższa (dosł. „skarbie”). Alternatywą dla superpopularnego „kochanie”, (które po polsku oznacza dosłownie „kochana”) jest „najdroższa”, które używa się, żeby pokazać dziewczynie, że jest dla was naprawdę cenna.

O jak Olló (dosł. „nożyczki”). Najoryginalniejsi w Europie są Węgrzy. A teraz szczerze - kto by sobie wyobraził nazwać swoją dziewczynę „nożyczkami”?

"Igiełko moja", "Nożyczki" e "Paluszku"...

P jak Pişiyim (dosł. „moja kotka”). Jeśli chodzi o literkę „p”, mieszkańcy Azerbejdżanu są klasykami - uwielbiają nazywać kobiety kotkami. Jednak w sąsiedniej Turcji nie brak ekstrawagancji: Papatyam - dosł. „mój naparze z rumianku” i Pamuğum - dosł. „moja bawełno”. A potem człowiek zadaje sobie pytanie dlaczego bawełna a nie jedwab? Słaba jakość…. miłosna?

Q jak Quietscheentchen (dosł. „gumowa kaczuszka”). Jacyż delikatni ci Niemcy! Nazywać kobiety „gumowymi kaczuszkami”! A według was… Merkel również… w intymnej sytuacji…?

R jak Raring (dosł. „słodziutki”). Mówi się, że ludzie na północy są bardziej rygorystyczni. Ale czyżby także w miłości? Najwyraźniej tak! Szwedzi zostają przy czymś klasycznym, przy czymś na kształt „droga” i „słodka”. Pozdrowienia ze Szwecji…

S jak Sonche (dosł. „słońce”). Dlaczego nie odwołać się do ciał niebieskich? Macedończycy tak właśnie robią, nazywając partnera „słońcem”. A Macedonki znane są przecież ze swej ciągłej obecności w życiu mężczyzn. Ostrożnie na poparzenia.

T jak (dosł. „igła”). Znowu oni - “kochankowie wariaci”. No niech będzie, zgadza się, Węgrzy nazywają swoje kobiety również „igłami”. Według was łatwiej jest wejść w ucho igielne czy…

U jak Ujj (dosł. „palec”). „Cześć palec, jak tam? Ja Cię kocham!” Kto by sobie pozwolił na takie wyznanie miłosne? Zgadliście: Węgrzy nazywają kobiety nawet „palcami”. Do rany przyłóż ...ach ci Węgrowie…

V jak Vischenka („wisienka”). Teraz coś pomiędzy ekstrawaganckim a zwyczajnym, oto Rosjanie ze swoimi kobietami niczym „wisienki”. No tak, a tort?

Z jak Zemer (dosł. „serce”). Czyż istnieje wyraz bardziej romantyczny niż „serce”? Tym słowem możecie śmiało uderzać… Uderzać w serca pięknych Albanek!

À propos Zemera: jeżeli zdarzy wam się przejeżdżać przez Kosowo, nie zapomnijcie tego zdania: „Ta ha zemrën!” (dosł. „Zjem Ci serce!”). Brzmi trochę makabrycznie, to prawda, ale mieszkańcy Kosowa zapewniają, że nie istnieje bardziej romantyczna fraza od tej właśnie! A my im niepewnie przytakujemy. Zresztą, przed Europejczykami, którzy zaskoczyli nas swoimi znaleziskami, nie pozostaje nam nic innego jak westchnąć: „Ach, l’Amour…! L’Amour...!” 

Fot.: główna ©Henning Studte; w tekście:  dito  (cc) orsorama/flickr; ago (cc) RaSeLaSeD - Il Pinguino/flickr; forbici (cc) [ piXo ]/flickr