Społeczeństwo

Wiedeń i konopia: ziołowe porozumienie pomiędzy handlarzami i mieszkańcami

Artykuł opublikowany 28 lipca 2011
Artykuł opublikowany 28 lipca 2011
Wiedeń liczy jeden Headshop na 100 000 mieszkańców. Jest czym więc zaspokoić amatorów konopi. Tym bardziej, że te powierzchnie handlowe są popularne i w pełni legalne. Spożycie marihuany wydaje się dzisiaj być zwyczajną praktyką. Aby zapewnić lepszą kontrolę jakości i ukrócić nielegalny handel, nasi rozmówcy nawołują do całkowitej legalizacji konopi.

Dokładnie szesnaście minut i ani chwili więcej! Jak tylko przylatujesz na lotnisko w Wiedniu, City Airport Train (CAT) bez najmniejszego problemu zabiera cię do centrum miasta. W taki oto prosty i szybki sposób każdy turysta odwiedzający Mariahilfer Strasse, stanowiącą największy wiedeński szlak handlowy, natknie się, nie ma co do tego wątpliwości, na „City Grow”. W środku tego dużego obiektu handlowego o 400m², znajdującego się w samym sercu austriackiej stolicy, wchodzicie do największego sklepu, w którym rośnie konopia indyjska. Robi wrażenie. Ale na południu, na peryferiach miasta czeka na nas równie duża niespodzianka. To 2000 m2 ogromnego składu „Grow City”, który, całkowicie legalnie, stanowi największy „Grow Center” kontynentu europejskiego.

Le plus grand magasin où pousse du cannabis

Dekoracja jest już ustawiona. Witajcie w pomieszczeniach firmy „Bushplanet”. Założone w Wiedniu w 1997 roku przedsiębiorstwo już od 14 lat oferuje swoim klientom doskonałe wyposażenie każdego amatora konopi indyjskiej. Homeboxy, elementy elektryczne, żarówki energooszczędne i energochłonne, reflektory, urządzenia pomiarowo-kontrolne i systemy oświetleniowe, materiały odbijające światło, wentylatory, filtry z węglem aktywnym, tłumiki akustyczne, neutralizatory powietrza, nawilżacze, cieplarnie, doniczki, systemy nawadniania, akcesoria ogrodnicze, krajarki, ziemie, odżywki, dodatki, nawozy, wszystko zebrane na 55 stronach katalogu. Nowoczesne materiały, ale żadnego narkotyku. Żeby nie było niejasności, Wiedeń nie przeistoczył się nagle w „Nowy Amsterdam”. Nie mylmy słynnego holenderskiego Coffee Shopu i austriackich Head&Growshop. W Bushplanet znajdziecie wszystkie narzędzia oraz rośliny konopi, ale z pewnością nie kwiaty, i na tym polega cała finezja interesu. „W Austrii, jeśli macie zamiar wyprodukować narkotyk, to jest to całkowicie nielegalne”, oświadcza od razu jeden z pracowników. „Ale jeśli jesteście w posiadaniu setki roślin w domu i jesteście w stanie wyjaśnić dlaczego, wszystko będzie zgodne z prawem. Znalezienie dobrego usprawiedliwienia, zgodnego z austriackim prawem, nie zawsze będzie takie proste, ale sam fakt posiadania roślin w domu nie ma w sobie nic nielegalnego. Jeśli możecie udowodnić sędziemu, że posiadacie rośliny, ale nie zamierzacie palić, nie będziecie niepokojeni”.

W Wiedniu istnieje około dwudziestu sklepów tego typu, w każdym zakątku miasta. W liczącej 2 miliony mieszkańców stolicy rynek jest niemalże nasycony. „Jeśli rozpoczynacie teraz swój biznes - kontynuuje nasz rozmówca - musicie koniecznie wykazać się kreatywnością. Aby się wyróżnić, trzeba konsekwentnie wkładać w to dużo wysiłku i być odważnym. Stworzenie tego typu działalności nie jest na wyciągnięcie ręki każdego”.Jak wyglądają stosunki z siłami porządkowymi? „Na początku policja nie wiedziała, co należy robić: częste kontrole, niszczenie sadzonek, sprawy wnoszone do sądu, nic nie było pewne. Obecnie współpracujemy w bardziej skuteczny sposób. Zrozumieli, że nasze działania nie są nielegalne i dowiedliśmy im, że jesteśmy odpowiedzialną firmą. Weźmy za przykład „Spice”, syntetyczną konopię. Kilka lat temu odmówiliśmy sprzedaży tego produktu w naszych sklepach i wielu klientów nie rozumiało naszego postępowania, ale przyszłość ostatecznie przyznała nam rację, gdyż dzisiaj ten produkt jest nielegalny. Nie jesteśmy tu tylko dla robienia pieniędzy, za naszymi działaniami stoi pewna refleksja. Nasze interesy będą się miały dobrze, o ile nie będziemy przesadzać”.

Wyobraźmy sobie teraz, że wiedeńczycy mają w zasięgu ręki całe wyposażenie potrzebne do hodowania sadzonek konopi indyjskiej. Dwa pytania przychodzą od razu do głowy. Czy można bez problemu znaleźć konopię na środku ulicy? I czy możemy łatwo sporządzić sylwetkę konsumenta marihuany? Odpowiedź na to ostatnie pytanie pada od razu. „Mogę zapewnić, że odkąd pracuję w Bushplanet, jeszcze trudniej jest mi nakreślić portret typowego konsumenta konopi”, wyznaje z lekkim uśmiechem inny sprzedawca, około dwudziestu lat. „ Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu przyjęliśmy ostatnio trzy babcie, które chciałyby hodować konopię w ich ogródkach i na balkonach. Były bardzo zainteresowane naszymi produktami i nie wydaje się, aby przyszły robić sprawunki w imieniu swoich wnuków. Być może uczestniczyły w ruchu hipisowskim w latach sześćdziesiątych? Nie mam pojęcia, ale dlaczego nie? Często przyjmujemy biznesmenów. Nasi klienci nie są dilerami, ale zwykłymi konsumentami, którzy wytwarzają konopie i kontrolują swoje własne spożycie”.

Mais la drogue en tant que telle est interdite à la venteA nasi różni rozmówcy, w tym samym tonie i bez zdziwienia, opowiadają się za pełną legalizacją konopi indyjskiej. Po pierwsze, aby doprowadzić do większej wolności, jednak bez obawy o zwiększenie spożycia, które, według nich, z czasem ustabilizowałoby się; poza tym aby mieć możliwość kontroli prawnej nad jakością marihuany będącej w obiegu, a przede wszystkim aby położyć kres nielegalnemu handlowi tworzącemu się wokół konopi. „Obecna sytuacja pozwala małej grupie osób lub firm na bogacenie się”, twierdzą różni rozmówcy. „Zarówno dla sił porządkowych, jak i dla handlarzy, całkowite zezwolenie na konopię zrodziłoby znaczne straty finansowe. Oto dlaczego nie wyobrażamy sobie, niestety, aby przepisy austriackie, a nawet europejskie, miały się zmienić w najbliższych latach”.

Ten artykuł powstał w ramach projektu Green Europe on the ground 2010-2011, serii reportaży cafebabel.com na temat zrównoważonego rozwoju.

Fot. San Diego Shooter/flickr; tekst: © Frédéric Lambert