Społeczeństwo

Witamy w hotelu Abchazja

Artykuł opublikowany 2 listopada 2011
Artykuł opublikowany 2 listopada 2011
Ostatnia fala eksmisji abchaskich uchodźców, bądź jak kto woli - "osób wewnętrznie przesiedlonych", do gruzińskiej stolicy, Tbilisi, wywołała oburzenie organizacji chroniących praw człowieka.

Liziko Kaulaszwili nie jest uchodźczynią. Jest „osobą wewnętrznie przesiedloną” - co w Gruzji jest bardziej poprawnym politycznie terminem określającym tysiące ludzi, którzy tak jak Liziko, od czasu uzyskania niepodległości przez Gruzję w 1991 roku, zostali wysiedleni z separatystycznych autonomii Abchazji i Osetii Południowej. Liziko pochodzi z Cchinwali, stolicy Osetii Południowej. Po gruzińsko-abchaskim konflikcie opuściła region i razem z dwojgiem małych dzieci przeniosła się do Tbilisi. W 1991 roku „hotel Abchazja” stał się jej domem. Jak wspomina, pomimo biedy życie było tam „raczej wygodne”. Zamieszkiwała wspólnie z innymi cztery pokoje. Była tam elektryczność, ogrzewanie, a do tego wszystkiego - publiczna szkoła całkiem nieopodal. Liziko udało się także nawiązać kontakty z sąsiadami.

Hotel Abchazja

Od rozpoczęcia konfliktu z separatystyczną prowincją w latach 1992-1993 ponad 250 tys. ludzi zostało wysiedlonych z Abchazji. Według danych Biura Rzecznika Praw Obywatelskich większość z nich znalazło schronienie w gruzińskiej stolicy. Pierwsza fala przesiedleń abchaskich „uchodźców” rozpoczęła się podczas gruzińskiej kampanii wyborczej w lipcu 2010 roku. Abchascy uchodźcy, którzy od dekad legalnie zamieszkiwali publiczne i prywatne budynki, zostali wydaleni. Ponieważ część z tych budynków była własnością państwa, standardy międzynarodowe obligowały gruziński rząd do zapewnienia wyeksmitowanym „alternatywnych miejsc zamieszkania”. Według Amnesty International, „gdy bezpieczny powrót w najbliższej przyszłości nie jest możliwy, rząd musi podjąć działania dążące do zintegrowania wysiedlonych rodzin z lokalnymi społecznościami i zapewnić im należyte zakwaterowanie oraz dostęp do środków utrzymania, co z kolei ma na celu wzmocnienie ich samowystarczalności oraz chęci do powrotu”.

Zamieszkując prywatny budynek osoby wewnętrznie przesiedlone miały do wyboru mieszkanie zastępcze lub 10 tys. dolarów. Nino Qusikaszwili, koordynator programu w Biurze Obrońców z Urzędu, podkreśla: „Wcześniej czy później proces przesiedleń musiał się rozpocząć. Decyzja ministerstwa była jak najbardziej zrozumiała, jednak sposób i warunki w jakich proces został przeprowadzony budzi wątpliwości”. W sierpniu 2011 roku Liziko i około 700 innych osób zostało eksmitowanych z „hotelu Abchazja”. Do Liziko informacja o drugim „procesie przesiedleń” dotarła z zaledwie dwudniowym wyprzedzeniem. „Wcześnie rano ja, mój mały wnuk, syn i siedemdziesięcioletni mąż zostaliśmy wyrzuceni na bruk, nie mając pojęcia gdzie się dalej udać” - wspomina.

Eksmisja oznacza powrót na wieś

Większość osób wewnętrznie przesiedlonych nie przyjęła propozycji gruzińskiego rządu, odmawiając w ten sposób przeprowadzenia się do mieszkań zastępczych. Równało się to z przesiedleniem z Tbilisi na obszary wiejskie, gdzie stopa bezrobocia jest niezwykle wysoka. Liziki wolała zostać nieugięta, próbując wyegzekwować swoje prawo do pozostania w mieście. Tłumaczyła: „W Rustawi (mieście położonym na południowy wschód od Tbilisi – przyp. red.) wszystko będzie dla mnie obce. Bez przyjaciół i krewnych nie będę miała do kogo zwrócić się o pomoc. Przeprowadzka w te rejony oznacza również, że szanse mojego syna na znalezienie pracy znacząco zmaleją. Zmiana miejsca zamieszkania będzie stresująca także dla mojego małego wnuka, który chodzi do szkoły. Nino Qusikaszwili doskonale rozumie te bolączki i tłumaczy: „Odpowiednie zakwaterowanie to nie tylko cztery ściany, podłoga i sufit. To także dostęp do rynku pracy oraz służby zdrowia. Te kryteria nie zostały wzięte pod uwagę przez ministerstwo. Z tego powodu większość eksmitowanych wolała pozostać w stolicy bez dachu nad głową niż przeprowadzić się na obszary wiejskie. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich stwierdziło w swoim corocznym raporcie: „Obszary wiejskie nie były dla nich zadowalające z powodu nieodpowiedniego poziomu życia”.

Imagining a life

We wrześniu, przed budynkiem Rady Europy odbył się protest sprzeciwiający się niesprawiedliwości zaistniałej sytuacji. „Nastąpiła pewna poprawa w stosunku do sytuacji z 2010 roku, jednak wiele pozostaje jeszcze do zrobienia” - stwierdziła Caterina Bolognese, przewodnicząca Rady Europy w regionie, która uważnie przyglądała się przebiegowi procesu. Tymczasem po miesiącu mieszkania w garażu, Liziko znalazła hostel. To tylko tymczasowe schronienie przed zimą, na czas której ma nadzieję znaleźć „bardziej stałe miejsce zamieszkania”.

Autorzy: Mariam Jachvadze i Elvira Abdullayeva. Jest to drugi z serii artykułów portalu EuroCaucasus, partnera cafebabel.com. Projekt dla studentów z Armenii, Azerbejdżanu i Gruzji, dotyczący dziennikarstwa multimediów Europy , organizowany jest przez Canal France International (CFI). Więcej informacji na blogu.

Fot.: główna (cc) Argenberg/vascoplanet.com/; war face (cc)  Anael Raziel; Rustavi (cc) cinto2/acity.free.fr/; dzięki uprzejmości Flickr/ videos (cc) Arshaluis Mghdeshan, Elvira Abdullayeva and Mariam Jachvadze for EuroCaucasus News