Społeczeństwo

Woluntariusz Europejski, czyli „Po co tu przyjechałeś?”

Artykuł opublikowany 15 lutego 2012
Artykuł opublikowany 15 lutego 2012
2011 był rokiem wolontariatu, w działania którego z biegiem lat angażuje się coraz więcej młodych ludzi. Dlaczego się na to decydują? Przez kryzys szalejący w Europie? Z braku innych możliwości? A może kieruje nimi czysty altruizm? Hiszpan przebywający na wolontariacie w Rumunii zdradza, co tak naprawdę kusi młodych, takich jak on, do uczestnictwa w podobnych projektach.

Dopiero co postawiono przede mną litrowy kufel piwa Ursus. Ledwie zdążyłem go posmakować, kiedy znajoma kolegi pyta z zaciekawieniem: „Why did you come to Romania?” (Dlaczego przyjechałes do Rumunii?). Pytanie za 1000 punktów. Uśmiecham się delikatnie. Udaję, że jestem zaskoczony, trochę myślę nad odpowiedzią (będąc szczerym - raczej udaję, że myślę), a potem jednym tchem mówię to, co zawsze.

„Why did you come to Romania?” To pytanie zadają mi wszyscy Rumuni. Dlaczego przyjechałeś do mojego kraju, skoro nie ma on nic do zaoferowania? Jeszcze większym paradoksem jest dla nich fakt, że do Rumunii może chcieć przyjechać ktoś z Hiszpanii, gdzie Rumuni stanowią największą grupę obcokrajowców (861 tysięcy 584 osób – według obliczeń Głównego Urzędu Statystycznego).

A więc, tak, jestem w Rumunii, w Oradei, mieście które znajduje się 14 km od granicy z Węgrami. Jednak wciąż powtarzające się pytanie wyraźnie wisi w powietrzu. Odpowiedź stanowią litery WE (Wolontariat Europejski).Czym zajmuje się wolontariusz?

Wraz z 3 innymi Hiszpanami pracuję w ECOTOP, niewielkiej organizacji samorządowej, która zajmuję się tematami związanymi ze środowiskiem naturalnym. Nasz projekt ma na celu wyjaśnianie dzieciom, jak ważne jest dbanie o naturę. Pracujemy też nad kolejnymi projektami i szkolimy się w kwestii zarządzania organizacją.

„Dla niewielkich organizacji pozarządowych wolontariusze pochodzący z krajów Europy stanowią ważny zastrzyk finansowy”.

Zacznijmy jednak od początku. 15 dni po moim przyjeździe do Rumunii, wziąłem udział w kursie przygotowawczym. Celem szkolenia było poinstruowanie wszystkich wolontariuszy biorących udział w programie o naszych prawach i obowiązkach, przekazanie nam podstawowych informacji o kulturze Rumunii i zmotywowanie nas do dobrej pracy. Przysłuchując się moim kolegom, doszedłem do wniosku, że niektóre projekty nie były dobrze przemyślane i wydawały się być raczej niespójne. Jednak, jak już wspomniałem, wolontariusze oznaczają dotacje dla organizacji pozarządowych. Na przykład, w przypadku mojego projektu, który trwał 11 miesięcy i w którym brały udział 3 osoby, dotacja wyniosła 17.000 tys. euro. Oczywiście, wszystkie otrzymane w ten sposób środki muszą zostać wydane na realizację konkretnego projektu, ale w pewnych przypadkach tak naprawdę umożliwiają przetrwanie danej organizacji. Tak więc im więcej wolontariuszy, tym więcej pieniędzy.

I kto za to wszystko płaci?

Projekt Wolontariatu Europejskiego to składowa programu „Młodzież w działaniu,” którego budżet na lata 2007-2013 wynosi 885 milionów. Jaki jest cel Wolontariatu Europejskiego? Hasło promujące projekt głosi, iż ma on za zadanie: „wzmacniać solidarność pomiędzy młodymi ludźmi, wspierać lokalne społeczności i umożliwić wolontariuszom rozwijanie umiejętności interpersonalnych”. Piękne słowa, ale czy nie nazbyt idealistyczne?

Czy da się jakoś usprawiedliwić to, że UE wydaje tak ogromne sumy na Wolontariat Europejski, biorąc pod uwagę fakt, iż wolontariusze nie dostają za swój udział praktycznie nic? Przeciętny wolontariusz nie płaci za pokój (czasami jest to pokój dzielony z innymi), jedzenie, ani transport publiczny, dodatkowo otrzymuje też niewielkie kieszonkowe. W zamian zobowiązany jest do pracy w wymiarze maksymalnie 35 godzin tygodniowo, uczestniczy też w zajęciach nauki języka kraju, w którym odbywa wolontariat. Rozważając kwestie ekonomiczne oraz stosunek tego, co każdy wolontariusz dokłada do PKB danego kraju, do pieniędzy jaki sam dostaje, zaryzykowałbym stwierdzenie, że niewątpliwie da się uzasadnić działania UE. Szacuje się, że projekty wolontariackie stanowią wkład rzędu od 0,5 do 3 % do budżetu niektórych krajów członkowskich (dane pochodzą z Biuletynu Wolontariuszy na rok 2011).

Ostateczna odpowiedź to…

Dalej nie odpowiedziałem na: „Why did you come to Romania?” Może powinniśmy zmienić nieco perspektywę i zapytać: „Po co brać udział w projekcie Wolontariatu Europejskiego?” Po prostu, dlatego, że zdajesz sobie sprawę z tego, że istnieje problem (w najszerszym znaczeniu tego słowa) i czujesz, że właśnie ty możesz zrobić coś, żeby go rozwiązać. W moim przypadku właśnie taki był powód. Inną zachętą może być fakt, iż to właściwie ty jako wolontariusz jesteś projektem samym w sobie. Sukces lub fiasko projektu zależą w dużej mierze od ciebie, od twoich pomysłów, chęci robienia rzeczy dobrze, od twojej wyobraźni i nadziei, którą w sobie masz.

Przeczytaj również: „Chcę pomagać osobom w gorszej sytuacji życiowej niż moja”: wyznania wolontariuszy

Ważnym jest, abyś zrozumiał, że nie musisz całkowicie dostosowywać się do projektu, w który się angażujesz. Jeśli uważasz, że nie spełnia on twoich oczekiwań, nie satysfakcjonuje cię to, co robisz, poszerz swoje horyzonty, spróbuj zaprojektować nowe, inne programy dla twojej organizacji. Kolejnym plusem jest to, że projekty wiążą się za kontaktem z dziećmi i nauczaniem ich. Istnieją także argumenty profesjonalne, które zdecydowanie do mnie przemawiają. W końcu dowiedzieć się tego, jak działa system finansowy organizacji pozarządowej, i mieć możliwość ukierunkowania przyszłej kariery zawodowej na światową współpracę, to wielka szansa.

Wszystkie wymienione plusy odpowiadają na pytanie dlaczego zdecydowałem się wyjechać za granicę jako wolontariusz, pozostaje tylko kwestia wyboru Rumunii. Prawda jest taka, że jestem w Oradei, ale mogłem równie dobrze wylądować w Rennes, Stambule, Bremen czy Rydze. Dostałem jednak szansę poznania Rumunii. Tak jak dzwoni do ciebie jakaś osoba i oświadcza, że chce cię poznać, tak zgłosiła się do mnie Rumunia. Nie mogłem przecież odmówić. Szczególnie dlatego, że pochodzę z Hiszpanii, w której wydaje się, że ludzie wciąż narzekają na te same rzeczy i nic się nie zmienia. Kiedy zacznę myśleć w taki sam sposób o Rumunii, będzie to znak, iż trzeba zacząć rozważać kolejną zmianę.

Fot.: główna (cc) Brandon Christopher Warren/flickr; tekst: (cc) Liminal Make/flickr.