Społeczeństwo

Wracając do rodzinnych Salonik rozumiem, dlaczego powinnam się trzymać od nich z daleka

Artykuł opublikowany 18 marca 2013
Artykuł opublikowany 18 marca 2013
Po tygodniowym pobycie w Grecji, kraju mojego pochodzenia, wróciłam do Belgii. Siłę kryzysu można dostrzec dopiero wtedy, kiedy dotknie on okolicy w której żyjesz, twojej rodziny i przyjaciół. To historia pt. ”To nie jest kraj dla Greków”.

Pierwszego dnia mojego pobytu w domu postanowiłam skorzystać z pięknej pogody i udałam się na spacer do Kalamarii, uroczej dzielnicy Salonik (północna Grecja). Kiedyś tamtejsze spacerowe ulice wypełniał tłum ludzi: bawiące się dzieci, plotkujący starsi ludzie i młodzież pijąca kawę w barach.

Przeklęta Kalamaria

To Kalamaria, którą pamiętam. Dzisiaj bary i ulice świecą pustkami. Sklep Giorgio, do którego chodziłam jako dziecko, zmienił swoją nazwę. Kilka miesięcy temu właściciel opowiadał mi o swoich kłopotach z opłacaniem czynszu. Cztery kolejne sklepy są zamknięte, na ich ścianach znajadują się napisy, których treści nie rozumiem. W oknach wiszą wywołujące litość ogłoszenia: ”do wynajęcia”.

Udaję się do bankomatu, aby wypłacić pieniądze. Małe dzieci otaczają mnie i proszą o pieniądze na chleb. Po ich odejściu zbliża się do mnie starsza pani. ”Ma pani otwartą torebkę, prawda? – zagaduje mnie - powinna być pani ostrożna! W zeszłym tygodniu mojemu wnukowi ukradły portfel”. Spoglądam na nią ze zdziwieniem i nie wiem, czy mam jej podziękować, czy też zignorować ją.

Jednej rzeczy jestem pewna. Kalamaria, niegdyś uważana za jedną z najatrakcyjniejszych i najbogatszych części Salonik, zamieniła się w smutną, opuszczoną i nieprzyjazną dzielnicę. Dwa dni później spotykam się na kawie z moimi kuzynami – Marią, Dimitrisem i Kateriną. Mamy do wyboru przyjemny bar z ładnym widokiem lub inny trochę oddalony, gdzie kawa kosztuje jedno euro mniej. Zgodnie wybieramy drugą, tańszą opcję. Przerwa na kawę od zawsze była uważana w Grecji za świętość, ale mentalność ludzi się zmieniła. Moja kuzynka Maria jest bezrobotna od dwóch lat. Ma ukończone studia w zakresie zarządzania przedsiębiorstwem. Kilka miesięcy temu myślała o tym, aby przenieść się do Belgii, gdzie jej ojciec otworzył nową firmę. Dimitris ukończy swoje studia za kilka tygodni. Obecnie uczy się francuskiego, aby jak najszybciej przeprowadzić się do Szwajcarii. ”Tam zarabiałbym 5000 euro na miesiąc”, tłumaczy. Jego siostra Katerina ma 29 lat. Nadal mieszka ze swoją matką. Katerina również jest bezrobotna od dwóch lat. Stara się zarobić pieniądze poprzez sprzedaż internetową lub dając występy na urodzinach i innych imprezach. Z wykształcenia jest przedszkolanką, ale od 2009 roku grecki rząd nie przeprowadził żadnego egzaminu rekrutacyjnego dla nauczycieli. Katerina zaczyna się uczyć niemieckiego. Słyszała, że mogłaby znaleźć pracę w Niemczech. I pomyśleć tylko, że moi kuzyni to należą do klasy średniej…

Pieniędzy starcza tylko na papierosy

Według greckiego urzędu statystycznego stopa bezrobocia w regionie Salonik w listopadzie 2012 roku osiągnęła 27,2%. Według prognoz Komisji Europejskiej pomimo znaczących cięć narzuconych narodowi greckiemu, stopa bezrobocia w 2013 roku utrzyma się na tym samym poziomie. Nagłówki lokalnych gazet zwracają uwagę na trudną sytuację: ”Trojka i nacisk powracają”, emeryci z Salonik: ”Skończyliśmy jako żebracy”, ”Ministerstwo Zdrowia ucina świadczenia Narodowej Służbie Zdrowia”, ”Zarząd miasta Saloniki: 2,2 miliony na koszty operacyjne i modyfikacje w szkolnictwie”… i tak dalej.

W czwartek odwiedzam mojego wujka Yannisa. Zamawiam taksówkę, bo to najlepszy środek transportu, aby dostać się do miejscowości Touba. Samochód przed nami jedzie naprawdę wolno; tablica rejestracyjna wskazuje na to, że jest z Albanii. Kierowca mojej taksówki nagle opuszcza szybę w oknie i zaczyna krzyczeć: "Ty brudny Albańczyku! Wracaj do swojego kraju!”. "Jaki masz problem?” - pyta albański kierowca, wysiadając z samochodu. "Jesteś niewychowany! Jak śmiesz mi odpowiadać? I jeszcze domagasz się praw człowieka! Zawołam wszystkich moich kumpli taksówkarzy i weźmiemy się za ciebie” – tak kończy się agresywny incydent drogowy, a mój taksówkarz naciska na gaz i nie przestaje przeklinać. Chciałabym mu powiedzieć, że to właśnie on jest niewychowany, ale ze strachu siedzę cicho. Potem wujek tłumaczy mi, że to najlepsze co mogłam zrobić: “To mógł być Chrisavgitis albo partyzant z ekstremistycznej partii Złoty Świt”.

“Zostań za granicą, Ioanna” – słyszę to zdanie od wszystkich napotkanych osób. ”Tutaj czeka Cię tylko nędza…”. Pod koniec pobytu postanawiam spotkać się przyjaciółmi. Udajemy się do popularnej kreteńskiej restauracji w centrum miasta. Nasze żołądki są pełne, ale miny nam rzedną, kiedy kelner przynosi rachunek -14 euro za osobę to dla nas spory wydatek. Żałujemy, że nie poszliśmy do tańszej restauracji. Nefeli decyduje się jechać do domu z Evi. ”Jeśli zostanę z wami, będę zmuszona wziąć potem taksówkę, na co mnie nie stać”, mówi. Dafni wysłała mi tylko smsa pisząc, że nie ma pieniędzy na piwo. Zostało jej tylko 5 euro, które woli przeznaczyć na papierosy. To tylko kilka przykładów na to, że kryzys gospodarczy, który stopniowo rujnuje mój piękny kraj to nie tylko liczby i polityczna retoryka. Media skrzywiają rzeczywisty obraz. Kryzys dotyka ludzi: moich kuzynów, wujków, przyjaciół… Przyjmuje oblicze, o którym niestety zapominamy.

*Prawdziwe imiona zostały zmienione; wymienione osoby chciały zachować anonimowość. Autorka artykułu jest aktywistką, która studiuje dziennikarstwo w Belgii i prawa człowieka w Hiszpanii.

Zdjęcia: głśwne (cc) Georgios Karamanis/ flickr; w tekście © IG