Społeczeństwo

Wspaniałe pola naftowe: surowa rzeczywistość Baku

Artykuł opublikowany 27 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 27 czerwca 2012
Globalny PR-owy kolos tworzony przez azerski rząd w miarę zbliżania się Eurowizji 2012, nie powinien przesłonić pragnienia większości zwykłych obywateli Azerbejdżanu, by być lepiej rozumianymi. Nigdy nie istniało zagrożenie, że zabraknie źródeł informacji o samej Eurowizji, dlatego zostawiam to osobom bardziej obeznanym z tematem i umawiam się na spotkanie z niezauważanymi postaciami Baku.
Część pierwsza: naftowi sponsorzy

Azerbejdżan, gospodarz Eurowizji w maju2012 roku, przygotował trasę podróży dla stada europejskich pismaków i nie jest zadowolony z tego, że niektórzy z nich decydują się zboczyć z drogi wybrukowanej starannie żółtą cegłą. Pomimo posiadania statusu głównego eksportera ropy naftowej (sprzedaje milion baryłek dziennie), temu państwu udaje się umknąć uwadze świata. Wciśnięty pomiędzy Rosję i Iran, praktycznie wiszący u boku Europy, nigdy nie należał do grupy tradycyjnych turystycznych destynacji. Z rdzenną ludnością turecką, lekkimi wpływami perskimi, wcześniej okupowany przez Sowietów, a obecnie chętnie goszczący międzynarodowe firmy – na kształt tego kaspijskiego kraju wpłynęło mnóstwo przeciwstawnych czynników.

Pewnego dnia z ziemi trysnęła ropa

Niewątpliwie ropa naftowa spełniła funkcję katalizatora dla rozwoju miasta. Wszystko zaczęło się w Balaxanı, miejscowości posiadającej 11 tys. mieszkańców, będącej czymś pomiędzy wsią a osadą miejską. Było to jedno z pierwszych miejsc, gdzie z ziemi trysnęła ropa; wydarzyło się to wieki temu i wydaje się, że od tamtego momentu Balaxanı cofnęło się jeszcze głębiej w przeszłość. Wychodzimy z lśniącej stacji metra, jedziemy dalej kilkoma coraz bardziej rozpadającymi się marshrutkami, które trzęsąc się zjeżdżają powoli z autostrady i kierują się w stronę osiedla z zabudowaniami o pokrytych rdzą cienkimi dachami, gdzie ponad nierównymi dróżkami unoszą się obłoki kurzu, a za rogiem… tak, wtedy je dostrzegam. Wyrastają w oddali niczym czarny las, setki „kiwających się osiołków”, pomp chciwie wysysających pozostałe w spłowiałej ziemi dolary. To tutaj ludzie żyją w cieniu pokaźnego azerskiego bogactwa. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko.„

Niektórzy ludzie, na których terenie znaleziono ropę, zostali bogaczami”. Zaka, miejscowy szewc błyska w połowie złotym uśmiechem. „Ale te ziemie zostały sprzedane obcokrajowcom, a my żyjemy w brudzie”. W sąsiednim domu od razu zaserwowano nam herbatę i trzy tace pełne kandyzowanych łakoci. Czteromiesięczne niemowlę śpi na łóżku w rogu, a Zaka i jego przyjaciele nie zważając na nie palą, grają w nardi (backgammon, narodowa obsesja) i mówią mi, co myślą o dzisiejszym Baku. „Ludziom, takim jak my zabrania się teraz wstępu do centrum miasta, z powodu tej Eurowizji. Chcą, żeby cudzoziemcy widzieli jedynie dobrze ubranych ludzi i powszechny dobrobyt”. Krążą plotki, że wieśniacy są zabierani z Baku autobusami i odsyłani do domów.

Kraina owoców, warzyw i kurczaków

Turkoczące cysterny z wodą mijają nas niemal co pięć minut; dostawy z zewnątrz są niezbędne z uwagi na całkowite skażenie ziemi. Porcja świeżej wody kosztuje 15 euro za 5000ml, a średnia emerytura wynosi 55 euro. Zaka i jego przyjaciele to wewnętrzni uchodźcy (internally displaced personsIDP), którzy uciekli ze swojej ziemi w 1993 z powodu wojny z Armenią o Górski Karabach. Pochodzą z Agdam, niegdyś miejscowości liczącej 150 tys. mieszkańców, będącej obecnie upiornym, pokrytym gruzem, wymarłym miastem zarośniętym chwastami. W scenerii powszechnego upadku panującej w Związku Sowieckim w 1988 roku, potyczki na tym terenie szybko rozprzestrzeniły się i przybrały formę groźnego, przewlekłego konfliktu, podczas którego obie walczące strony dopuszczały się gwałtów, pogromów i masakr. Gdy walki ustały, w 1994 roku, Azerbejdżan został pozbawiony 10% swojego terytorium, pozostawiając Nachiczewańską Republikę Autonomiczną porzuconą wewnątrz granic okalających „terytorium okupowane przez Armenię”. Prawie milion Azerów zostało wysiedlonych, a ich los stał się tematem często podejmowanym w dyskusjach.

„Przed wojną Agdam był tętniącym życiem, barwnym miejscem, gdzie uprawialiśmy owoce i warzywa i hodowaliśmy kurczaki” - mówi Mehman. „Jeśli mielibyśmy tutaj jakieś zwierzęta, wymarłyby. Rząd codziennie mówi o Armenii i o wojnie. Wszyscy walczyliśmy za nasz kraj, ale nie otrzymujemy niczego w zamian. Czekam na możliwość powrotu do domu. Tutaj nie czuję nic”. Mehman przerywa swoje biadanie, gdy nieopodal zatrzymuje się czarny samochód. Kilku znajomych Zaki idzie zorientować się o co chodzi. Gdy rozmawiają, pasażerowie samochodu w ciemnych okularach przeciwsłonecznych zaglądają przez okno do pokoju, przyglądają się badawczo wszystkiemu i zatrzymują wzrok na nas, cudzoziemcach. Wracają przyjaciele Zaki: „W zasadzie nie wiemy czego chcieli. Mówili, że szukają znajomego, ale nigdy wcześniej ich nie widziałem”.

Państwo pod obserwacją

Istnieje wystarczający powód, by wystrzegać się chłodnego oddechu służb bezpieczeństwa na karku. W kwietniu, przecierający szlaki dziennikarz śledczy Idrak Abbasov został brutalnie pobity przez ochroniarzy pracujących dla państwowego przedsiębiorstwa naftowego SOCAR i zapadł w śpiączkę. Pobito go, ponieważ sfilmował jak demolują oni domy w jego okolicy. Mimo to ruszamy na pola naftowe, włóczymy się między hipnotycznie drgającymi pompami; niektóre domy stoją tuż obok tych maszyn. Ich właścicieli nie stać na jakąkolwiek ochronę, budynki mogą zostać przejęte i zniszczone w każdym momencie.

Wędrując w górę wzgórza, otoczonego przez wznoszące się niepewnie zabudowania pełne uchodźców z Karabachu, przechodzimy przez stary cmentarz z nieco żenującymi zdjęciami zmarłych przyklejonymi do nagrobków, w oddali widać jezioro. Kiedy docieramy na miejsce zalew rozciąga się aż po horyzont upstrzony niewielkimi chatkami, a przy brzegu widzimy olbrzymie czarne bagno wypełnione ropą, zaśmiecone plastikowymi siatkami, dziecięcymi bucikami i niemal skamieniałymi ptakami. Następnego dnia, w Crystal Hall, otwieram mój eurowizyjny zestaw. Pomiędzy pstrokatymi ulotkami reklamowymi i płytami CD promującymi rozmaite występy na festiwalu Eurowizji, jest też niewielkie aksamitne pudełko. Zaglądam do niego i wyciągam plastikowy kryształ z chlupoczącą w środku kropelką czystej ropy naftowej. Ukłony od firmy SOCAR, oficjalnego sponsora Eurowizji.

Fot.: główna, Wyspa Pirallahi, na północny wschód od Baku (cc) Marco Fieber/ flickr/ marco-fieber.com; w tekście © Andrew Connelly/ wideo (cc) Obyektivtv/ youtube