Społeczeństwo

Youthcan - tunezyjska młodzież nie chce spać                

Artykuł opublikowany 29 lipca 2014
Artykuł opublikowany 29 lipca 2014

Mło­dzi miesz­kań­cy Tu­nezji wal­czą o to, by oddalić róż­ni­ce świa­to­po­glą­do­we i dzia­łać wspól­nie - tak, jak trzy lata temu, kiedy udało im się oba­lić reżim Ben Alego. Youth­Can to nowa or­ga­ni­za­cja, która usi­łu­je zjed­no­czyć siły, aby położyć kres po­waż­ne­mu pro­ble­mo­wi dzi­siej­szej Tu­nezji - bra­ko­wi per­spek­tyw na przy­szłość dla mło­dych ludzi.

„Do At-Ta­da­man? Nie” - tak­sów­karz od­ma­wia za­wie­zie­nia nas do tego mia­sta, zna­ne­go z wszech­obec­nej biedy, po­ło­żo­ne­go na obrze­żach Tu­ni­su. W stycz­niu bie­żą­ce­go roku miały tu miej­sce po­waż­ne za­miesz­ki. Ma­ni­fe­stan­ci pa­li­li opony, aby za­blo­ko­wać do­stęp do ulic, a po­li­cja mu­sia­ła użyć gazu łza­wią­ce­go, aby zmu­sić ich do ro­zej­ścia się.

Z kolejnym taksówkarzem mamy jednak więcej szczęścia. W miarę, jak zbliżamy się do At-Tadamanu drogi po­kry­wa­ją się bło­tem, a w wej­ściach do skle­pów mię­snych pojawiają się skóry i inne czę­ści zwie­rząt wywieszane na sprzedaż. Setki osób prze­mie­rza­ją ulice i zaj­mu­ją miej­sca w licz­nych ka­wiar­niach i her­ba­ciar­niach. Ha­fedh Oue­led Saad czeka na nas na skrzy­żo­wa­niu. Ma 23 lata i jest bezrobotny odkąd wró­cił do Tu­nezji. Za­ma­wia kawę i na­po­je dla swo­ich gości, siada w po­miesz­cze­niu peł­nym bia­łych i zło­tych sof i  roz­po­czy­na opo­wieść o tym, dla­cze­go zde­cy­do­wał się na nie­le­gal­ną emi­gra­cję do Włoch w 2011 roku.

„W tam­tym okre­sie w ta­kiej ka­wiar­ni spo­tkał­byś 20 czy 25 osób, które tak samo usi­ło­wa­ły wy­je­chać do Włoch” - tłu­ma­czy Ha­fedh. Po zej­ściu z po­kła­du statku w Lam­pe­du­sie udało mu się do­trzeć do Szwaj­ca­rii, ale jego sen o Eu­ro­pie skoń­czył się z chwi­lą od­rzu­ce­nia jego wnio­sku o azyl i późniejszej de­por­ta­cji. Na­dzie­ja z cza­sów re­wo­lu­cji dawno odeszła w niepamięć. Ha­fedh mówi: „Nic nie zna­czę dla tych po­li­ty­ków, tak samo, jak oni nic nie zna­czą dla mnie. Nie po­wie­dział­bym, że sy­tu­acja się poprawiła”. Na początku mężczyzna planował na­uczyć się wło­skie­go, żeby pra­co­wać w call cen­ter, ale nigdy nie miał złudzeń co do tego, że w ten spo­sób zdoła dużo za­ro­bić. I choć za pierw­szą uciecz­kę z Tu­ne­zji za­pła­cił 1 500 di­na­rów (około 725 euro), mówi: „gdy­bym miał dziś taką moż­li­wość, zro­bił­bym to raz jesz­cze”.

Nie­wy­dol­na go­spo­dar­ka i brak per­spek­tyw na przy­szłość dla mło­dych to naj­więk­sze za­gro­że­nia transformacyjne Tunezji w drodze do de­mo­kra­cji. Od uciecz­ki Ben Alego do Ara­bii Sau­dyj­skiej mi­nę­ły trzy lata, a nowym po­li­ty­kom nie udało się zna­leźć nowego modelu funkcjonowania państwa. Są zbyt wie­ko­wi i nie mają kon­tak­tu z pro­ble­ma­mi mło­dych ludzi - tak przy­naj­mniej uwa­ża­ją człon­ko­wie Youth­Can, nowej or­ga­ni­za­cji pozarządowej, któ­rej udało się ze­brać ponad 25 ty­się­cy pod­pi­sów w ciągu ponad mie­sią­ca. Ich cel jest jasny: wspar­cie mło­dych Tu­ne­zyj­czy­ków, mię­dzy 20. i 35. ro­kiem życia, w zaj­mo­wa­niu sta­no­wisk de­cy­zyj­nych w in­sty­tu­cjach pań­stwo­wych, bez wzglę­du na przy­na­leż­ność par­tyj­ną czy ide­olo­gicz­ną.

PO­NU­RA PRZY­SZŁOŚĆ

„Nie widzą żad­nej przy­szło­ści. Będę stu­dio­wał, będę stu­dio­wał - powtarzają sobie. Ale co później? To po­py­cha ich w skraj­no­ści, pro­sto w ra­mio­na ma­ni­pu­la­to­rów. Ideą Youth­Can jest uświa­do­mie­nie młodym Tunezyjczykom ich wła­sne­go po­ten­cja­łu i moż­li­wo­ści wy­ko­rzy­sta­nia go” - tłumaczy Mehdi Gueb­zi­li, człon­ek or­ga­ni­za­cji i jeden z jej założycieli. Roz­ma­wia­my z nim i Besmą Mham­di, pre­ze­s Étoi­le Du Nord, no­wo­cze­snej ka­wiar­nio-księ­gar­ni po­ło­żo­nej w cen­trum Tu­ni­su. Wła­śnie tutaj zor­ga­ni­zo­wa­no pierw­sze ze­bra­nie Youth­Can. Wów­czas czlonków stowarzyszenia było sie­dem­dzie­się­cio­ro, dziś ich za­mknię­ta grupa na Fa­ce­bo­oku liczy ponad 4 500 człon­ków, w tym osoby z Włoch, Fran­cji, Nie­miec i Wiel­kiej Bry­ta­nii.

„Youth­Can po­ja­wi­ło się w ide­al­nym mo­men­cie” - wy­ja­śnia Besma. „Stało się to pod­czas Na­ro­do­we­go Dia­lo­gu [były pre­mier, Ali Laa­ra­yedh, podał się do dy­mi­sji, a po­li­ty­cy nie mogli dojść do po­ro­zu­mie­nia w kwe­stii po­wo­ła­nia no­we­go szefa rządu], kiedy lu­dzie od­czu­wa­li ogrom­ną fru­stra­cję. My tchnę­li­śmy w nich na­dzie­ję i opty­mizm, kiedy wszyst­ko się wa­li­ło”.

Mło­dzi Tu­ne­zyj­czy­cy sta­wia­ją czoła nie­pew­nym cza­som. To oni roz­po­czę­li Arab­ską Wio­snę i stali w pierw­szym sze­re­gu przed snaj­pe­ra­mi Ben Alego. We­dług ONZ Tu­ne­zyj­czy­cy po­ni­żej 24. roku życia sta­no­wią 40% spo­łe­czeń­stwa.  „40% ab­sol­wen­tów uni­wer­sy­te­tów nie ma pracy, pod­czas gdy wśród osób bez wyż­sze­go wy­kształ­ce­nia wskaź­nik bez­ro­bo­cia wy­no­si 24%” - po­da­je Świa­to­we Forum Eko­no­micz­ne.  Poza tym po­zo­sta­ją poza in­sty­tu­cja­mi pań­stwo­wy­mi.  „Zgro­ma­dze­nie Kon­sty­tu­cyj­ne oka­za­ło się roz­cza­ro­wa­niem przede wszyst­kim dla nas, osób mło­dych, po­nie­waż nie mó­wi­ło wła­ści­wie o ni­czym. Nie mają po­ję­cia o na­szych pro­ble­mach”.

Youth­Can jest wciąż młodą or­ga­ni­za­cją Nie ma sie­dzi­by, a więk­szość projektów re­ali­zo­wa­na jest w in­ter­ne­cie, gdzie spon­ta­nicz­nie na­ro­dzi­ło się to przed­się­wzię­cie. Po­mi­mo po­cząt­ko­wych wat­pli­wo­ści, dziś idea jest jasna: ukształ­to­wać no­wych po­li­ty­ków i po­go­dzić mło­dych ludzi z po­li­ty­ką. W grud­niu 2013 roku dwóch mło­dych Tu­ne­zyj­czy­ków (Bas­sem Bo­ugu­er­raTarek Che­ni­ti) wy­sła­ło swoje CV z pro­po­zy­cją nie­od­płatnej po­mocy two­rzą­ce­mu się rzą­do­wi Me­dhie­go Jomaa. Setki mło­dych wy­ja­śnia­ło swą mo­ty­wa­cje na por­ta­lach spo­łecz­nych, które w ciągu nie­speł­na 24 go­dzin stały się pierw­szy­mi okna­mi Youth­Can na świat. „Bas­sem Bou­gue­rra opu­bli­ko­wał na Fa­ce­booku swoje CV, ofe­ru­jąc pomoc Mi­ni­ster­stwu Spraw We­wnętrz­nych. Natknąłem się na nie i po­dob­nie jak inni skon­tak­to­wa­łem się z nim” - wspo­mi­na Besma. „Wie­dzie­li­śmy, że nie chce­my być tra­dy­cyj­ną par­tią po­li­tycz­ną” - do­da­je. Ich cel jest dłu­go­ter­mi­no­wy i nie mają czasu do stra­ce­nia. Pierw­szy pro­jekt bę­dzie zwią­za­ny z naj­bliż­szy­mi wy­bo­ra­mi, prze­wi­dzia­ny­mi na ko­niec 2014 roku. W jego ramach prze­szko­lą dwu­stu kan­dy­da­tów. „Kompetencje mło­dych lu­dzi zo­sta­ną wzmoc­nione przez ich ró­wie­śni­kow. Zostaną oni wyposażeni w wie­dzę o wy­stą­pie­niach pu­blicz­nych, au­to­pre­zen­ta­cji, czy pozyskiwaniu środ­ków fi­nan­so­wych” - tłumaczą aktywiści.

Człon­ko­wie Youth­Can są roz­pro­sze­ni po całym państwie. Ya­zi­di Boul­be­ba, jed­en z nich, miesz­ka w Si­lia­nie, małej rol­ni­czej miej­sco­wo­ści w cen­tral­nej czę­ści Tu­ne­zji. Dy­plom ukoń­cze­nia wydziału fi­zy­ki i che­mii nie wy­star­czy­ł temu dwu­dzie­sto­ośmio­lat­ko­wi, by zna­leźć pracę. Na­le­ży do par­tii, ale kiedy do­wie­dział się o moż­li­wo­ści do­łą­cze­nia do Youth­Can, nie wahał się ani przez chwilę. „Re­wo­lu­cja zo­sta­ła prze­pro­wa­dzo­na przez mło­dych dla trzech po­wo­dów: god­no­ści, wol­no­ści i pracy. Mamy więk­szą wol­ność, ale nie może być mowy o god­no­ści bez pracy” - mówi Ya­zi­di. Po­do­ba mu się po­mysł Youth­Can do­ty­czą­cy szko­le­nia no­wych po­li­ty­kow i sądzi, że ta plat­for­ma może zbliżyć mło­dzież do po­li­ty­ki. „Mam taką na­dzie­ję, po­nie­waż dzi­siaj mło­dzi boj­ko­tu­ją po­li­ty­kę” - tłumaczy.

Bieda w  Si­lia­nie po­stę­pu­je. „W pro­win­cji jest tylko jedna fa­bry­ka, a wy­twa­rza­ne przez nas pro­duk­ty są prze­twa­rza­ne w in­nych mia­stach” - mówi Ya­zi­di. W kon­se­kwen­cji wiele ludzi prze­no­si się do bardziej dy­na­micz­nie roz­wi­ja­ją­cych się re­gio­nów. „Drugą al­ter­na­ty­wą jest eks­tre­mizm i ter­ro­ryzm. Pra­wie wszy­scy ter­ro­ry­ści po­cho­dzą z naj­bied­niej­szych ob­sza­rów” - przy­zna­je.

TEN ARTYKUŁ JEST CZĘŚCIĄ SPECJALNEGO CYKLU ARTYKUŁÓW CAFEBABEL, KTÓRY POWSTAŁ W RAMACH PROJEKTU „EUROMED REPORTER", PROWADZONEGO WE WSPÓŁPRACY Z I-WATCH, SEARCH FOR COMMON GROUND I PRZY WSPARCIU FUNDACJI ANNY LINDH.