Społeczeństwo

Yuriy Gurzhy: Russendisko w Berlinie

Artykuł opublikowany 10 marca 2011
Artykuł opublikowany 10 marca 2011
Organizator legendarnego berlińskiego „Russendisko” jest sławnym DJ-em i producentem w Berlinie. Ten muzyk urodzony na Ukrainie stworzył tę imprezę club dance w 1999 r., a w 2003 r. założył zespół Rotfront razem z kolegami „emigrantskis”: Żydem, Rosjaninem i Węgrem.

W klubie Kaffee Burger w centrum Berlina scena jest niewielka. Zespół jest ubrany w punkowe, głównie czerwone ciuchy i gra bałkańsko brzmiącą wariację żydowskiej hory, tradycyjnego tańca w kole. Parkiet jest zaludniony Niemcami, Rosjanami, Żydami i Hiszpanami tańczącymi w kręgach. Obejmują się podekscytowani, tańcząc szybciej i szybciej, tworząc ekstatyczną miksturę czystej radości.

Te brzmienia Rotfront i Russendisko

Rotfront, zespół rezydujący w Berlinie i sprawiający, że No Smokin Orchestra Emira Kusturicy wygląda jak wymęczony stereotyp, został założony w 2003 r. przez Żyda ukraińskiego pochodzenia Yuriy’a Gurzhyego i Węgra Simona Wahorna. Niezłym wyzwaniem jest opisanie tej niemiecko-rosyjsko-angielsko-węgierskiej mieszanki Kleyzmera, bałkańskiej muzyki, punka, reggae, hip hopu i electro, którą grają. Nie dziwi więc, że uznali, iż ich brzmienie potrzebuje całkowicie nowej nazwy i stąd: Emigrantski Raggamuffin. – Nienawidzę słowa „skrzyżowanie”. Jest nadużywane – mówi Yuriy, z którym spotykam się na obiedzie w Kolonii kilka godzin przed jego występem jako DJ-a na międzynarodowej imprezie. – Przede wszystkim żonglujemy elementami muzyki różnych narodów, różnymi stylami, pewnymi warstwami kultury. Najważniejsze, że to działa. Jest jak koktajl: możesz wymieszać coś, czego nikt wcześniej nie mieszał, ale jeżeli to źle smakuje, nikt się tego nie napije. Pierwsza reakcja może być: „Łoł, ciekawe”, ale to długo nie potrwa. Tak naprawdę to wszystko to tylko muzyka pop.

Przeczytaj wywiad cafebabel.com z Wladimirem Kaminerem

UKRAINE do AMERIKAPoza graniem na gitarze w zespole Rotfront, Yuriy jest jednym z dwóch organizatorów sławnej imprezy Russendisko (którą współtworzył z Rosjaninem Wladimirem Kaminerem) i cieszącym się powodzeniem DJ-em. – Uwaga! Dzisiejsza impreza jest wolna od rosyjskiego rocka – żartobliwie mnie ostrzega, dając do zrozumienia, że Russendisko („rosyjskie disco”) z jego rosyjsko-/ukraińskojęzyczny underground/criminal/pop folkiem pozostaje takie samo, nawet gdy opuszcza swoją rezydencję przy Torstraß 60 w Berlinie.

Porzucając Ukrainę dla Berlina i wódkę dla herbaty

Mała tradycyjna restauracja w centrum Kolonii położona naprzeciw centrum handlowego, którego neony są widoczne przez duże okna, jest uosobieniem niemieckości. Duże drewniane stoły i długie ławy są przystrojone biało-czerwonymi kraciastymi obrusami i poduszkami, drewniana boazeria wyblakłymi obrazami w ciemnych drewnianych oprawach. W tle Lena, przynosząca Niemcom dumę, śpiewa Satellite, piosenkę, która wygrała Eurowizję w 2010 r. Yuriy zamawia danie dnia – makaron z pieczarkami i kremowym sosem oraz filiżankę zielonej herbaty. To nie do końca ta kombinacja wódki i czosnku, którą opiewa Rotfront w jednym ze swoich największych hitów. – Nie pijesz? – pytam, przemilczając mój własnym wybór dietetycznej Coli. Yuriy odpowiada znanym rosyjskim żartem. – Mały Wowoczka przychodzi do rodziców i mówi: „Mamo, tato, czy możecie sobie wyobrazić? Lenoczka nie pije i nie pali!” „Prawda to, Lenoczka?”, rodzice pytają dziesięcioletnią dziewczynkę. „Nie pijesz i nie palisz? Dlaczego?” “MIAŁAM TEGO DOSYĆ!” – kończy Yuriy, naśladując głęboki, ochrypły głos i śmiejąc się.

15 lat temu Yuriy podążył za swoimi rodzicami z Charkowa, drugiego co do wielkości ukraińskiego miasta, do Berlina. – Podjęli decyzję. Po prostu z nimi przyjechałem tak, jakbym się wybierał na wielką przygodę. Przegapienie okazji na przyjazd do Niemiec byłoby głupotą. W sercu zadecydowałem, że jeżeli nie będzie mi się podobać, to wrócę – w końcu to nie były lata 60-te, kiedy emigracja oznaczała palenie za sobą wszystkich mostów. Najwyraźniej podobało mu się na tyle, by zostać. Yuriy regularnie odwiedza Charków, ale uczynił Berlin swoim domem, robiąc nieoczekiwaną karierę muzyczną. Poza Rotfront, Russendisco i ogólnymi występami jako DJ, Yuriy współpracuje przy wielu różnych muzycznych projektach. Najnowszym jest Mama Diaspora, który współtworzy razem z Serbem Igorem Sakachem (Ingvo), Ukraińcem Ivanem Moskalenko (DerBastler) i Mołdawianinem Eugeniem Didicem (byłym członkiem Zdob si Zdub). Mama Diaspora chyli się bardziej w kierunku elekroniki, a został utworzony w 2009 r. na festiwalu na Białorusi jako następny dodatek do mnóstwa zespołów prezentujących nieskończone wariacje na temat bałkańskiego brzmienia. Wystarczy wspomnieć osiadły w Nowym Jorku a  założony w Izraelu Balkan Beat Box, aby podać przykład muzycznej inwazji nowego milenium – bałkańskiej inwazji.

(cc) akk_rusBerlin nie pozostaje w tyle. Miasto, które szczyci się mianem światowej stolicy electro, właśnie prezentuje inny styl. Dzięki Balkatronice goszczącej na imprezach, zorganizowanych przez DJ-a Roberta Soka, regularnymi nocami Balkan Beats w klubie Lido w Kreuzbergu i koncertami różnych zespołów, można spokojnie powiedzieć, że ten gatunek osiadł w Berlinie na dobre. Podczas Tygodnia Muzyki we wrześniu 2010 r., Berlin ogłosił, że za cel ma mieszanie różnych form muzyki, więc nie dziwi, że Rotfront jest zadomowiony w Kaffee Burger. O 21.00 Yuriy i ja jesteśmy jedynymi klientami pozostałymi w małej restauracji. Po drodze na stację S-Bahn Yuriy przygląda się ludziom wokół nas. – Wiesz, że Valenki są teraz w modzie? – mówi, nawiązując do zimowego trendu noszenia butów Ugg i im podobnych, które przypominają tradycyjne rosyjskie filcowe kozaki. – Modni młodzi noszą Valenki – śmieje się.

Fot. główne ©Dmitriy Shakhin/myspace.com/yuriygurzhy; Russendisko ©myspace.com/yuriygurzhy/valenki (cc) akk_rus/Flickr