Społeczeństwo

Z bezdomnymi przez Budapeszt

Artykuł opublikowany 20 lutego 2013
Artykuł opublikowany 20 lutego 2013
Kto chciałby poznać Budapeszt z innej strony, może dać się poprowadzić bezdomnym przez squaty oraz poznać historię węgierskiej stolicy.

Grupa zbiera się w Fogasház, jednej z licznych zrujnowanych knajp w żydowskiej dzielnicy Budapesztu. Trasa wycieczkowa prowadzi przez pokoje niektórych mieszkańców stolicy. To będzie zwiedzanie pod gołym niebem. Przewodnikiem jest Attila Takács - pięćdziesiąt dwa lata, ogromne wąsy, koński ogon, dyplom informatyka i... bezdomny.

Nikt nie wie dokładnie, ilu bezdomnych żyje w Budapeszcie. Oficjalne statystyki mówią o 1600 osobach, jednak pracownicy Fundacji Menhely (węg. schronisko) szacują, że liczba bezdomnych jest większa, co najmniej pięciocyfrowa. Fundacja utrzymuje nie tylko liczne kuchnie dla ubogich i miejsca noclegowe w węgierskiej stolicy, lecz także organizuje cztery do pięciu razy w roku zwiedzanie miasta z bezdomnymi.

Częściowo legalnie

Nasza około dziesięcioosobowa grupa rusza. Przechodzimy przez halę targową pomiędzy Akácfa utca a Klauzál tér. Potem pierwszy postój. Attila wskazuje na opuszczoną budowlę z cegły palonej.

''Wszystko odbywa się tutaj częściowo legalnie, a częściowo nielegalnie'', opowiada Attila. Bezdomni przekształcili ten dom w swoją kwaterę i zorganizowali - zgodnie z najlepszymi manierami - wystawy oraz koncerty, które przyciągają mieszaną publiczność. Udzielano tu nawet korepetycji z angielskiego, hiszpańskiego lub historii dla zaniedbanej młodzieży z dzielnicy, która według Attili, w przeciwnym razie obijałaby się i wszczynałaby awantury w pobliskim Klauzál tér. ''To było po prostu boskie'', zachwyca się pięćdziesięciodwulatek jeszcze dzisiaj.

Ale to było właśnie tylko częściowo legalne... Dom był własnością prywatną. Lokatorzy musieli kiedyś się stamtąd wynieść. Aby zwrócić uwagę na problem, jaki stawarza biurokracja, bezdomni i ich sympatycy już w styczniu tego roku zajęli opuszczony dom w śródmieściu. Akcja zakończyła się eksmisją lokatorów przez policję.

Tymczasem zwiedzanie trwa dalej do Blaha Lujza tér, jednego z głównych punktów komunikacyjnych miasta. Jest to swego rodzaju miejsce pamięci dla bezdomnych miasta. Gdy MÁV, Węgierskie Koleje Państwowe, zamknęły przejścia podziemne w 1989 roku, bezdomni przeprowadzili tutaj strajk w formie blokady, utworzonej przez siedzących demonstrantów. To wyznaczyło również początek fundacji Menhely, która kazała przymocować tutaj, w przejściu podziemnym, tablicę upamiętniającą to wydarzenie.

W takich miejscach jak to, bezdomni nie są mile widziani. Po dwudziestu latach liberalnych rządów, do budapeszteńskiego ratusza wprowadził się w 2010 roku István Tarlós, człowiek prawicowo-konserwatywnej Partii Fidesz, która weszła do parlamentu, zdobywając dwie trzecie głosów. Od tego czasu Tarlós wywraca kraj do góry nogami, według własnego uznania.

Mandaty dla bezdomnych

Również sama stolica nie została oszczędzona przez nowy układ sił. Place i ulice w rekordowym tempie zmieniły swoje nazwy. Bezdomni zaczęli znikać stopniowo, najpierw ze stacji metra, później z miejsc publicznych.

Kto spał lub obijał się na ławkach, ryzykował karą pieniężną - w przeliczeniu prawie 500 euro. Utopijna suma, której nawet przeciętnie zarabiający Węgier nie byłby w stanie uiścić bez przeszkód. Ale władze osiągnęły swój cel. Wprawdzie nie mogły przedstawić żadnych alternatyw, ale przynajmniej pozbyły się bezdomnych. W każdym razie większości.

Pech

Attila nie żyje na ulicy, pracuje na razie nieodpłatnie w niedużej rozgłośni radiowej. Jest tam, zależnie od potrzeby, technikiem albo redaktorem. Redakcja jest równocześnie jego miejscem do spania. Na stwierdzenie o tym, że mieszkając w redakcji, w zasadzie nie jest już bezdomnym, reaguje nieco opryskliwie: ''studia o powierzchni dziesięciu metrów kwadratowych nie nazwałbym mieszkaniem''.

Kilka złych decyzji w interesach spowodowało, że w 2007 roku w przeciągu zaledwie półtora miesiąca, informatyk stracił wszelkie źródła utrzymania. Attila żył na ulicy pół roku, włączając srogą zimę, której ofiarą stają się bezdomni.

Jakie rozwiązania przyjął w tym zakresie zarząd miasta? Attila opowie o tym w następnym i jednocześnie ostatnim punkcie swojego oprowadzania. Zatrzymujemy się przed supermarketem na skrzyżowaniu obwodnicy i Wesselényi utca. Attila wskazuje na ciepłociągi: ''Po to, żeby nikt nie mógł się tutaj położyć, dokręcili specjalne rury. Nocne schroniska mogą wprawdzie zapewnić niektórym dach nad głową. Bynajmniej jednak nie wszystkim. Stoją tam wtedy w szeregu i kto nie dostaje miejsca, ten ma pecha''.

Oprowadzanie po mieście przez bezdomnych oferuje się wielokrotnie w ciągu roku w nieregularnych odstępach czasu. Konieczne jest wcześniejsze zgłoszenie: www.menhely.hu. W razie potrzeby oferuje się możliwość tłumaczenia na język niemiecki lub angielski. Samo zwiedzanie jest bezpłatne. Organizatorzy będą jednak wdzięczni za datki.

Fot.: (cc) Daniel Kaldori/kaldori.com