Społeczeństwo

Zabójstwo w Fermo: „(Nadal) jesteśmy rasistowskim krajem”

Artykuł opublikowany 22 lipca 2016
Artykuł opublikowany 22 lipca 2016

(Opinia) W 2016 roku we Włoszech ludzie wciąż giną z rąk rasistów. Zamierzone czy nie, zabójstwo w Fermo z 5 lipca spowodowane było przede wszystkim (jeśli nie wyłącznie) brakiem tolerancji wobec innego koloru skóry i ludzką głupotą. „Nie jesteśmy takim [rasistowskim] państwem” - mówimy często. Ale czy to prawda?

Fakty

Po południu 5 lipca Emmanuel i jego partnerka Chinyere spacerowali po centrum miasta Fermo w regionie Marche. W pewnym momencie zostali zaczepieni przez Amedeo Manciniego, znanego w mieście ze swojego ognistego temperamentu i skrajnie prawicowych poglądów. Z rekonstrukcji zdarzeń wynika, że Emmanuel próbował obronić żonę przed ksenofobicznymi i rasistowskimi obelgami ze strony Manciniego. Międy mężczyznami wywiązała się bójka. Wskutek otrzymanych ciosów Emmanuel upadł na ziemię, stracił przytomność i w konsekwencji obrażeń zapadł w nieodwracalną śpiączkę. Zmarł 6 lipca.

Para uchodźców do Włoch przybyła szukając schronienia przed tragedią, cierpieniem i strachem. Strachem o imieniu Boko Haram. Zabił on w Nigerii ich dwuletnią córkę. Przemierzyli pustynię wielką jak Sahara, morze i pół Włoch, by w końcu dotrzeć do Fermo i znaleźć schronienie w ośrodku prowadzonym przez Fundację Caritas in Veritate pod kierownictwem Vincio Albanesiego. Podczas przeprawy przez Morze Śródziemne handlarze ludźmi obchodzili się z nimi tak brutalnie, że Chinyere straciła dziecko. We Włoszech para chciała zapewnić sobie lepszą przyszłość, zacząć wszystko od nowa. Emmanuel stracił życie, broniąc żony przed kolejnym okrutnym aktem prześladowania. Ona sama potrafiła odnaleźć w sobie na tyle szlachetności, by wyrazić zgodę na przekazanie narządów męża potrzebującym Włochom - rodakom potwora, który zrujnował jej życie. To lekcja dla wszystkich tych, dla których inna narodowość jest wystarczającym powdem, by kogoś zniszczyć.

„Jesteśmy także takim państwem”

„Nie jesteśmy takim państwem” - tak swój artykuł z 7 lipca zatytułował włoski dziennik Corriere della Sera. Jak się okazuje - jesteśmy także takim państwem. I choć nie dotyczy to nas wszystkich, to także my jesteśmy nienawiścią i rasizmem, która w Fermo zabiła Emmanuela Chidi Namdiego - 36-letniego Nigeryjczyka, uchodźcy z własnego państwa, które terroryzuje Boko Haram, którego we Włoszech spotkała śmierć. Jesteśmy społeczeństwem, w którym funkcjonował Amedeo Mancini - prawicowy ekstremista, fanatyk, rasista - nazwijcie go jak chcecie. Tacy jak on są owocami ignorancji, strachu przed innością i przerażającej głupoty części społeczeństwa oraz rządzącej partii politycznej, która zaspokaja głód sensacji, byle tylko zyskać jak najwyższe poparcie wyborców. To oni są winni postaw naznaczonych oportunizmem i terroryzmem, w których dominuje przemoc i prostota bezsensownych decyzji, a poraża brak konstruktywnych refleksji. Pojęcia takie jak imigracja, rasizm i prawa człowieka stają się tylko instrumentalnymi hasłami - ukrywanymi bądź pomijanymi w zależności od sytuacji, rozdań politycznych i rozmówców.

Jesteśmy krajem, w którym historie takie jak ta Emmanuela i Chinyere przypominają wielu (zbyt wielu) osobom, że imigranci też są ludźmi, że rasizm istnieje i stał się prawdziwą plagą społeczną i że trzeba dalej z nim walczyć wszelkimi możliwymi sposobami. Jedni przeciwko drugim, wszyscy przeciwko inności i obcości. W dzień tragedii cofnęliśmy się o 70-80 lat wstecz - zupełnie jakbyśmy już zapomnieli o niedawnych horrorach, które miały miejsce w Europie. Jesteśmy jak bierni widzowie, którzy niewzruszenie przyglądają się powtarzającej się historii. A może ta historia się nie powtarza, bo zawsze była taka sama? Historia Emmanuela jest niemalże identyczna z historią dwóch Afroamerykanów zabitych przez policję w Stanach Zjednoczonych 4 i 6 lipca oraz z historią pięciu policjantów zabitych w Dallas kilka dni później. Nienawiść budzi nienawiść i wbija nas w pozbawioną sensu i logiki spiralę przemocy. Wszystko to pod osłoną strachu, który zaczyna wypełniać nasze życie, warunkować je i ograniczać. Bo strach paraliżuje myślenie, postęp i cywilizację. Czasami także zabija człowieczeństwo, którego brakowało potworowi, mordującemu z powodu innego koloru skóry, a także wielu politykom, którzy wykorzystują historię do swych celów lub minimalizują jej znaczenie.

Nie, zdecydowanie nie chcemy być takim państwem.