Społeczeństwo

Zamieszki w Londynie: zakapturzeni huligani kontra palące problemy

Artykuł opublikowany 17 października 2011
Artykuł opublikowany 17 października 2011
Nie utożsamiajmy uczestników brytyjskich zamieszek z protestującymi Grekami lub Syryjczykami, to zwyczajnie obraźliwe. Owszem, Londyńczycy demonstrowali przez cztery dni. Nie może to jednak równać się z miesiącami społecznego, politycznego i ekonomicznego wzburzenia w Europie i świecie arabskim.

Obserwatorzy na całym świecie wydają się być zobojętniali na zgiełk trwającej od ośmiu miesięcy arabskiej wiosny. Nawet reakcje na wywołane niedostatkiem protesty w państwach europejskich wydają się obecnie nieco zobojętniałe. Zblazowani widzowie przeglądają strony internetowe przeplatające masakry w Syrii i Jemenie ze strajkami i protestami w Grecji. Jednakże cztery dni zamieszek w Londynie wystarczyły, aby wprawić wszystkich w osłupienie. Zaskoczenie to wywołane było nie tyle samym żywiołem protestu, ale tym jak szybko jedna z najbogatszych i dających najwięcej swobód stolic europejskich pogrążyła się w chaosie. „London Calling”, śpiewali [„Londyn wzywa” – tytułowy utwór z płyty brytyjskiego zespołu punkowego „The Clash” – przyp. tłum.]. Wydaje się, że przekaz dotarł: problem nie dotyczy jedynie PIIGS [skrótowiec określający państwa o złej sytuacji budżetowej: Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja, Hiszpania – przyp. tłum.].

Wojna została wypowiedziana

Przekaz został błędnie zinterpretowany. Projekt wspólnej waluty jest zagrożony. Nawet gospodarka niemiecka może okazać się niewystarczająca, aby go ocalić. Zamieszki w Grecji wybuchły ponownie, a za wielką wodą trwa okupacja Wall Street. Hiszpanie uznają swój nowy rząd za równie bezsilny jak socjalistyczny, a nowy plan oszczędnościowy Włoch wkrótce spotka się z reakcją. W obliczu tego wszystkiego brytyjska zakapturzona młodzież wybiera milczenie.

Iskra zapalna wydarzeń w Londynie - brutalność policji - bliższa była arabskim odpowiednikom aniżeli europejskim braciom. Jednak w tym samym roku, w którym ludzie dokoła świata odważyli się zabrać głos, pojawiła się debata, dlaczego cywilizowany protest przerodził się w anarchię. Czy rzeczywiście możemy porównywać brytyjskie zamieszki do arabskich apeli o reformę policji lub ogólnoeuropejskiej krytyki cięć ekonomicznych? W chwili obecnej, kiedy na świecie występują równolegle dwa bardzo różne nurty społecznego oburzenia, łatwo jest po prostu przypisać kolejny przykład do tej samej przyczyny. W dniach 6-10 sierpnia w Londynie, zamieszki, szabrownictwo i wandalizm nie rozpoczęły się jako sprzeciw wobec cięć wydatków socjalnych. Mimo to, wzbudziły oskarżenia, że rządowe cięcia wydatków wykluczyły tzw. „niepokorną młodzież”.

Chcemy zmian tu i teraz...

Czyż nie było zwyczajnie zbyt łatwo zrzucić winę za zamieszki na cięcia ekonomiczne? Protestujący nie czekali na ocenę ich roszczeń, sami podjęli się ich egzekucji od rządu. „Jedynie odbieram swoje podatki”, zripostował jeden z grabieżców. Wniosek, jaki wyciągnęło z tego wielu ich rówieśników (wśród nich przedstawicieli mniejszości etnicznych i „niższych” warstw społecznych), to że zamieszki miały zwyczajnie charakter kryminalny. Wielu z nich stwierdziło, że są w pełni świadomi tego, że wygłaszanie takiej opinii wydaje się mieć niepokojąco prawicowy wydźwięk. To jednak nie zmienia faktu, że utożsamianie uczestników brytyjskich zamieszek z protestującymi Grekami lub Syryjczykami jest zwyczajnie obraźliwe. Owszem, Londyńczycy mobilizowali się przez cztery dni. Nie może to jednak równać się z miesiącami społecznego, politycznego i ekonomicznego wzburzenia w Europie i świecie arabskim. Porównanie Londynu w 2011 roku z Paryżem w 2005 jest już o krok bliższe prawdzie, ale wciąż zbyt dalekie.

Bez wątpienia cięcia wydatków socjalnych, zaprzepaszczenie idei ogólnodostępnego szkolnictwa oraz podnoszenie podatki rozgniewały brytyjską młodzież. To kwestie, które wymagają nagłośnienia i reakcji. Liczba biorców świadczeń dla bezrobotnych, z których połowa ma poniżej 25 lat, wzrosła tego lata o 37 000. I nie dlatego, że młodzież jest niepokorna. Statystyki bezrobocia wśród młodzieży w całej Europie wydają się znamienne. W Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech i Grecji 20-45% bezrobotnych to ludzie w wieku 16-24. Fakt, że ten wskaźnik bezrobotnych w tej grupie wiekowej dla Holandii, Niemiec, Austrii i Skandynawii jest jednocyfrowy, w pewnym stopniu wyjaśnia lokalizację tegorocznych protestów. Jednak podczas gdy pozbawiona głosu brytyjska młodzież znudziła się swoim tzw. protestem po kilku dniach, Grecy wciąż masowo protestują, Włochom w Rzymie w końcu puściły nerwy, a pozostali z pewnością dołączą do nich tej zimy. Brytyjczycy mogą być równie dobrze wśród nich. Zdziwię się jednak, jeżeli londyńska próżna młodzież znów będzie kraść odbiorniki telewizyjne i obuwie sportowe, aby „odebrać podatki”.

Fot.: główna (cc)   sm3287/ Flickr/ gfxtown.com